Friday, July 3, 2015

Pięć miesięcy Małego Księcia


Notka spóźniona już o półtora tygodnia i tyle samo czasu mam ją otwartą ;). Z góry uprzedzam, że ta notka jest strasznie długa, ale ten piąty miesiąc był dość przełomowy - tyle się wydarzyło, tyle kamieni milowych, tyle zmian... :)

 
2015-06-22, poniedziałek

Wiek urodzeniowy: 5 miesięcy (21 tygodni 4 dni)
Wiek korygowany: 3 miesiące (13 tygodni 4 dni)

Wzrost: 63cm (aczkolwiek domowy centymetr wskazywał 65cm)
Waga: 6670g

Obwód główki: 41cm

Ubranka: 67-68, aczkolwiek w tej chwili jest w nie taki trochę "nabity", a w piżamkach stopy mu się zdecydowanie nie mieszczą, ma podkurczone paluszki (rozmiar stopy 9,5cm). W weekend pewnie znowu wylądujemy w Aubercie/Kiabi/Orchestrze, żeby kupić większe piżamki :). W ciągu dnia cały czas chodzi w samym body albo w samej pieluszce, ale nocami, pomimo wysokich temperatur w mieszkaniu, śpi w cienkich piżamkach.

Jeszcze trzy tygodnie temu spał w piżamkach 62, aż tu nagle, dosłownie z nocy na dzień - urósł. Przez dwa wcześniej głównie spał i jadł, jadł i spał i nie bardzo chciał robić czegokolwiek innego, a potem nagle bum, puf, i 4cm więcej. Gdybym tego nie widziała na własne oczy to bym nie uwierzyła, że to możliwe ;). Do spania założyłam mu jak zwykle cienką piżamkę, z Królem Lwem - a ponieważ bardzo lubiłam tę piżamkę to mieliśmy dwie identyczne. W ciągu dnia przebraliśmy Małego Księcia w body, wieczorem po kąpieli próbuję założyć mu drugą piżamkę z Królem Lwem, a tu zonk, nie mieści się :O. Pomyśleliśmy (wszyscy, bo akurat moja Mama też u nas była), że być może źle się uprała, zmniejszyła w praniu... więc spróbowaliśmy założyć drugą taką samą piżamkę, z poprzedniej nocy. Zonk, nie mieści się. :O. Spróbowaliśmy wszystkie piżamki po kolei, w których spał aktualnie - i żadna nie pasowała! Więc go zmierzyłam domowym centymetrem i okazało się, że mierzy 4cm więcej niż podczas ostatniego (czyli niecałe dwa tygodnie wcześniej) mierzenia :).

Pieluszki: Wciąż Pampers New Baby rozmiar 3 - Mały Książę trochę się wyciągnął, mięśnie brzucha sobie wyrobił - żartujemy, że teraz ma lepsze niż my obydwoje razem wzięci ;) - w związku z czym brzuszek mu się zmniejszył i teraz New Baby 3 są po prostu idealne. Tylko przed posiłkami zapinamy je luźniej, żeby było mu wygodniej :).

Kilka zdjęć:









Wygląd:
Oczy mu się zmieniają - są teraz bardziej szaro-zielone niż szaro-niebieskie. Wciąż myślimy, że docelowo będą brązowe, ale mamy nadzieję na zielone :). Wreszcie ma brwi i to całkiem ładne - oraz wreszcie zaczęły mu ponownie rosnąć włosy (w pierwszych miesiącach miał ładne, ale z nich wyrósł, dosłownie, kiedy rosła mu głowa włosy mu "zjeżdżały" niżej i niżej ;) - a potem te dłuższe włoski się wytarły i wyrosły mu nowe  już równomiernie). Rzęsy ma wciąż przepiękne i bardzo długie :).  Pępuszek już mu się zupełnie schował :).


Tak rzadko płacze, że nie jestem w stanie stwierdzić, czy płacze już w pełni z łzami czy nie. Nawet jak marudzi, to nie do końca płacze, tylko robi takie przeurocze: "meeeeeeeee". Bardzo dużo się uśmiecha i bardzo dużo się śmieje :). Śmieje się podczas wielu różnych zabaw, kiedy całuję go w brzuszek, kiedy Le Daddy (Francuz) łaskocze go brodą, kiedy bawimy się w konika, w gigantycznego Małego Księcia i nawet kiedy bierzemy jego łapki do góry, żeby zrobić "yay!".

Wracając do oczu - mieliśmy wyznaczoną wizytę o okulisty, ale krople przed badaniem mieliśmy zakroplić sami, w domu. Rano przed wizytą Le Daddy przeczytał instrukcję, po czym nas zatkało. Zwłaszcza lista niebezpieczeństw jakie grożą przy nieodpowiednim zakropleniu, przypadkowym połknięciu (polizaniu) lub jeśli kropla dostanie się do kanalika łzowego (w związku z czym po zakropleniu trzeba uciskać oko dziecka pod odpowiednim kątem, aby kropla nigdzie się nie dostała...). Poczytaliśmy ulotkę, poczytaliśmy na sieci, przeczytaliśmy ostrzeżenie francuskiego Ministerstwa Zdrowia (kilkoro dzieci nawet umarło przez złe podanie tych kropli) i szczerze mówiąc przeraziło nas to na tyle, że odwołaliśmy wizytę.

Poszliśmy jednak na moją wizytę (u tej samej okulistki, tylko pół godziny później). Pani okulistka nie była zachwycona tym, że nie będzie badała Małego Księcia, ale gdzieś podczas mojej wizyty wspomniała, że głównie to chciała zbadać jego wzrok, bo przecież już mógłby nosić okulary gdyby była taka potrzeba... I zaczęła naciskać na kolejną wizytę. Dzięki temu dotarło do nas, że tak naprawdę to jej zależy na wykonaniu tego badania ze względu na pieniądze, które by za to dostała!

We Francji system medyczny chwilami mnie zaskakuje - doktorzy nie muszą mówić wszystkiego pacjentom ani rodzicom pacjentów w przypadku dzieci. Doktorzy przekazują dokładnie tyle ile uważają, iż pacjent powinien usłyszeć i nie mają obowiązku przekazywania wszystkich informacji, ba, wręcz karta pacjenta jest przed pacjentem chowana. Tak jak jeszcze byłam w stanie to przeboleć kiedy sama byłam w szpitalu (w pewnym momencie przestano mnie informować o tym o ile przekroczone jest białko w moczu, czy próby wątrobowe, tudzież płytki krwi - zaczęto mi mówić, że numery są tak wysokie, że już nie mają znaczenia) - tak bardzo mi to przeszkadzało kiedy Mały Książę mieszkał w NICU, a ja nie miałam wglądu w żadne jego badania, ba, nawet po fakcie się dowiadywałam, że niektóre z nich zostały wykonane! Nawet kiedy jedna z pomocnic pokazywała mi kartę, żeby pokazać mi aktualną wagę (nie umiała przeczytać liczb po angielsku) to przykrywała kartką resztę karty i tłumaczyła, że nie może mi pokazać, bo to sprawa lekarza, a nie moja.

Po powrocie do domu sprawdziliśmy dokładnie wypis Małego Księcia ze szpitala i opis jego stanu. W wypisie była też pozycja pod tytułem "wzrok", a pod nim opis "wszystko w normie". Ponieważ nie wiedzieliśmy czy to badanie było pod kątem retinopatii czy nie - postanowiliśmy zadzwonić do naszego neonatologa (z którym nie mieliśmy kontaktu od dnia opuszczenia szpitala czyli 26 lutego) ze szpitala w Cannes i spróbować dowiedzieć się szczegółów. Neonatolog okazał się być niezwykle miły, zapytał o wypis i o to co jest dokładnie napisane; powiedział, że Małego Księcia pamięta (no cóż, ma dość unikalne imię, dzięki czemu większość osób, która się z nim spotkała to przez to go pamięta ;) ) i że z tego co pamięta to miał badanie dna oka i wszystko wyszło w porządku, ale, że jeszcze sprawdzi i oddzwoni następnego dnia potwierdzić.

Oddzwonił następnego dnia około 14 i powiedział, że faktycznie, badanie nie jest potrzebne, dobrze, że niepotrzebne Małego Księcia nie męczyliśmy, że jego oczy są w jak najlepszym porządku i że następne badanie tego typu będzie go czekało dopiero za jakieś dwa lata, głównie, żeby sprawdzić jakość jego wzroku. Także - wspaniale! Bardzo się ucieszyliśmy :).

Teraz będzie a propos uśmiechania się, zwłaszcza do obcych. Mały Książę przez całe swoje dotychczasowe życie zdążył się przyzwyczaić do tego, że wszyscy się do niego zawsze uśmiechają. Którejś czerwcowej soboty poszliśmy do optyka, żeby wyrobić okulary dla mnie (swoją drogą, jeszcze słówko o systemie medycznym we Francji - ubezpieczenie pokryło 100% moich okularów, zapas soczewek miesięcznych night&day oraz jednodniowych na rok, a za rok mam się stawić z odnowioną receptą po zapasy na kolejne dwanaście miesięcy) i oczywiście wzięliśmy ze sobą Małego Księcia. Mały Książę siedział sobie na kolanach u Le Daddy i się uśmiechał. Do sprzedawcy. Bardzo uparcie. Sprzedawca z równą upartością Małego Księcia próbował ignorować. W końcu Mały Książę po każdym uśmiechu do upartego sprzedawcy zaczął zerkać na mnie, żeby sprawdzić czy wszystko jest ok - potwierdzałam to uśmiechem i spojrzeniem, więc próbował dalej. Kiedy poczuł się jednak zbyt zignorowany, w końcu, szeroko się uśmiechając krzyknął do pana sprzedawcy, machając jednocześnie dłonią w jego kierunku. Sprzedawca musiał spojrzeć, zwłaszcza, że wszyscy dookoła zwrócili na nas w tym momencie uwagę, szybko się do Małego Księcia uśmiechnął, najwyraźniej bardzo zmieszany i czym prędzej zagłębił nos w papierach. Ja i Le Daddy staraliśmy się powstrzymać wybuch śmiechu, ze skutkiem różnym. Mały Książę natychmiast poczuł się usatysfakcjonowany i zmienił obiekt zainteresowania :).

Ale - wykazał też zachowanie odwrotne - tak jak od kiedy się uśmiecha, zawsze się uśmiechał do wszystkich - tak kiedy ostatnio poszliśmy do Auberta - sklepu z zabawkami i rzeczami dla dzieci, to zareagował wręcz przeciwnie. Mianowicie rozpłakał się, kiedy zbliżyła się do niego jedna ze sprzedawczyń ;). Przestał płakać natychmiast kiedy zeszła mu z oczu, ale kiedy wróciła do nas (pokazywała nam foteliki samochodowe) to ponowie zareagował płaczem. I znowu przestał płakać jak tylko się schowała. Nie kontynuowaliśmy, bo dziewczyna już zdążyła się tak sobie z tym poczuć, a już i tak były minuty do zamknięcia sklepu, więc wyszliśmy. :)

Słuch. Wciąż nie reaguje na swoje imię książkowo - czyli, powinien się odwracać kiedy słyszy swoje imię nawet w czyjejś rozmowie, albo zwyczajnie reagować nawet na zawołanie - ale tego nie robi. Reaguje kiedy chce i jak chce. Reaguje jak się do niego czule przemawia, ale wtedy reaguje na ton, a nie na imię i mogę go nazywać jak chcę, petit chat, koteczkiem, myszką, cutest boy i wszystkimi innymi czułymi słówkami, których w stosunku do niego używam, a i tak zareaguje - wielkim uśmiechem i wyciąganiem rączek "przytul mnie/podnieś mnie". Z samym słuchem nie ma jednak problemów.

Mówi bardzo dużo, aczkolwiek mam wrażenie, że chociaż jego mowa jest bardziej zróżnicowana, to mówi jednak mniej niż wcześniej. Nie wiem dlaczego, a lekarz nie wykazał żadnego zainteresowania tym tematem, więc zakładam, że jest w porządku i że więcej się dowiem na spotkaniu 21 lipca, z okazji sześciu miesięcy. Zdarza mu się powiedzieć "mama" i chociaż wiem, że to dla niego pewnie po prostu zbitek sylab to jednak serce rośnie ;). Zwłaszcza, że zdarza mu się dość często. Zdarza mu się też powiedzieć "am am" (tak jak my mówimy, kiedy opowiadamy mu o jedzeniu) i to nawet w dobrych momentach ;). Piszczy ślicznie, kiedy się ekscytuje, czasami też, jak coś opowiada, to zawodzi trochę jak mały wilczek.

Bawi się ustami, robi "prrrr", dmucha bańki, cmoka i robi różne inne cudne minki.

Łapie i chwyta wszystko co się da. I wszystko wkłada do buzi. Jest bardzo zainteresowany wszystkimi zabawkami, potrafi się wykręcić do przedziwnej pozycji, żeby zobaczyć co jest za nim:


Bawi się przeróżnymi rzeczami, z tap-tap pianinkiem włącznie, piłką sensoryczną wciąż (tylko, że sam z siebie dodał rączki, wcześniej tylko ją lubił kopać jak leżał) oraz innymi. Stracił za to zainteresowanie karuzelką i tak jak wcześniej uwielbiał żabkę, małpkę i ptaszka nad swoją głową, tak teraz kompletnie ich olewa. Żeby sprawdzić czy przypadkiem po prostu się nie znudził zabawkami - zamieniłam je na inne - ale tylko na nie spojrzał i tyle, pełna ignorancja. Za to zaczyna wykazywać zainteresowanie urządzeniem, które karuzelkę trzyma na jego łóżeczku, więc chyba wkrótce będziemy musieli to coś zdjąć, żeby nie zrobił sobie krzywdy.

Ma swoje dwie ulubione zabawki:


Pacynka po lewej, nazwana przez nas Butterwolf (bo myśleliśmy, że to wilczek, a okazało się, że to motyl ;), chociaż dla nas nie wygląda ;) ), musi być gdzieś obok cały czas, często ją przytula do spania w ciągu dnia (w nocy nie pozwalamy mu spać z niczym, ale o tym później), czasami po prostu ją trzyma, ale ssie Butterwolfowe uszka. Bardzo narzeka, kiedy zabawka umknie mu sama z siebie lub ktoś mu ją zabierze. Chociaż... po przemyśleniu dochodzę do wniosku, że bardziej narzeka jak zabawka sama ucieknie, jeśli ja odbiorę mu zabawkę to jest to w stanie zaakceptować.

Zabawka uciekła (miało być zdjęcie jak się bawi, ale wyszło jak wyszło, akurat uciekła ;) ):


Przewraca się z plecków na boczki lub bezpośrednio na brzuszek i idzie mu to fantastycznie, z brzuszka na plecki znowu mu idzie gorzej, bo znowu przytył ;). Mam wrażenie, że co przytyje to musi się na nowo uczyć przewracania z brzuszka na plecki ;). Poza tym wciąż podczas tego konkretnego przewracania się jedna rączka go blokuje i nie do końca wie co ma z nią zrobić. Łapie swoje stopy i czasem bawi się paluszkami - ale nie próbuje wkładać ich sobie do ust. :)

Kiedy poda mu się rączki to podciąga się nie tylko do siadu, ale również do stania. Z podparciem siedzi bez problemu:



Uczy się siedzieć bez podparcia i coraz lepiej mu to idzie. Uwielbia skakanie! Kocha stać. Cały czas chciałby siedzieć lub stać :).  

PEŁZA! Śmiesznie to wygląda, bo wypina wtedy kuperek do góry i przesuwa się trochę jak dżdżownica :).

Nie mamy ścisłego schematu dnia. Na samym początku wydawało nam się, że powinniśmy mieć i nawet próbowaliśmy coś wprowadzić, ale to było takie "nie-nasze", że nikt tego nie lubił, ani my, ani on. W związku z powyższym odpuściliśmy i płyniemy z prądem. Mały Książę je kiedy chce, śpi kiedy chce, bawi się kiedy chce. Od czasu kiedy odpuściliśmy wpychanie go w sztywne ramy dnia - rytm sam zaczął się nam klarować (aczkolwiek to wciąż Mały Książę czasem zarządza).

Wygląda to, mniej więcej, tak (w dniu roboczym, bo dni wolne są kompletnie inne):
1. Około siódmej rano Mały Książę się budzi i po porannej dawce uśmiechów je pierwsze śniadanie (je z jednej piersi, sprawdziliśmy, rano to około 180ml)
2. Potem się bawimy do około dziewiątej, kiedy to Mały Książę zaczyna być zmęczony i je drugie śniadanie (kolejne 180ml z drugiej piersi) po czym przy niej zasypia. To jest czas kiedy ja, starając się za bardzo nie ruszać, przytulam się do niego i robię różne rzeczy na komórce.
3. Mały Książę długo nie śpi i około dziesiątej jest już na nogach. Bawimy się i przygotowujemy lunch ;) do dwunastej z kawałkiem, a potem, kiedy Le Daddy wraca do domu i jemy lunch - Mały Książę również je lunch i zasypia na chwilkę przy piersi.
4. Po jego obudzeniu się, bawimy się do około piętnastej (zależnie od dnia), kiedy to Mały Książę znowu robi się głodny i śpiący równocześnie, więc znowu je zasypiając na jakieś 15-20 minut przy piersi
5. Kiedy się budzi znowu się bawimy, a potem on je i zasypia na parę minut koło siedemnastej lub osiemnastej, kiedy czekamy, aż Le Daddy wróci z pracy.
6. Potem znowu zabawa, często zabawa z tatusiem i kolejny posiłek około dziewiętnastej - dwudziestej.
7. Potem znowu zabawa i kąpiel. Czasami jest bardzo mocno śpiący już o dwudziestej i wtedy zamiast kąpieli jest dłuższa drzemka :). Kolacja około dwudziestej drugiej, dwudziestej trzeciej - wtedy zasypia przy piersi i budzi się dopiero następnego dnia rano :).

Jeśli chodzi o spanie - to był taki moment, kiedy Le Daddy spał dość nerwowo, cały czas się budził i w półśnie skakał nerwowo po łóżku szukając Małego Księcia - wówczas przenieśliśmy Małego Księcia do jego łóżeczka, które stało obok naszego łóżka. Spaliśmy sobie tak kilka tygodni, nawet nie wiem ile, ale takie noce były męczące, wszyscy się często budziliśmy, nie mogliśmy się wyspać, wszyscy sprawdzaliśmy co chwila czy pozostali są ok ;)... Potem stopniowo Mały Książę zaczął wracać do naszego łóżka. Najpierw po karmieniu około czwartej rano, bo tak się wtedy budził, a potem poczytaliśmy z Le Daddy mądre artykuły i książki i wyszło na to, że w sumie Małemu Księciu lepiej by się spało z nami. Więc wrócił do nas do łóżka, Le Daddy już nie śpi nerwowo, bo Mały Książę już nie jest taki malutki, Mały Książę zaczął przesypiać całe noce i nawet ja zaczęłam się zdecydowanie mniej budzić i mniej nerwowo spać. Wciąż budzę się od czasu do czasu i sprawdzam, czy Mały Książę oddycha (i wciąż mnie stresuje kiedy na parę sekund od czasu do czasu o oddychaniu zapomina), ale śpi mi się zdecydowanie lepiej!

Oczywiście Mały Książę nie śpi na "gołym" łóżku, ale w naszym łóżku jest po prostu jego kokonik (już "doroślejsza" wersja niż ta, którą dostaliśmy podczas wypisu z NICU w Cannes (o tym będzie w Naszej Historii) ). Kokonik sobie leży pomiędzy nami i wszystkim jest wygodnie :).


Takie uśmiechy mnie witają co rano:


A po drugim śniadanku czasami sobie tak drzemiemy:



W dni, podczas których Le Daddy jest cały czas w domu (na wypadek alergii lub zakrztuszenia się) - próbujemy nowego jedzonka. Próbowaliśmy marchewki i jest nawet całkiem całkiem oraz kaszki bananowej, która nie przypadła Małemu do gustu:




Marchewką bardzo chętnie się bawił i dopominał się "jeszcze", a kaszką nawet się nie chciał bawić i ewidentnie mu nie smakowała, zamykał usta, wypluwał.

***
Kompletnie się zdekoncentrowałam, przyznam szczerze, i zapomniałam co miałam jeszcze napisać.

O lustrze, może, i o morzu, o!

Generalnie rzecz biorąc nie przepada za sobą w lustrze, tudzież na ekranie aparatu, ale - pewnego dnia spojrzał w lustro i się zachwycił. Zaczął go dotykać, sprawdzać, uśmiechać się :). Również uśmiecha się do mnie w lustrze. :)

Morze. :) Nie podobało się na początku, ale jak poleżeliśmy na kocyku obok ryczących fal to już było lepiej :). 





Zmieniliśmy też fotelik samochodowy i wózek :). Do tej pory używaliśmy w funkcji obydwu koszyczka z wózka Bebe Confort 3w1...

Rany, właśnie sobie uświadamiam, że nie znam polskich słów dotyczących wózka ;).

Kółka mamy z serii High Trek, a góry z serii Creatis Fix (wszystko dostaliśmy w prezencie od Taty mojego Francuza czyli dziadka Claude'a). W tym zestawie są trzy góry: nacelle, czyli po polsku to CHYBA jest gondola (długie, z budką, dziecko w środku leży, może też służyć jako leżący "fotelik" samochodowy) - używaliśmy tego bardzo krótko. Drugą górą jest cosi, czyli po polsku nie mam pojęcia co ;). To jest taki jakby koszyczek, robi jednocześnie za wózek i za fotelik samochodowy, przy czym wygląda z boku jak przewrócony na plecy pac-man z rozdziawioną szerzej niż zwykle buzią ;). A trzecia góra to le hamac i to CHYBA jest spacerówka. Le hamac można ustawiać w różnych pozycjach, dziecko może siedzieć kompletnie, być przechylone do tyłu, a także zupełnie leżeć. :) 

Wracając do początku poprzedniego akapitu: do tej pory używaliśmy cosi, a teraz zmieniliśmy na osobny fotelik samochodowy (również prezent od dziadka Claude'a, jak większość dużych rzeczy, które mamy dla Małego Księcia) i na le hamac w ramach wózka. :)









Zaszalałam i zamówiłam sobie do "nowego" wózka nakładki z La Millou - mają przyjść jutro i mam nadzieję, że w realu będą tak samo piękne jak w sieci :). Jak przyjdą to się pochwalę ;). Zaszalałam w sumie potrójnie, bo korzystając z ogromnych promocji zamówiłam sobie też torbę JuJu BFF, do której wzdychałam już od dwóch miesięcy (60% taniej ją kupiłam!) oraz zamówiłam w Empiku trochę zabawek i nową matę do zabawy (bo jego ulubiona kiedyś Rainforest Fisher Price już mu się znudziła :(, szkoda, śliczna była, lubiłam ją :) ). Zabawne jest to, że za 7 zabawek, matę i jeszcze przybory kosmetyczne i aspirator - i na dodatek jeszcze za przesyłkę zagraniczną zapłaciłam tyle, ile we Francji kosztuje jedna, taka sobie na dodatek, mata do zabawy. :) 

***

To co mnie martwi to to, że Mały Książę nie umie sobie poradzić jeśli coś spadnie mu na twarz. Bawiliśmy się cieniutką, tetrową pieluszką, którą przesuwałam mu po twarzy - i wówczas pierwszy raz zauważyłam, że on nie próbuje sobie jej z twarzy zdjąć - za to wpada w absolutną panikę, zamiera bez ruchu i przestaje oddychać. Nawet nie próbuje się uwolnić :O. Nawet nie próbuje oddychać (a przez taką pieluszkę mógłby w pełni swobodnie!). Gorzej, że tak samo się zachowuje, kiedy materiałowa zabawka, którą się bawi spadnie mu na twarz - dlatego cały czas jest pod nadzorem. Ćwiczymy to - zakrywam nas oboje kołdrą, żeby widział, że jesteśmy razem, i pokazuję mu jak się odkopać, cały czas równocześnie się do niego uśmiecham i tłumaczę, że wszystko jest ok. 

To chyba wszystko! Gratuluję wytrwałym, którzy przeczytali wszystko ;). 

Thursday, June 4, 2015

Stopy!!!

Wiek urodzeniowy: 19 tygodni
Wiek korygowany: 11 tygodni

Czwarta nad ranem ;). (Od razu słyszę w głowie piosenkę SDM Czarny Blues o Czwartej Nad Ranem)

Pobudka na karmienie, przed karmieniem szybkie przewijanie. Przewijał Francuz, więc Mały Książę postanowił sprawdzić refleks Tatusia i trochę go podlał, dosłownie chwilkę po tym jak Tatuś skończył go myć. Przejęłam Księcia od zdesperowanego i mokrego Tatusia, zdjęłam z niego świeżo zasiusianą piżamkę, po czym, podczas sięgania po nową piżamkę (których aktualnie nie mamy wiele, bo Mały Książę wyrósł z rozmiaru 62 podczas jednej doby, ale o tym już w ciągu dnia) Mały Książę rozkoszował się momentem nago ;). I tak się rozkoszował, zwłaszcza wygodą bez pieluszki, że zaczął wreszcie łapać swije stópki!!!! Już od paru dni je zauważał, przyglądał się grze światła i cieni na swoich paluszkach, ale pierwszy raz postanowił po nie sięgnąć! Na razie nie jest to łatwe przedsięwzięcie, ale zobaczymy jak będzie w ciągu dnia.

Yay! :D

Thursday, May 28, 2015

Krótki update :)

Wiek urodzeniowy: 18 tygodni
Wiek korygowany: 10 tygodni

Mały Książę dzisiaj właśnie zaczął się przewracać z brzuszka na plecki bez żadnego problemu! Niezależnie od odległości łokci od ciała, po prostu hop, siup i już jest na pleckach. I już bez "krzyczenia" z wysiłku! :)) Super.

Z innej beczki: nie mieliśmy w końcu badania na retinopatię - w budynku, w którym mieści się klinika odbywał się remont, gdzieś na piętrze wyżej - i jakieś bardzo głośne urządzenie (młot pneumatyczny?) bardzo przerażało Małego Księcia, który natychmiast zaczynał płakać z przerażenia. Dodatkowo nie mieliśmy ciemnych okularków (nie pomyśleliśmy! kiepscy z nas rodzice), aby po kroplach nie było mu nieprzyjemnie. Za to mieliśmy ogólne badania oczek i wszystko jest w porządku.

W związku z powyższym badanie przesunięte jest na 10 czerwca, na godzinę 11. Dostaliśmy krople do oczu, które mamy zakroplić w domu, przed przyjściem do lekarza, żeby się Mały Książę nie stresował czekaniem godzinę w poczekalni podczas oczekiwania na działanie kropli.

Po drodze od lekarza do domu pojechaliśmy do Auberta, gdzie kupiliśmy mu nową grzechotkę (głównie dlatego, że ją sam złapał ;) ), okularki przeciwsłoneczne, w których wygląda przeuroczo ;) oraz wysokie krzesełko (!) i zestaw Tommee Tippee z kubeczkiem, łyżeczkami i pojemniczkami na jedzenie (wszystko od czwartego miesiąca). Zgodnie z zaleceniami naszego pediatry zaczynamy przyzwyczajać naszego Małego Księcia do siedzenia z nami przy stole :))

Krzesełko kupiliśmy takie: Chicco Polly Magic :). Mały Książę od wczoraj je z nami i jest jedzeniem BARDZO zainteresowany. Wyciągał ręce do chleba, bardzo chciał złapać bigos (akurat jedliśmy bigos, który przywiozła nam z Polski Mama) - generalnie rzecz biorąc posiłki są teraz bardzo interesującą porą ;)))


Dzisiaj moja Mama przyniosła mi banana, którego jadłam, równocześnie przytulając Małego Księcia po karmieniu. Mały Książę do tego stopnia zainteresowany jest aktualnie jedzeniem, że niewiele myśląc złapał za mojego banana i błyskawicznie wsunął sobie kawałek do ust! Rzuciłam się, żeby mu zabrać, ale jeden rozpłaszczony kawałek przełknął. Ech, no cóż. Przynajmniej teraz wiemy, że na banany nie jest uczulony ;). Dopóki moja ręka pachniała bananem nie chciał mnie puścić i cały czas próbował mnie lizać, więc najwyraźniej smak mu podpasował ;). Co prawda na liście od naszego pediatry bananów nie było - były głównie warzywa: marchewki, ziemniaki, słodkie ziemniaki, ale myślę, że kiedy zaczniemy już wprowadzać posiłki inne niż mleko to banan będzie jedną z pierwszych pozycji :).

Wracając do badania - trochę mnie Justyna przestraszyła, mówiąc mi, że to badanie jest mocno nieprzyjemne. Pogooglowaliśmy trochę i faktycznie, opisy samego badania sprawiają, że włos się jeży na głowie! Krople, oczywiście, norma. Ale dodatkowo znieczulające krople na powierzchnię oka, zawijanie ciasno dziecka, żeby nie mogło się ruszyć, aparat trzymający powieki, maszyna przesuwająca oko... Niby niebolesne, ale ostrzeżenia są: "Twoje dziecko będzie płakać, jak każde inne dziecko podczas tego badania."

Na szczęście okazało się, że nasza pani okulistka, wyspecjalizowana we wcześniaczkach - żadnych z tych rzeczy nie robi. Ona uważa, że nic nie jest warte takiej traumy, jak to sama określiła, w związku z powyższym woli spędzić więcej czasu na badaniu i być bardziej cierpliwą, ale zrobić wszystko tak, aby dziecko wyszło od niej jak najbardziej zadowolone. :)

Jeszcze z innej beczki: jest na tyle ciepło i pięknie, że planujemy jutro prawdopodobnie rozłożyć park&play na balkonie, żeby Mały Książę mógł się bawić na świeżym powietrzu. Przyszła też Babywarma, więc warto by było wybrać się w końcu na basen, zwłaszcza, że basen należy do naszego budynku, więc korzystanie z niego jest w cenie czynszu... Gorzej, że się wstydzę, i nawet jeśli to dobra i przyjemności Małego Księcia - to obawiam się trochę wcisnąć w kostium kąpielowy (czy ja się w ogóle w niego jeszcze zmieszczę?) i pomaszerować między sąsiadami na lokalny basenik :/.
No nic, zobaczymy!


Saturday, May 23, 2015

Cztery miesiące Małego Księcia

2015-05-22, piątek

Wiek urodzeniowy: 4 miesiące! (17 tygodni 1 dzień)
Wiek korygowany: 2 miesiące (9 tygodni 1 dzień)

Wzrost: 59cm
Waga: 5940g

Obwód główki: 39,5cm

Ubranka: 60-68, zależnie od kroju i firmy :). Chociaż trzeba przyznać, że 60 robią się na niego dość ciasne.
Pieluszki: ulubione to Pampers New Baby - rozmiar 3, ale jak nie możemy dostać takich to używamy Pampers Active Fit 3+ (aczkolwiek niestety Active Fit i 3, i 3+ mocno obciskają uda Małego Księcia, więc dość szybko się w nich irytuje).

Wygląd:
Oczy ma aktualnie stalowo szare z taką jakby zieloną poświatą, bardzo mi się podobają. Ciekawe, czy takie mu zostaną, czy jeszcze się zmienią? Bardzo jesteśmy ciekawi, i ja i Francuz. Zwłaszcza, że Francuz ma brązowe oczy, a ja mam dwukolorowe - zielone i pół brązowego. Teoretycznie gen ciemniejszych oczu powinien być dominujący... No nic, zobaczymy z czasem :).

Pojawiły się w końcu brwi! Na razie są bardzo jasne i jeszcze nie ma w nich za dużo włosków, ale i tak miło je widzieć :).

Rzęsy - piękne, długie, ciemne, sama bym takie chciała mieć ;).




Włosy - tutaj jest śmiesznie, bowiem na samym początku swojego życia Mały Książę miał bujniejszą fryzurę niż teraz. A teraz ma zakola ;).  Dlaczego? Bo jego główka urosła, więc pierwsze włosy "rozjechały" się na boki i do dołu :). Zaczyna mu wyrastać nowa warstwa włosów - jest niesamowicie mięciutka i przyjemna w dotyku :). Kolor jest wciąż dyskusyjny, póki co Mały Książę to szatyn podchodzący pod rudy ;). W słońcu ma zdecydowanie rudawe.

Poza tym jest bardzo podobny do mnie :).

Zachowanie:
Generalnie rzecz ujmując ciężko jest opisać jednoznacznie co Mały Książę umie, a czego nie. Jego umiejętności są bardzo mieszane - pewne rzeczy robi (i robił już od dawna) jak dziecko urodzone w terminie, a pewne umiejętności nabywa dopiero teraz (czyli tak jak wcześniaczek).

Jest bardzo silny.


Wzrok - utrzymuje bez problemu kontakt wzrokowy, czasami nawet bardzo długo, przez całą bajkę (którą mu czytam), czy też przez kilka piosenek, przez większość spaceru czy też kiedy siedzimy sobie na balkonie (ja naprzeciw niego, mówiąc do niego cały czas, uśmiechając się itd). Podąża wzrokiem za różnymi przedmiotami tudzież osobami - ale, ważna sprawa, musi tego chcieć. Jeśli nie ma ochoty to nie będzie za niczym podążał i już, potrafi kompletnie zignorować obiekt, który chce się, żeby odprowadził wzrokiem i patrzeć wszędzie, tylko nie na to. Ostatnio nakręcaliśmy z nim mały filmik, komórką, która miała włączoną "lampę", czyli coś, co potocznie nazywane jest flashem. Ku naszemu zdumieniu Mały Książę ma czerwone źrenice podczas całego filmiku. Zaniepokoiło nas to... Na szczęście (albo i nie) we wtorek czeka nas wizyta u okulisty, który ma Małego Księcia przebadać pod kątem retinopatii. Bu. Mam nadzieję, że jej jednak nie będzie i że wszystko będzie w porządku. Wciąż płacze bez łez, aczkolwiek ze dwa razy widziałam łezkę, która potoczyła się od oka.

Słuch - pediatra twierdzi, że nie ma żadnego problemu, Mały Książę odwraca się, kiedy zaskoczy go jakiś dźwięk. Nie rozumie jeszcze jednak swojego imienia i nie reaguje na nie, kiedy pada w rozmowie, lub kiedy próbuję go zawołać. Bardziej reaguje na sam ton wołania niż na imię. Przyszło nam ostatnio do głowy, że być może nie używamy go dostatecznie często, zamiast imienia używając formy Ty (a raczej "You", bo kiedy jesteśmy razem to mówimy do Małego Księcia po angielsku). Także teraz zmieniliśmy podejście i zamiast jak wcześniej, informować: "I'm going to change your diaper now" mówimy, na przykład: "Mommy is going to change Loki's diaper".

Mały Książę uśmiecha się już często i cudnie, zarówno w ramach odpowiedzi na uśmiech jak też i czasami tym swoim cudnym uśmiechem nas zaczepia. Zaczyna śmiać się na głos, aczkolwiek nie brzmi to jeszcze jak chichot per se, bardziej jakby mówił "hihi" albo "hiiiiiiii hi". Często tak się śmieje z głosem przez sen i jest to po prostu przeurocze.

Dużo mówi, najczęściej jest to "Ałuuuuu" tudzież "Aruuuu", w drugiej kolejności "Ah goo" oraz "Kuuu, kuuu"). Także dominują samogłoski A oraz U, a jeśli chodzi o spółgłoski to ulubioną jest Ł, zaraz potem R, G i K. Kiedy narzeka to zawodzi: "Meeeeeeeeee" (i szybko przestaje). Zaczyna piszczeć :D i jest to przesłodkie :D. Jeśli chodzi o sylaby to zaczął mówić "da" i "qua". Mówi nie tylko do nas, ale też do swoich zabawek, zwłaszcza do pluszowego kwadracika z ogonkiem :).
 
Nie bawi się jeszcze ustami, nie dmucha powietrza wargami ("prrrrr"), za to robi malutkie bańki ze śliny (bo ślini się ostatnio na potęgę).

W dalszych ciągu zdecydowanie odmawia jakiejkolwiek obecności smoczka, więc w sytuacjach stresowych łapie mnie za palec i wkłada go sobie do buzi, tudzież zjada całe swoje piąstki, nie tylko palce :). Czasami wkłada do buzi żyrafkę Sophie, oraz pasjami liże matę do czasu na brzuszku.

Częściej trzyma rączki zwinięte w piąstki, mimo, iż powtarzamy z nim ćwiczenia zalecone nam przez doktora, również kiedy spędza czas na brzuszku i podnosi się na rączkach - rączki są zwinięte w piąstki. Rozwija je całkowicie kiedy leży na jednym ze swoich posłanek, nad którymi znajdują się zabawki oraz/lub karuzelka oraz kiedy śpi.

Łapie co chce i kiedy chce. Chce złapać karuzelkę, ale kiedy Francuz bierze go na ręce i pomaga złapać maskotkę z karuzelki - Mały Książę się na niego wręcz obraża. Tak samo się dzieje, kiedy chcę mu pomóc złapać ogonek kwadratowego pluszaka, który dynda nad nim. Nie lubi pomocy, chce wszystko "sam" :P.

Nie wszystko próbuje wkładać do buzi - gumowe zabawki tak, ale pluszowych na razie nie.

Nie ma absolutnie najmniejszego problemu ze złapaniem przewodu od aspiratora do noska, którym Francuz mu ten wspomniany właśnie nosek czyści. Jedną ręką ciągnie za przewód, w drugą łapie końcówkę do noska, po czym obydwie te części wyrywa Francuzowi z rąk i z rozmachem wyrzuca ;). Jak jeszcze był w NICU (Neonatal Intensive Care Unit) to pasjami zdejmował z siebie czujniki i odpinał przewody ;). Największy problem panie pielęgniarki miały zawsze z tubką do karmienia (gavage tube), bo cały czas próbował ją sobie z nosa wyjmować, przez co w końcu musiał mieć przyklejoną ją w paru miejscach na buzi i to mocnym plastrem.

Podejmuje próby złapania dwóch zabawek jednocześnie - trzyma ogonek pluszowego kwadratu w jednym ręku i jednocześnie drugą rączką próbuje złapać wstążeczki wiszące na pluszowym trójkącie.


Od samego początku chwytania przedmiotów używa kciuka, a ostatnio zaczął też próbować łapać przedmioty dwoma palcami - kciukiem i palcem wskazującym :). Na zdjęciu poniżej widać w jaki sposób chwyta zabawki:


Kiedy złapie grzechotkę to potrząsa nią tak zwariowanie, że boję się, że się mocno uderzy (bo czasami trafia nią w głowę, policzek) i zabieram mu ją, co prowadzi do kolejnego punktu:

Jeszcze nie protestuje, kiedy chce mu jakąś zabawkę odebrać. Szuka za to swoich zabawek, jeśli z jakieś powodu zmienię mu kolejność zabawek na pałąku, tudzież kiedy zamienię zabawki pomiędzy różnymi pałąkami.

Główkę trzyma w górze bardzo pewnie, nie buja się na boki, kark ma mocny i sprawny.



Przewraca się z brzuszka na boczki, ale tylko jeśli nie zablokuje sobie rączki (łokieć zbyt daleko od ciała). Jeszcze nie jest to rutyna, na razie robi to na tyle rzadko, że za każdym razem jest to dla nas wielka radość :). Przewraca się z plecków na boczki, chociaż jest mu zdecydowanie trudniej niż kiedy był mniejszy (przewracał się jak miał 4-5 tygodni, jeszcze w NICU), teraz za każdym razem krzyczy z wysiłku kiedy to robi.

Przez to, że te wszystkie przewroty nie są jeszcze zbyt płynne - wciąż śpi w swoim kokonie, aczkolwiek zaczyna z niego wyrastać, a ja się boję go położyć po prostu na płasko, bez nadzoru ;).


Na płasko i na boczku śpi sobie czasami w ciągu dnia, z nami. Na zdjęciu akurat z Tatusiem Francuzem :) (i z zaciśniętymi piąstkami podczas spania na płasko)



Co jeszcze... Kopie bardzo dobrze i silnie (ale to w sumie robi od urodzenia, w NICU się z niego z tego powodu śmiali trochę, czasami przychodziliśmy, a tu nóżki z kokonika jak sprężynki puf i do góry), często bawimy się piłką sensoryczną i piłką plażową:



W dalszym ciągu lubi swoją matę chociaż mam wrażenie, że powtarzalność zabaw na macie zaczęła mu się nudzić:


Nie łapie jeszcze stópek. Na razie łapie tylko kolanka, stópkami zainteresował się w samochodzie, kiedy szybko i na zmianę padało na nie światło słoneczne i cień. Ruszał wtedy paluszkami, przyglądał się temu z zaciekawieniem, ale potem nic w tym kierunku nie zrobił.

Chyba tyle na razie? Więcej mi nie przychodzi do głowy, a że już drugi dzień piszę ten post, a na dodatek teraz myślami już jestem gdzie indziej (właśnie wychodzimy do sklepu z zabawkami po zabawki dźwiękowe) to ciężko mi się skoncentrować ;).

A jeszcze chciałam napisać o książeczce o Chłopcu, który zgubił Imię, oraz o szczepieniach, ale to będą w takim razie tematy na następne notki :).

Friday, May 22, 2015

Thursday, May 21, 2015

Mały Książę nie w humorze!

Maleństwo moje wciąż przechodzi przez drugi "skok rozwojowy" i dzisiaj miał bardzo marudny dzień! Taka minka nam dzisiaj towarzyszyła:


Zaczyna w końcu mieć brewki :) (urodził się bez rzęs i brwi). 

Monday, May 18, 2015

Książę w kąpieli :)

Mam w "pisaniu" dwie inne notki, ale póki co nie mam na nie siły, bo jedna jest dalszym ciągiem szpitalnej historii, a druga jest o tym tygodniu, który się właśnie kończy, a który nie był za wesoły (chociaż parę miłych rzeczy też było :) ).

Dzisiaj będzie lekko, krótko i przyjemnie, czyli Mały Książę w kąpieli :).

Na samym początku był taki malutki, iż kąpaliśmy go w zlewie :). Zdjęcia poniżej to zdjęcia z jego pierwszej kąpieli - do wody Mały Książę został pierwszy raz włożony przez wspaniałego pielęgniarza (Erica) z NICU w Nicei (szpital L'Archet), ale zaraz potem Eric oddał mi stery i tylko mówił mi co i jak robić. Ta pierwsza kąpiel to był wspaniały moment i byłam bardzo obsłudze NICU wdzięczna, że zrobili to ze mną, że mogłam w tym uczestniczyć :).






Wszystkie kolejne kąpiele w NICU, zarówno w tym nicejskim jak i w tym w Cannes - to już była moja działka.

Tutaj kąpiel w NICU w Cannes:




W domu nasze kąpiele na początku odbywały się w niebieskiej wanience, a Mały Książę, podtrzymywany przeze mnie, unosił się na wodzie:



Teraz już nasz Następca Tronu w wannie sobie leży na podkładce, bo się nie mieścił i podczas unoszenia się na wodzie uderzał główką i nóżkami w ścianki wanienki :). Uwielbia kąpiele, a ja nie mogę się doczekać, kiedy w kąpieli będzie się bawił zabawkami :). Na razie bawi się odbiciami w główce prysznica - w ogóle uwielbia wszelkie odbicia w różnych powierzchniach.




Po kąpieli Mały Książę, niczym sam Król, Pan i Władca - jest masowany i namaszczany olejkiem, co również uwielbia i rozkoszuje się zwłaszcza masażem stóp. Masażu nauczyła nas jedna z nocnych pielęgniarek w NICU w Cannes.

A potem następuje karmienie i pierwsze cztery godziny spania w trybie nocnym (czas dla rodziców, ale wciąż z Małym Księciem obok, abyśmy mogli go cały czas pilnować).


Ready to rule.
Dobranoc :)