Tym razem przyczyną mej zazdrości jest Mari z Okruszkowych Wschodów i Zachodów. I deszcz w tle. I kawa karmelowa (chciałabym lubić kawę!). Ale najbardziej Brzuszkowe.
Kiedyś marzyłam o dwójce dzieci :). Ale teraz już nie marzę, teraz tylko czasem cichutko zazdroszczę. Bo moje marzenia w tym temacie przygniótł strach.
Chociaż moją ciążę zawsze będę wspominać ciepło i z sentymentem - nie należała ona do łatwych. Najbardziej dały mi się we znaki ostre mdłości i wymioty, które minęły dopiero pod koniec piątego miesiąca... W szóstym miesiącu wszystko zaczęło już iść źle, stan przedrzucawkowy (zatrucie ciążowe), a potem miesiąc w szpitalu, niezliczone pobierania krwi, trwanie w tej wielkiej niewiadomej - czy uda się utrzymać ciążę jeszcze chociaż jeden dzień, może jeszcze kilka godzin... I wreszcie 31 tydzień, najpierw dwudniowe wywoływanie porodu, a potem odklejanie się łożyska, krwotok, cesarka ratująca życie... Mój Mały Książę urodzony w 31t6d i zabrany do NICU na 36 dni, które dla mnie trwały całą wieczność. A po wyjściu ze szpitala, po serii zastrzyków - tak czy inaczej dopadła mnie jeszcze zakrzepica. I depresja. Kiedy myślę o grudniu 2014, styczniu i lutym 2015 - widzę to wszystko jako długie pasmo czarnych dni. Kiedy wspominam te miesiące to w moich emocjach dominuje smutek. I strach. I poczucie winy.
Długie miesiące zajęło mi dojście do siebie, a jeszcze dłuższe przekonanie swojego ciała, że nie jestem w ciąży. To brzmi dziwnie, kiedy o tym piszę, ale tak faktycznie było - chyba dopiero kiedy Mały Książę skończył magiczne dziewięć miesięcy to udało mi się w pewien sposób zakończyć tę ciążę - psychicznie.
W każdym bądź razie teraz moje ulubione blogerki są w kolejnej ciąży, Mari, Sabina... I moja K jest w ciąży, i jeszcze w mojej rodzinie będzie na początku czerwca kolejne maleństwo...
A ja się zbyt boję. Francuz też - wiele razy o tym rozmawialiśmy, ale nasz jest większy niż pragnienie. Nie chcemy tego przeżywać jeszcze raz. Gdyby tylko ktoś mi mógł dać gwarancję, iż następnym razem będzie dobrze... Ale to niemożliwe :). I dlatego na zazdrości i wierze, że z czasem mi przejdzie - pozostańmy.
:)
***
Z kompletnie innej beczki wiadomości: mój Francuz dostał bardzo dobrą propozycję pracy, ale... w Polsce. Propozycję przyjął, więc wszystko wskazuje na to, że od lutego/marca 2016 będę dalej buszować, ale w Polsce właśnie. Ciekawe jak to będzie: wrócić? :)