Showing posts with label miesiące. Show all posts
Showing posts with label miesiące. Show all posts

Saturday, July 9, 2016

Siedemnaście miesięcy Małego Księcia

Dawno temu, czyli jakieś dwa tygodnie temu ;), miałam i pomysł na tę notkę i wiedziałam co chcę napisać. Ale czas mija tak szybko, że już nic nie wiem, nie pamiętam i przy jej pisaniu będę się posiłkować tym co dzieci teoretycznie powinny potrafić w 17 miesiącu (porównam do tego co mój Mały Książę umie), a także zdjęciami z każdego dnia, żebym wiedziała co się wydarzyło w tym siedemnastym miesiącu :))).

2016-06-22, środa

Wiek urodzeniowy: 17 miesięcy!
Wiek korygowany: 15 miesięcy

Waga: 11kg
Wzrost: 78cm

Ubranka: 86cm :)

Tak jak wspomniałam na początku, wcześniej wiedziałam co napisać, a teraz jestem już zakręcona jak radziecki termos i nie wiem ;).

Przede wszystkim Mały Książę chodzi już bardzo dobrze i bez wspomagania. Ba, on biega :). Też bardzo dobrze. Czasem zdarza mu się przewrócić, ale generalnie rzecz ujmując - jest świetnie.

Pozwolę sobie skopiować z babyonline.pl :

Twoje dziecko staje się coraz silniejsze i bardziej ruchliwe. Z łatwością popycha przed sobą swój wózek albo zabawkę do pchania. Samodzielnie wspina się na niskie schody i stara się znaleźć metodę schodzenia z nich. Potrafi wdrapać się na niski tapczan, a po kilku próbach - również z niego zejść. Gdy z małej rączki wypadnie zabawka, umie przyklęknąć, wziąć ją z dywanu i wstać bez podpierania się.

W sumie wszystkie te rzeczy Mały Książę umie już od jakiegoś czasu, bez problemu wdrapuje się na sofę czy łóżko - i od dawna (kilku miesięcy) wie jak z nich schodzić. Z łatwością popycha przed sobą zabawkę od dawien dawna, jeszcze we Francji to robił, jak dostał pchacz :). Ostatnio z zachwytem chodzi z zabawką na drewnianym patyczku, którą prowadzi przed sobą niczym zwierzątko :). Na schody pierwszy raz wszedł 27 lutego, a od kiedy mieszkamy w Warszawie - to codziennie wspina się po schodach po powrocie ze spaceru. I robi to jak "dorosły", czyli jedna noga na jeden stopień. Komicznie to wygląda, bo jest malutki, więc musi zrobić ogroooooomny krok, żeby mu się to udało.

17 miesięczne dziecko zaczyna uczyć się kolejnych sztuczek związanych z przedstawianiem charakterystycznych cech zwierząt lub przedmiotów: w tym wieku może już pokazać jak robi rybka, jak chodzi pies. Umie zrobić koci grzbiet i pokazać jak jeździ samochód.
Samochody to istna obsesja Małego Księcia. Uwielbia je pasjami. Kocha. Swoją drogą to niesamowite, bo od samego początku starałam się nie narzucić mu niczego, żadnego konkretnego sposobu zabawy czy też wyboru zabawek - zawsze miał wszystko, lalki, misie, pluszowe warzywa i owoce, klocki, zabawkowy telefon, czy też zabawkowego laptopa, piłki... Starałam się nie ograniczać go zabawkami, które są stereotypowo dla chłopców czy dziewczynek. A jednak, mimo wszystko, Mały Książę wybrał samochody na swoje ukochane zabawki. Zaczęło się jeszcze w maju, pisałam o tym przy okazji poprzedniego miesiąca :).

Wciąż uwielbia sprzątać, ba, potrafi po jedzeniu sam umyć swój stolik, czy też dzielnie pomaga Tatusiowi w myciu podłogi. Ale, ale, a propos stolika do jedzenia - ostatnio awansował i już nie je na swoim krzesełku ze stolikiem, siedzi z nami przy stole :). Talerzyki EZPZ (easy peasy) są nieziemskie i z całą pewnością opiszę je w hitach drugiego roku ;) (jak skończę z hitami pierwszego...)

Rozwój dużej motoryki idzie w parze w doskonaleniem umiejętności związanych z rączkami. 17 miesięczne dziecko próbuje włożyć klocki o różnych kształtach do odpowiednich otworków w pudełku i – co do tej pory było niemożliwe - klocki mieszczą się w nich z łatwością. Maluch potrafi też rozwinąć z papieru prezent.

Klocki zaczyna wkładać, ale wciąż nie jest to jeszcze ani perfekcja, ani ulubiona zabawa. Włoży jak go poproszę, ale widzę, że go to nudzi. Zdecydowanie bardziej lubił tego typu zabawy jak był młodszy - chociaż wtedy dopasowywanie kształtów mu wychodziło też tak sobie, ale chyba samo próbowanie sprawiało mu więcej radości. A odpakowywanie prezentów z papieru? To umiał już w 11 miesiącu, grudzień świetnie go wyćwiczył w tym kierunku hihi.

Dzięki precyzyjnemu działaniu rączek krajobraz wokół stoliczka i krzesełka, przy którym je 17 miesięczne dziecko przestaje przypominać pobojowisko (co jednak nie oznacza, że malec będzie jadał jak brytyjska królowa), a samodzielne jedzenie staje się prawdziwym przyjmowaniem pokarmu, a nie ćwiczeniem w rzucaniu na odległość. Dobrze posługuje się łyżką, potrafi też samodzielnie pić z kubeczka.
Dalej dużo rzeczy spada, ale coraz mniej zrzuca specjalnie. Teraz już się nauczył, że jeśli skończył jeść to mówi: "all done" (czasami mówi, czasami nie, przy mojej Mamie nie chce tego mówić) i podaje łyżeczkę, talerzyk i resztki jedzenia - mi albo Francuzowi. Traci jednak cierpliwość jeśli nie weźmiemy czegoś wystarczająco szybko i zdarza się, że coś po prostu wypuszcza z ręki na podłogę ;). Picie z kubeczka i z butelki z wodą ma prawie perfekcyjnie opanowane :). Po napiciu się, jeśli było dobre, robi "aaaaaaach" i oddaje kubeczek/butelkę. W domu ma cały czas dostęp do swojej buteleczki z wodą, z rurką. Ładnie je łyżeczką i widelcem, chociaż zdarza mu się też wspomagać rękoma podczas jedzenia.

Jego ulubionym posiłkiem jest makaron penne w sosie serowym (domowej roboty oczywiście) i gotowane parówki sojowe. Bardzo lubi też cheese strings oraz farfalle w sosie pomidorowym, z ziarnami słonecznika i serkiem. To nasze ulubione posiłki. Ale równie chętnie zje kotlecika sojowego czy też brokuły (bardzo lubi).
 
Maluch ma coraz lepszą świadomość siebie jako odrębnej, samodzielnej istoty. Dobrze zna własne imię. Zawołany  odwraca głowę i podchodzi do wołającego. Zaczyna także świadomie pozować do zdjęć, a oglądanie własnych fotografii stanie się teraz jego największą pasją.


Samodzielność i niezależność, jaką odczuwa dziecko, może nieść ze sobą lęk przed nieznanymi sytuacjami i ludźmi – dziecko może praktykować nawyki samouspokajające: ssanie kciuka lub smoczka, huśtanie się w łóżeczku, przytulanie się do ulubionej zabawki lub kocyka.
Na swoje imię Mały Książę reaguje już od daaaawna. Do zdjęć pozował jeszcze zanim skończył rok, wtedy reagował na "smile!", a teraz zazwyczaj robi do aparatu różne minki :). Na razie nie ma ulubionej zabawki ani kocyka, czasami mam wrażenie, że po prostu mnie traktuje jak swoją ulubioną zabawkę. Uwielbia się przytulać do mojego biustu jak zasypia, ssie, równocześnie obejmując pierś obiema łapkami. Jak już prawie prawie prawie zaśnie to wtedy przewraca się na drugi bok i przytula do Tatusia, często trzymając ręce na jego głowie lub plecach :). Nie ssie kciuka, nigdy chyba tego nie robił, smoczka nie zna, a łóżeczka swojego nie ma, bo dalej śpi z nami ;).

Za to ma swoje biurko i swoje krzesełko i uwielbia sobie przy nim siedzieć i rysować albo oglądać książeczki! W ogóle kocha książeczki, bardzo często sam je ogląda oraz przynosi, żeby inni mu czytali bądź pokazywali obrazki. :)

Rady dla rodziców:

  • Podkreślaj jak ważna jest rodzina. Oglądajcie razem rodzinne albumy ze zdjęciami. Opowiadaj maluszkowi o rodzinie, zarówno najbliższej: tacie, babci, rodzeństwie, jak i tej dalszej: ciociach, kuzynach. Pokaż dziecku album ze zdjęciami.
  • Staraj się wygospodarować przynajmniej godzinę dziennie – najlepiej wieczorem -  na spokojną zabawę lub opowiadanie historyjek. Niech takie rodzinne godziny staną się waszym nowym rytuałem.

Albumy ze zdjęciami oglądamy razem od kiedy skończył trzy miesiące :), to jedna z naszych spokojnych zabaw. Godzina na historyjki to dla Małego Księcia za dużo, nie potrafi tyle czasu skupić uwagi na jednej czynności, zwłaszcza tak pasywnej. Za to codziennie wieczorem robimy sobie "debriefing", jak to nazywa Francuz - czyli opowiadamy sobie o tym jak nam minął dzień. Opowiadamy sobie o tym co się wydarzyło, gdzie byliśmy, przypominamy sobie w co się bawiliśmy i co jedliśmy. :)

17 miesięczne dziecko nadal nie potrafi skupić się na jednej czynności dłużej niż minutę. Wbrew pozorom to bardzo dużo, sprawdźcie z zegarkiem w ręku!
Rozwija się także mowa malucha. 17 miesięczne dziecko używa kilkunastu słów dźwiękonaśladowczych na przykład „tik-tak”, „pi-pi”. Mówi ze zrozumieniem kilka słów dwusylabowych.

Well, Mały Książę potrafi się skupić na jednej czynności znacznie dłużej niż minutę. Jedna nasza "sesja" zabaw w piasku kinetycznym (dokupiłam kolejne pięć kilo, także w tej chwili już pudełko ma prawie przykryte dno, fajnie jest) to przynajmniej pół godziny. Rysowanie to przynajmniej 10 minut. Książeczki - zależy od ilości jaką przyniesie ;), ale myślę, że spokojnie zajmuje się nimi przez przynajmniej 10-15 minut. Kiedy bawimy się play-doh też zajmuje nam to około 10-15 minut. Więc chyba babyonline.pl przesadziło z tą jedną minutą ;). Co do mowy!

Ach. Pięknie z tą mową - nie mówi co prawda sam z siebie dużej ilości słów, części też jeszcze nie rozumiemy, ale za to powtarza fantastycznie. Ostatnio pokazał na lampę i powiedział "światełko". Na francuskim zaskoczył panią i powiedział "l'eau", kiedy bawiliśmy się wodą. W domu dodał jeszcze poisson naige :) (rybka pływa). Często powtarza (tak jak pisałam o tym w zeszłym miesiącu) losowe słowa i wyrażenia. Rozumie fantastycznie - i ja to absolutnie uwielbiam i w sumie trochę zazdroszczę - nie ma dla niego znaczenia czy mówimy do niego po angielsku, po polsku czy po francusku. Rozumie w każdym z tych trzech języków, od razu wykonuje polecenia czy też spełnia nasze prośby. To jest wspaniałe, ta łatwość rozumienia :). Kiedy "mówi" to nie ma dla niego znaczenia w jakim języku mówi. Kiedy coś podaje mówi "tiens" (po francusku), kiedy coś chce dostać mówi "daj" - po polsku. Kiedy coś dostaje to często (ale nie zawsze) mówi "denkju" - co brzmi jak thank you, po angielsku :). Często mu mówimy, że go kochamy - w ciągu dnia nie reaguje, ale kiedy mówię mu "i love you" kiedy zasypia, to on odpowiada mruczeniem o dokładnie tym samym tonie i akcencie co moje zdanie :). Z zabawnych rzeczy - kiedy rozmawiamy z Francuzem (a rozmawiamy bardzo dużo i często, praktycznie prawie cały czas) przy Małym Księciu i przez trochę on nie jest w centrum uwagi - to zaraz się na to złości, zaczyna biegać dookoła nas, albo machać na nas rękoma i krzyczeć "yap yap yap yap yap yap!!!!"... hihihi :D
Wraz z rozwojem mowy rozwija się też świadomość własnego ciała i potrzeb. Dziecko zaczyna sygnalizować swoje potrzeby fizjologiczne, choć, niestety, najczęściej robi to po fakcie.
W  17 miesiącu życia dziecko  doskonali swoją zdolność obserwacji. Zwraca uwagę np. na auto przejeżdżające obok, z czym może wiązać się strach przed pojazdami.
Faktycznie, często po fakcie puka się w pieluchę ;). Co do obserwacji - to Mały Książę od zawsze zbierał pochwały za obserwowanie i analizę. Często się przygląda różnym rzeczom czy też wykonywanym czynnościom i widać niemalże jak trybiki mu się kręcą i próbuje rozłożyć to co widzi na czynniki pierwsze "a jak to działa?". Na placu zabaw chwilę się pobuja czy też kilka razy zjedzie ze zjeżdżalni, ale chwilę potem to już mu się nudzi, a największą atrakcją jest sprawdzanie jak dana atrakcja działa. Gdzie są śrubki. Czemu to się buja. A co się stanie jak nacisnę to czy tamto. Na playgrupach analizuje zachowanie Jacoba czy pani Agnieszki i powtarza. Zwłaszcza jeśli chodzi o zabawy w wodzie czy w piasku. Na przejeżdżające obok auto zwraca uwagę, pokazuje palcem i woła "vroooom vroooooom". Na przelatujący samolot mówi "wwwwwww" i wskazuje go na niebie, a jeśli go nie widzi, tylko słyszy, to biegnie do swojej maty i wskazuje na niej samolot. A propos pokazywania to mnie osobiście zachwyciło to, że rozumie doskonale zależności pomiędzy przedmiotami, nawet jeśli wyglądają inaczej - na przykład. Moja Mama ma na ręku mały zegarek ze wskazówkami, który robi cyk cyk cyk cyk. Mały Książę mówi o nim per "cyk cyk". Ale też wskazuje na zegarek cyfrowy mój czy Tatusia (Pebble) i też mówi cyk cyk. A ostatnio pokazał mi też wielki zegar na ścianie, zupełnie inny niż te, które zna i też powiedział, cyk cyk.

Uwielbia zabawy z chowaniem się, zarówno kiedy to on się chowa jak i te, w których chowa się ktoś inny, a on musi tego kogoś znaleźć. Pamięta co i gdzie jest, w której książeczce - na przykład, podczas kąpieli (ma książeczki do kąpieli też) proszę go "Loki, please find me a lion" - a Mały Książę bierze odpowiednią książeczkę i przewraca kartki aż znajdzie lwa i pokazuje mi :). Uwielbia łaskotki i zapasy z Tatusiem. Daje całusy i pięknie się przytula. Jest słodki - kiedy na przykład jesteśmy we trójkę i Francuz prosi Małego Księcia "Loki, please give me buzi" (wiem, mieszamy języki, ale to "buzi" jakoś najbardziej nam wszystkim podpasowało), to Mały Książę daje mu buzi, ale za chwilę wyciąga rączki do mnie, żebym się przysunęła - i też daje mi buzi. :)

Ostatnio byliśmy na kontroli u lekarza, po badaniach krwi - anemia już sobie poszła precz, ferrytyna jeszcze poniżej normy ale bardzo ładnie rośnie. Także jeszcze trochę leków i będzie cacy. W sierpniu odstawiamy i po dwóch tygodniach będzie badanie krwi. I zobaczymy co dalej :).

***
Ok. Przyznaję, znowu pisanie rozłożyło mi się na kilka dni i już nawet sama nie wiem co napisałam a czego nie!! Więc trudno, będzie tak jak jest :).

***
Zapomniałabym - zaczęliśmy z Małym Księciem chodzić do kina :). Co tydzień w różnych kinach w Warszawie są seanse Multibabykino. My wybraliśmy kino na Ursynowie, bo mamy najlepszy dojazd, a na parkingu zawsze są miejsca. Jest fajnie! Mamy oglądają sobie filmy, a dzieci się bawią:). Kiedy poszliśmy pierwszy raz - Mały Książę pół filmu przespał. Za drugim razem już chciał się cały czas bawić ;).

***
No dobrze, teraz mi się jeszcze przypomniało, że nie wspomniałam nic a nic o wyglądzie. Najbardziej niezwykłe w Małym Księciu są jego oczy. Pewnie tego akurat nie będzie widać na zdjęciach - ale nie da się określić jego oczu jednym kolorem. Są niezwykłe i każdy kto go widział na żywo chyba to potwierdzi. Oczy Małego Księcia czasem są szare, czasem są bardzo intensywnie zielone, a czasem zupełnie bursztynowe. Bardzo dużo zależy od światła oraz jego nastroju - ale przede wszystkim, jego oczy mają wszystkie te trzy barwniki! Moja Mama, czyli Babcia Małego Księcia - ma oczy bardzo zielone, w brązowe kropki. Ja, czyli Mama Małego Księcia - mam oczy pół na pół - lewe jest całkiem zielone, a prawego jedna połowa jest zielona, a druga ciemnobrązowa. Mały Książę ma kolory ułożone warstwowo, dookoła źrenicy.

Jego włosy są dalej w tonacji ciemnego blondu, aczkolwiek w słońcu są kompletnie złote, czasami złoto-rudawe. W cieniu wydają się ciemniejsze niż były wcześniej, ale wciąż mają złoty połysk.

Zębów jest wciąż osiem, ale pozostałe rosną dzielnie ;). 















Tuesday, March 22, 2016

Czternaście miesięcy Małego Księcia

2016-03-22
Dokładnie dzisiaj!
Wiek urodzeniowy: 14 miesięcy
Wiek korygowany: ROK ! :D 

Myślałam, że po tym jak większość rzeczy, które się ostatnio działy opisałam w notce z okazji trzynastu miesięcy - nie będę już robiła osobnej notki na czternaście.. ALE znowu tyle się zmieniło przez ostatni tydzień, że po prostu muszę :)))

Wzrost i waga: nie jestem pewna, dawno się nie mierzyliśmy i nie ważyliśmy. ALE - sięga głową do mojego biurka, więc podejrzewam, że pomiędzy 74 a 76. Ubranka 74 zaczynają być ciasne, spodenki zdecydowanie zaczynamy nosić w wersji 80. Waga powyżej 9kg, a mniej niż 10, ale nie wiem dokładnie ile, bo moja waga zbyt dokładna nie jest ;).

Oczy i włosy bez zmian - ma takie jakie miał przez ostatnie miesiące, więc zaczynam myśleć, że już mu się nie zmienią. Oczy ma wciąż niesamowite - na zdjęciach tego nie widać, ale kto mu patrzy w oczy na żywo ten się zachwyca ;). Mienią się różnymi kolorami, zależnie od światła. Kolor przechodzi od głębokiej zieleni do pięknego złotego bursztynu - nie można ich jednoznacznie określić.

Jeszcze nie byliśmy w Polsce na kontroli u lekarza - bo, zgodnie z tym co usłyszeliśmy w przychodni na Madalińskiego, najpierw dziecko musi mieć PESEL, żeby w ogóle do lekarza się zarejestrować, a potem obydwoje rodziców ma przyjść z dowodami do rejestracji, a następnie, jeśli dziecko jest zdrowe, to trzeba czekać na wizytę 2-3 tygodnie. Generalnie chcemy się wybrać do neonatologa, na Madalińskiego chcieliśmy się zapisać, bo wciąż czekają nas jeszcze szczepienia na różyczkę, ospę itd! Zobaczymy jak nam to wszystko wyjdzie.

No dobrze, a teraz nowości ;).

Po pierwsze: 20 marca zrobił nasz Mały Książę pierwsze samodzielne kroczki!!!

Po drugie: wspaniale wspina się na kanapę, całkiem sam, i równie dobrze z niej schodzi.

Po trzecie: nauczył się pokazywać jaki jest duży ;), ale reaguje na razie tylko na pytanie w języku angielskim "Loki how big you are?" - tutaj Loki wyciąga do góry rączki :).

Po czwarte: zaczęliśmy się bawić ciastoliną oraz playdough - i Mały Książę jest tą zabawą zachwycony. Oczywiście nie lepimy niczego konkretnego jeszcze - ale sam fakt, że to się klei, że się trochę paćka, że można łączyć i rozbijać na mniejsze kawałki, że można ugniatać i gnieść i rzucać i w ogóle - samo szczęście :).

Po piąte: stara się powtarzać po nas niektóre słowa, z różnym skutkiem :). Ale bardzo uroczo wychodzi mu "okej". Bo kiedy się zakrztusi czy cokolwiek- zawsze go pytamy "Ok?", a on odpowiada słodkim głosikiem "okej!".

Po szóste: dzisiaj rano ja się zakrztusiłam i Francuz natychmiast poklepał mnie po plecach, żeby mi pomóc. Mały Książę popatrzył, popatrzył i przyleciał do mnie natychmiast i też zaczął mnie klepać po pleckach :). Bardzo lubi naśladować nasze zachowania i ma z tego frajdę.

Uwielbia peek-a-boo/a kuku. W obie strony - i jeśli on gra i jeśli ktoś gra z nim :).

Jeśli chodzi o spanie - w tej chwili jest idealnie, Mały Książę zaczyna się robić śpiący już około 18:00 - 19:00. Wtedy dostaje lekką kolację, jeśli ma ochotę (wciąż jego główne jedzenie to moje mleko), następnie kąpiel (z zabawkami, ostatnio hitem są kredki do rysowania podczas kąpieli), masaż, przytulanki i moje mleczko - i puf, przed 20:00 Mały Książę już śpi. I śpi do rana, do 6:00 - 7:00 :). Także mamy teraz dla siebie caaaaaałe wieczory :D, to miła odmiana, we Francji, Mały Książę chodził spać o 22 - 23 :))).

Wciąż drzemie w ciągu dnia - z reguły jest to jedna drzemka, króciutka, koło 9 (niefortunnie, iż w tym samym czasie mamy playgroupy). Następnie jedna drzemka koło 11 albo koło 13, zależnie od długości drzemki o 9 :). I czasami jeszcze drzemka około 16-17, zależnie od intensywności wcześniejszej zabawy.

Mam nadzieję, że w dużym skrócie napisałam o wszystkim, bo musimy już lecieć na grupę francuską :))).

Na zdjęciu Mały Książę, który właśnie postawił pierwsze kroczki :)))).


Thursday, March 17, 2016

Trzynaście miesięcy Małego Księcia - część druga :)

Część druga :). Tutaj: klik była część pierwsza :)

Wspomniałam o szkole. Do szkoły łącznie chodzimy trzy razy w tygodniu, dwa razy na grupę angielską i raz  na grupę francuską. W sumie zapisałam go do grup nie tylko po to by miał również inny kontakt z językami niż tylko te w naszym wykonaniu, ale również po to, żeby miał kontakt z dziećmi :). I tutaj niespodzianka - w grupie angielskiej jest chyba około ośmiorga dzieci, może więcej - ale tylko jedno z nich, najmłodsze, zwraca tak uwagę na inne dzieci jak nasz Mały Książę. Często więc spędzają czas razem, dotykając się nawzajem i uśmiechając się do siebie. To urocze. Mały Książę próbował się uśmiechać do innych dzieci też, ale nie udało mu się uzyskać pozytywnego efektu.

Najstarsza chyba jest dziewczynka, N., myślę, że z całej grupy jest najbliższa 24 miesiącom. Mały Książę i jego kolega są najmłodsi i jedyni jeszcze niechodzący samodzielnie. Jest jeden chłopiec, który mojego synka chyba nie lubi, patrzy na niego zawsze wilkiem i jak ma okazję to go popchnie albo mu coś z ręki zabierze. Pozostałe dzieci kompletnie ignorują się nawzajem!

Zabawy w grupach są fajne - aczkolwiek nie wszystkie przypadają naszemu maleństwu do gustu. W ogóle nie zainteresowało go wielkie pudło wypełnione kolorowym makaronem, ale bardzo podobało mu się jak pan od angielskiego zrobił ścieżkę z mat sensorycznych i pierwszy przeszedł przez całą ścieżkę. Tunel spodobał mu się do tego stopnia, że kupiliśmy jeden do domu :). Piórka i kuchenne utensylia go nie za specjalnie zainteresowały, ale tablica sensoryczna rodem z Leroy Merlin go zafascynowała maksymalnie. Tak się ucieszył na jej widok, że aż miałam wrażenie, że jakiś blask od niego bije ;). Przyciski, suwaczki, kluczyki, rzepy, ach, zapalająca się lampka, dzwonek do drzwi, timer do jajek... bajka ;). W ogóle nie chciał od tego odejść.

W domu co rano bawimy się piaskiem kinetycznym - Mały Książę potrafi spędzić dobre kilkanaście minut, czasami nawet bliżej pół godziny, przesypując piasek między palcami, łapiąc go, przesuwać palcem tworząc różne wzory i patrzeć jak piasek osypuje się tuż za nim... Mamy oboje frajdę, bo ja też lubię się tym bawić :).

Zrobiliśmy sobie też ciastolinę ze skrobi kukurydzianej i odżywki do włosów (pomysł z jakiegoś zagranicznego bloga) - Mały Książę śmiał się w głos bawiąc się nią.

Z dalszych zmian: zaczął bawić się samochodzikami, które dostał na urodziny (Duplo). Chwyta samochodzik i jeździ nim sobie po skrzyni z zabawkami robiąc przy tym "vrroooom vroooom vrooooom". Ma też żółwia do ciągnięcia za sobą - na kółkach, ale żółw ma też ruszające się kółko w brzuszku i jak się przewrócił to Mały Książę dalej go vroooom vroooomował, ale już na brzuszku. Więc jeszcze nie do końca się orientuje jak to ma wyglądać, ale jak ma kółka to najwyraźniej robi vroom ;).

Zaczął też nogami dosięgać do ziemi z motoru, który dostał pod choinkę - i ba, nawet wreszcie zrozumiał jak się na nim poruszać - ale na razie robi to tylko do tyłu ;))).

Coraz częściej staje bez trzymanki. Zaczął tańczyć! Staje sobie przy muzycznych zabawkach, włącza rożne melodyjki i sobie do nich tańczy. Tańczy nawet na siedząco. Ale, a propos siadania, bardzo często siada układając nogi w literkę W, więc chodzę za nim i poprawiam ;).

Pewne rzeczy zmieniły się też na minus - zupełnie nie wiem dlaczego, ale zaczął się bać zabawek, które poruszają się "same". Aktualnie boi się nawet odkurzacza naszego (który porusza się sam) - a przecież zawsze go uwielbiał i było dla niego wielką frajdą obserwowanie go! Ba, nawet swojego żółwia, który pływa w wannie i śpiewa - zaczął się bać i robi podkówkę na jego widok. Nie wiem dlaczego - wszystko zaczęło się kiedy dostał na urodziny pieska, który sam chodzi.

Właśnie, urodziny. Urodziny i oficjalne poznanie rodziny również odbyły się w trzynastym miesiącu - Mały Książę pierwszy raz w życiu widział jednocześnie tyle ludzi na raz (w sensie ludzi nim zainteresowanych, bo oczywiście wcześniej widział przecież chociażby lotniska i samoloty, więc dużą ilość ludzi w jednym miejscu) i... i przeszedł nad tym do porządku dziennego. Do prawie wszystkich lgnął, uśmiechał się, cieszył się, bawił się z nimi. Szczerze mówiąc aż w pewnym momencie zrobiłam się zazdrosna ;), ale na szczęście na każde moje pojawienie się w zasięgu jego wzroku reagował wielkim uśmiechem, więc trochę mnie to uspokoiło. Podczas tych urodzin dorwał się pierwszy raz do schodów i pokazał, że umie się wspinać!

Wspinaczkę teraz trenuje również w domu, wspinając się na kanapę, na pudełka, na swoje zabawki - i generalnie na co się da ;).

Jego ulubioną aktualnie zabawą, oprócz zabawek grających - jest rysowanie, więc kupiliśmy mu również komplet kredek do wody - i teraz super bawimy się nawet podczas kąpieli, rysując po wannie, po kafelkach i generalnie po wszystkim po czy się da i po czym się nie da. (wink wink ;) )

Chyba już nie będę pisała osobno o czternastym miesiącu, bo mam wrażenie, że przez nawał rzeczy trochę mi się zlały w jedno te dwa miesiące :).

Ach, zapomniałabym: byliśmy pierwszy raz w życiu na huśtawkach, a także na takim czymś co się buja w górę i w dół, zapomniałam jak to się nazywa (blush). Była też zjeżdżalnia, ale na zjeżdżalni bawiliśmy się też we Francji, więc to już nie był pierwszy raz. :)

Ok, to chyba już wszystko, więc na koniec kilka zdjęć :). Ach, co mi przypomina, że Mały Książę też pierwszy raz w życiu zobaczył i doświadczył śniegu! :))) A tort na zdjęciach jest wspólny z Tatusiem, to nie 310 ;), tylko 1 i 30 ;)))).





















Saturday, February 27, 2016

Trzynaście miesięcy Małego Księcia - część pierwsza :)

2016-02-22
Bardzo się starałam napisać tę notkę jak najszybciej, żeby mi te wszystkie nowości nie uciekły :). To będzie bardzo długa notka, więc pewnie będę ją pisała na raty,....

Cały trzynasty miesiąc Lokisia był kompletnie inne niż wszystkie do tej pory. Najpierw, zaraz po swoich urodzinach, poznał swoje ciocie, które będąc zaledwie kilka lat starsze od niego - zapewniły mu cudowną rozrywkę. Okazało się, wbrew temu co czytam o dzieciach w tym wieku - że Mały Książę nie tylko zauważa inne dzieci, ale także wręcz szuka ich towarzystwa, zaczepia pierwszy, uśmiecha się, dotyka, próbuje się z nimi bawić.

Nie zdążył jeszcze mój Królewicz ochłonąć po tym spotkaniu, a już zaczęliśmy się pakować, nasze meble zaczęły znikać, mieszkanie zaczęło się wypełniać pudłami... Wszystko zaczęło być inne... Trochę to wpłynęło na jego nastrój, był mniej przebojowy, bardziej się przytulający i generalnie rzecz biorąc odrobinę tym wszystkim wystraszony. ALE - ponieważ w sypialni zaczęliśmy gromadzić pudła, to przestawiliśmy łóżko do naszego dziennego pokoju i nagle się okazało, że Mały Książę super sobie radzi z chodzeniem przy meblach. Przestawił się od razu z raczkowania na chodzenie ze wspomaganiem ;). Wciąż nie chodzi jeszcze sam, ale coraz częściej, jak się "zapomni" to stoi sobie sam, bez trzymanki i bawi się czymś, albo klaszcze :). Myślę, że samodzielne chodzenie jest naprawdę tuż tuż! O mały włos a zrobiłby pierwsze kroki kiedy poznał moją Przyjaciółkę, która dała mu chrupkę na tyle daleko, że nie mógł jej łatwo złapać - ale w ostatniej chwili zrezygnował.

Ten trzynasty miesiąc to miesiąc pierwszych razów. Pierwszy raz Mały Książę spał w hotelu - oczywiście najpierw zresetował hotelowe telewizory i jakimś cudem przestawił je na język hiszpański ;). Łóżko hotelowe było ogromne, miało ponad dwa metry szerokości - ale Mały Książę, przyzwyczajony do naszego (dla nas najwygodniejszego pod słońcem) twardego materaca - nie spał dobrze w miękkich pieleszach rodem z bajki.

Zaraz po spędzeniu kilku dni w luksusowym hotelu - pierwszy raz jechał samochodem z Tatusiem obok, a nie za kierownicą (nasz samochód pojechał z firmą przeprowadzkową, więc posiłkowaliśmy się samochodem hotelowym, który miał w komplecie kierowcę ;). Mały Książę był obecnością Tatusia tak zachwycony, iż nie mógł oderwać od niego wzroku przez całą drogę!

Pierwszy lot samolotem Mały Książę przespał. Usnął na mnie przy starcie i obudził się przy lądowaniu :). Na lotnisku w Paryżu trochę zaczął dokazywać, miał dosyć siedzenia w jednym miejscu, więc chciał się ruszać i wszystko zwiedzać... Drugi lot był zdecydowanie (dla mnie) bardziej męczący, bo chociaż moje maleństwo nie narzekało, to cały czas się chciało bawić, próbować dotykać wszystkiego w zasięgu łapek, z innymi pasażerami włącznie - itd, itp. Zasnął dopiero przy lądowaniu. A w Polsce zaskoczyło nas zimno ;), z dwudziestu stopni przylecieliśmy do zaledwie dwóch :O.















W Polsce niespodzianka - Babcia! I Dziadek! Ta Babcia, z którą codziennie Mały Książę "rozmawiał" przez FaceTime :). A na dokładkę..... KOT. Prawdziwy! Z ogonem! Z futerkiem! Z oczkami!

I nagle zupełnie się okazało, że kiedy Mały Książę został wrzucony na głęboką wodę i zmuszony do komunikacji z innymi, mniej domyślnymi dorosłymi (bo rodzice prawie każde chrząknięcie potrafią zrozumieć, więc po się wysilać ;) ) - zaczął mówić. Ot tak po prostu. Na razie kilka słów, tych niezbędnych oczywiście, jak CAT! oraz KOTEK! (CAT zdecydowanie przoduje, Mały Książę zaczął spędzać swój czas u Babci wskazując na zdębiałego kota i wykrzykując kilka razy na minutę cat! cat! cat! cat! cat! ). Kolejne słowa, które się pojawiły, to, zaskakująco po polsku - DAJ oraz DAĆ, a także pytające "chcesz?". (ewidentny wpływ Babci ;)))) ). Angielskie THAT i THIS, kiedy wskazuje pytająco i urocza mieszanka: "ke that?", "ke this?". Po zajęciach w grupie francuskiej (ale o tym za chwilę) doszła jeszcze śmiesznie wypowiadana krowa (lawaś). I jeszcze "up" (na rączki). "Tak", ale jeszcze nie jestem do końca pewna czy oznacza to co ma oznaczać, bo czasami używa tego "tak" w dziwnym kontekście. Czasami słychać "yes" oraz "yeah". Mówi "eye" wskazując na oczko. Generalnie rzecz biorąc mamy po kilka słów w każdym z języków ;). Czekamy na kolejne! :))).

Osiągnięcia. Ach, och i jeszcze raz ach i och. Nawet nie wiem od czego zacząć :). Po pierwsze gra w Peek-a-boo chowając oczy za rączkami i nagle je zdejmując. Kopiuje zachowanie mojej Mamy - i jest to dla niego bardzo zabawne - bierze chusteczkę lub kawałek materiału - i udaje, że kaszle. Albo, że robi "fuuu". I się śmieje ;). Zaczął bawić się sorterami bardziej na poważnie. Zaczął RYSOWAĆ! W książeczkach pokazuje (niektóre) zwierzątka (na przykład motylka, ale tylko jeśli poprosimy go po angielsku).

15 lutego zaczęliśmy zajęcia w pewnej bardzo przyjemnej mokotowskiej szkole dla maluchów - i tak w poniedziałki i czwartki bawimy się po angielsku, a we wtorki po francusku. Angielska grupa i prowadząca - są bardzo fajne, Mały Książę co prawda spędza sporo czasu obserwując innych i analizując, ale też włącza się do zabaw, rozumie polecenia,... Widać po nim, że nasza mała rodzinka praktycznie żyje "po angielsku". :)). Zajęcia z francuskiego są troszkę gorsze - bardziej skupiają się na zabawie sensorycznej i zwierzątkach - ale myślę, że wszystko jeszcze się rozwinie, bo to dopiero początki. Ale, ku mojemu zaskoczeniu, też rozumie co się do niego mówi po francusku i ładnie wykonuje polecenia. To znaczy - jeśli jest odpowiednio zajęciami zainteresowany.... ;) Jeśli chodzi o zainteresowanie - jest bardzo zainteresowany ludźmi. Prowadzącymi, dziećmi, innymi mamami...

Ach, no właśnie, poznał też kilka nowych osób, naszego przyjaciela F (to jeszcze we Francji) i moją Przyjaciółkę A, moich dziadków.. W F Mały Książę się po prostu zakochał, niemalże rzucał mu się na szyję, uśmiechał się do niego bez żadnej rozgrzewki - no prostu polubił go niesamowicie od pierwszego spojrzenia. Również dość szybko przekonał się do A, śliczny lisek chyba w tym pomógł ;). F pokazał mu rzeczywistość wirtualną, ale dla naszego maleństwa to było jeszcze ciut za wcześnie i nie do końca zrozumiał co się dzieje. :)

Ciąg dalszy nastąpi, bo już padam na pyszczek, jest po drugiej nad ranem, a ja za kilka zaledwie godzin muszę wstać by przygotować smakołyki na nasze przyjęcie urodzinowe :)))). Do napisania i przeczytania później! :)))

Sunday, February 21, 2016

Dwanaście miesięcy Małego Księcia

2016-01-22,


A taką drogę przez te dwanaście miesięcy przeszliśmy:



















***
Jeśli chodzi o wagę i wzrost to byliśmy u lekarza, na szczepieniach, dwa tygodnie przed urodzinami. Jeszcze czekają nas szczepienia MMR i meningokoki, ale najpierw musimy zapisać się do pediatry.

Wiek urodzeniowy: 12 miesięcy
Wiek korygowany: 10 miesięcy
Wzrost: 72cm
Waga: 9010g

Ubranka: 74, niektóre 80

Wygląd: w sumie wygląd mu się dużo nie zmienił, odrobinę ściemniały mu włoski i brwi, ale wciąż jest raczej ciemnym blondynem z rudym połyskiem. Oczy wciąż ma niesamowite, zmieniające się w zależności od światła. Zielone, ale z bursztynowymi promieniami. Dodatkowo ma jaśniejsze szare promyczki, które wyglądają jakby jego oczy rozświetlały się od środka. Piękne! Ale może po prostu przemawia przeze mnie moje w nim zakochanie i wieczny zachwyt :).


Komunikacja: wciąż pyta "ke?" i pokazuje wszystko. Jest bardzo, ale to bardzo ciekawski, pyta o wszystko! Wyraźnie woła "dada", "mama". Aczkolwiek (ach, już nie mogę się doczekać, żeby o tym napisać, ale o tym w następnej notce, teraz tylko zapowiedź) pojawiło się w jego słowniku słowo "cat" oraz "kotek" :D (ale to dopiero w trzynastym miesiącu). Jeśli się uderzy i zaczyna płakać - natychmiast dokładnie mu tłumaczymy co się stało. Francuz nawet próbuje zrobić to samo co zrobił Mały Książę, żeby mu pokazać. Kiedy Mały Książę rozumie co się stało i dlaczego go boli - uspakaja się i unika kolejnego uderzenia o ten sam przedmiot. :)

Ruch:
Podczas ostatniej wizyty w CAMSPie psychomotriciennka zdziwiła się, iż Mały Książę jeszcze sam nie chodzi. I to nie dlatego, że powinien lub nie - ale dlatego, że ma, jak to powiedziała, bardzo dobrą postawę, balans, pięknie sam się potrafi utrzymać - ale, sam kroka nie chce zrobić. Ba, dopiero ostatnio zaczął chodzić za jedną rączkę, bo wcześniej chodził tylko za dwie. Do chodzenia bardzo się rwie - ale za rączki właśnie. Sam nie ma odwagi. No cóż - poczekamy, aż będzie gotowy :).

Umiejętności - zaczął machać "papa", (11.01.2016). Próbuje łączyć dwie lub więcej zabawek i patrzy co mu z tego wychodzi. Próbuje wkładać kable do telefonu i do innych rzeczy. Świetnie daje sobie radę z pilotami - to jego ulubione zabawki. Wciska wszystko i sprawdza co kontroluje. Próbuje zakładać sobie skarpetki, co jednak mu zupełnie nie wychodzi - ale jest urocze :). W styczniu dostał jedną zabawkę na kółkach - biedronkę samochodzik i próbował ją przesuwać tak, jakby przesuwał samochodzik. Zaczął przytulać swoje pluszaki i dawać im buzi. Bardzo nas wszystkim karmi. Lubi pomagać - rano leci do okularów Tatusia, żeby mu je podać :). Bardzo zapamiętuje wszystko co mu zostanie pokazane nawet raz. Otwiera i zapina suwaki. Próbuje zapinać napy. Ślicznie wkłada rączki w rękawy. Sam myje ząbki. Zapytany (w trzech językach) pokazuje gdzie jest nosek, oczka, buzia. Uwielbia oglądać książeczki, w których są obrazki zwierzątek.

Schemat spania wciąż taki sam. W nocy śpi pomiędzy 9 a 11 godzin, przed południem ma jedną drzemkę trwającą około godziny, popołudniu śpi około 2 godzin. Trochę się to wszystko rozjechało godzinowo przez przeprowadzkę - ale wciąż zachowane są drzemki 1godzina - 2 godziny.

Ma sześć ząbków :).

Na razie tyle pamiętam! Spróbuję chociaż raz na BIEŻĄCO napisać notkę miesięczną - czyli, w następnych dniach powinnam wrzucić post o trzynastu miesiącach. A TYLE SIĘ DZIEJE!!!! Ach. :)))