Wednesday, August 17, 2016
Osiemnaście miesięcy (PÓŁTORA ROKU!) Małego Księcia
Post spóźniony znowu, półtora roku Małemu Księciu wybiło akurat jak byliśmy na wakacjach u Babci :). To, czego zdecydowanie mi brakuje w Polsce, w porównaniu do Francji - to nasze wizyty u pediatry, który co miesiąc wszystko sprawdzał. Co miesiąc mieliśmy ważenie, mierzenie, sprawdzanie rozwoju, diety, kamieni milowych... Plus dodatkowe spotkanie w CAMSPie - tutaj o nas nikt tak nie dba ;). Pani dr, do której chodzimy, opinie w Internecie ma świetne - jeśli chodzi o moją opinię, to mam wrażenie, że wszystko jest trochę za bardzo "po łebkach", ale zobaczymy przy następnej wizycie. Brakuje mi kogoś, kto by wizytą pokierował, a nie tylko czekał, czy mam jakieś pytania i się ze mną żegnał. Chciałabym, żeby właśnie pani dr zadawała nam pytania ;). Chciałabym też mieć wrażenie, że nawet jeśli na wizytę mam przypisane tylko te 15 minut, to nie muszę się spieszyć, żeby się wyrobić w 3-5 minut! We francuskiej służbie zdrowia bardzo podobało mi się to, że za każdym razem miałam wrażenie, że
Wiek urodzeniowy: 18 miesięcy
Wiek korygowany: 16 miesięcy
Waga: około 12kg
Wzrost: powyżej 80cm
Ubranka: 86cm :)
Będzie chaotycznie, ostrzegam lojalnie :).
Nauczył się dmuchać :). Lubi kręcić się w kółko, aż do tego śmiesznego uczucia i przewrócenia się na ziemię. Zaczął się domagać różnych rzeczy - kiedy jestem w drugim pokoju, najpierw woła łagodnie, lekko pytająco: "mama? mama?", jeśli jednak nie przyjdę od razu to zaczyna wołać już mocniej: "mama! mama!". Jeśli wciąż nie ma mnie przy nim to woła głośno, rozkazująco, prawie, że z lekką przyganą w głosie: MAMA!!!!!.
Rzadko płacze, zdarza mu się głównie jak jest już mocno zmęczony. Głównie się jednak śmieje. Kiedy opanowują go emocje, których jest dla niego zbyt dużo - siadamy razem z nim na podłodze i próbujemy te emocje ponazywać, powiedzieć mu co czuje i dlatego. Złości się bardzo rzadko. Kiedy mówimy mu, że czegoś nie może zrobić albo dostać - zawsze tłumaczymy mu, dlaczego mówimy nie. Wygląda na to, że to rozumie i akceptuje. Znacznie ciężej mu zaakceptować "nie", które jest bez żadnego wyjaśnienia. Poza tym, tak naprawdę, to rzadko mówimy nie - i nie dlatego, że wszystko mu wolno, ale dlatego, że kiedy robi coś czego mu nie wolno, a co nie jest big deal - to raczej staramy się przei
Rozumie wszystko, albo prawie wszystko co do niego mówimy - po angielsku i po polsku. Po francusku rozumie większość, ale nie wszystko. Jeśli widzimy, że czegoś nie rozumie - tłumaczymy mu nowe słowa opisując je tymi, które już zna.
Z łatwością wykonuje to o co, go prosimy, nawet jeśli są to złożone "polecenia", na przykład: idź do kanapy i przynieś książkę, która na niej leży. Albo otwórz książeczkę i pokaż koalę. Zna nazwy zwierzątek, różnych - ale nie potrafi naśladować ich dźwięków. Kotek według niego robi "am am" - ale co ma robić innego, skoro nasz rodzinny kotek faktycznie głównie je i Mały Książę go widzi głównie przy misce, kiedy robi "am am am" ? :P Chyba też nie słyszałam jeszcze, żeby Tobi miauczał.
Części ciała - poprawnie wskazuje, niezależnie od tego czy jest pytany po polsku czy po angielsku. Aczkolwiek mam wrażenie, że zna więcej nazw po angielsku, bo wie gdzie jest elbow, ale nie za bardzo wie, gdzie jest łokieć (na przykład).
Uwielbia odkurzać i sprzątać. Ale nie udawać, że odkurza, tylko naprawdę odkurzać :). Uwielbia też zmiatać kurz szczoteczką do kurzu czy też zamiatać miotłą :). Próbuje zakładać nasze buty, zwłaszcza Tatusia :D. Bardzo lubi prowadzić swój wózek, czy też wózek sklepowy.
Bardzo dużo się wygłupia, robi miny, chowa się pod poduszkami, ale też ukrywa innych pod poduszkami. W ogóle uwielbia się bawić poduszkami.
Bardzo lubi rysować i malować. Karmi pluszowe zwierzątka i nas. Wciąż nie ma ulubionego pluszaka, dalej jak ma się przytulać - to wybiera mnie :). Nie wciąga go zabawa klockami, za to uwielbia piasek kinetyczny. Robi babki, zostawia ślady zwierzątek i ciężarówki... Właśnie, samochody to wciąż jego obsesja - uwielbia je wszystkie i wszystko co się z nimi wiąże. Nauczył się nawet wkładać kluczyk do stacyjki
Zaczyna wskazywać na pieluszkę kiedy zrobi siusiu.
Je sztućcami, opanował nawet samodzielne jedzenie zupy łyżką! Wychodzi mu to coraz lepiej (z widelcem nie ma problemów już od jakiegoś czasu). Jeśli chodzi o jedzenie - na śniadanie zawsze daję mu duży wybór, słodkie, słone - wybiera różnie. Bardzo lubi sojowe parówki :). Pozwalam mu z jedzeniem eksperymentować, łączyć rzeczy, których ja bym ze sobą nie połączyła ;) - niech próbuje, niech się nauczy co lubi, co jest smaczne, a co nie :).
Rozkład posiłków:
Śniadanie jemy około 7:30.
Około 10:30 jemy owocki i/lub batonik.
Lunch - zupka, którą gotuje nam Babcia (czyli moja Mama), zjadana jest pomiędzy 12 a 14.
Około 16 mamy przegryzkę - podwieczorek. Czasami słony (pałeczki serowe, kanapka), czasami słodki (owoce, batonik, jogurt).
Kolacja, już z Tatusiem - około 18.
W ciągu dnia wypija jeszcze jedno opakowanie (200-250ml, zależnie od firmy, kupujemy Nestle czekoladową oraz Bledidej o smaku pain au chocolat) kaszki do picia i około 100ml wody. Pije w kubeczkach zwykłych, w Dojdy oraz w naszych ukochanych Munchkinach z rurką (ale o nich będzie osobny post).
Jego ulubione dania to:
- parówki śniadaniowe (sojowe) z wody, z ketchupem pomidorowym
- penne w sosie śmietanowo-serowym
- szpinak (!)
- risotto z cebulką, porami i serem
- farfalle z pomidorami i słonecznikiem
- placki z cukinii
Lubi też naleśniki, ale bez nadzienia. Bardzo smakują mu gofry, które często robię na śniadanie :).
Nie odmawia moich wypieków - muffinek, ciasteczek. Na sklepowe za to często się krzywi. Myślę, że po prostu lubi moje gotowanie :D.
Piłkę kopie już od dosyć dawna, więc to nie nowość, chociaż teraz ma więcej okazji :).
Kiedy zasypia wieczorem (na piersi, wciąż jest karmiony moim mlekiem, kilka razy dziennie plus do spania) lubi kiedy śpiewam mu piosenki i bawię się z nim w pokazywanie części ciała. Pokazuje na mnie różne części ciała i czeka, żebym je nazywała, a kiedy wskazuje "neck" (szyja, kark) to od razu zaczyna się uśmiechać i zaczyna mnie tam łaskotać. A ja jego od razu też, bo mamy łaskotki w tym samych miejscach! :D Lubimy to oboje. Piosenki, których się domaga przed spaniem to "Itsi bitsi spider", "Head, shoulders, knees and toes" (swoją drogą "toes" to pierwsza część ciała, której nazwę zapamiętał i którą wypowiada). Bardzo lubi też "aaaa kotki dwa". Powtarza coraz więcej słów, ale sam używa tylko kilku z nich. Czekam niecierpliwie aż zacznie dużo mówić :D. Tymczasem on reaguje kiedy ja i Francuz rozmawiamy i rozmawiamy i rozmawiamy (czyżbym już o tym pisała?) i mówi do nas wtedy, trochę prześmiewczo, albo "japjapjap" albo "blablablabla" zależnie od okazji :D. Nauczył się tego od Babci ;), której zdarza się tak robić, kiedy się irytuje, że za dużo mówimy ;).
Sam zakłada swoje butki (przynajmniej próbuje). Próbuje zakładać spodnie. Nie ma problemu ze zdjęciem bluzeczki, body (już rozpiętego) oraz spodni czy skarpetek. Potrafi też odpiąć i zdjąć pieluchę ;).
Ma 10 zębów i spuchnięte dziąsła - teraz idą dolne ząbki.
Śpi wciąż fantastycznie - idzie spać koło 19-20 (aczkolwiek zdarzają się dni, kiedy nie śpi do 21:30) i śpi do 6:30 - 7:30 następnego dnia. Śpi z nami :). W ciągu dnia ma od jednej do trzech drzemek.
Ta jedna, pewna drzemka to drzemka koło 11:30 - 13:30. Pozostałe dwie są opcjonalne, czasami zdrzemnie się koło 9, kiedy mamy sesję przytulania porannego :)), a jeśli bardzo dużo w ciągu dnia robi to zdrzemnie się również pomiędzy 16 a 17. Generalnie my nie przymuszamy go do spania - on sam doskonale daje nam znać czy jest zmęczony czy też nie. Jak nie jest - to zamiast się próbować godzinami usypiać - idziemy się bawić dalej :). No właśnie - Mały Książę wciąż nie spędza czasu sam - zawsze jest ktoś, kto się z nim bawi :).
Ze spacerami trochę kulejemy, chodzimy nieregularnie.
Zabawki miesiąca:
- żółta taksówka
- piłka wubble
- zjeżdżalnia i huśtawka
Zabawy miesiąca:
- jeżdżenie żółtą taksówką
- brum brum w samochodzie, za kierownicą
- podlewanie kwiatków u Babci
- podlewanie Mamusi, znienacka;)
I jak zwykle, "trochę" zdjęć.
Saturday, July 9, 2016
Siedemnaście miesięcy Małego Księcia
Dawno temu, czyli jakieś dwa tygodnie temu ;), miałam i pomysł na tę notkę i wiedziałam co chcę napisać. Ale czas mija tak szybko, że już nic nie wiem, nie pamiętam i przy jej pisaniu będę się posiłkować tym co dzieci teoretycznie powinny potrafić w 17 miesiącu (porównam do tego co mój Mały Książę umie), a także zdjęciami z każdego dnia, żebym wiedziała co się wydarzyło w tym siedemnastym miesiącu :))).
2016-06-22, środa
Wiek urodzeniowy: 17 miesięcy!
Wiek korygowany: 15 miesięcy
Waga: 11kg
Wzrost: 78cm
Ubranka: 86cm :)
Tak jak wspomniałam na początku, wcześniej wiedziałam co napisać, a teraz jestem już zakręcona jak radziecki termos i nie wiem ;).
Przede wszystkim Mały Książę chodzi już bardzo dobrze i bez wspomagania. Ba, on biega :). Też bardzo dobrze. Czasem zdarza mu się przewrócić, ale generalnie rzecz ujmując - jest świetnie.
Pozwolę sobie skopiować z babyonline.pl :
W sumie wszystkie te rzeczy Mały Książę umie już od jakiegoś czasu, bez problemu wdrapuje się na sofę czy łóżko - i od dawna (kilku miesięcy) wie jak z nich schodzić. Z łatwością popycha przed sobą zabawkę od dawien dawna, jeszcze we Francji to robił, jak dostał pchacz :). Ostatnio z zachwytem chodzi z zabawką na drewnianym patyczku, którą prowadzi przed sobą niczym zwierzątko :). Na schody pierwszy raz wszedł 27 lutego, a od kiedy mieszkamy w Warszawie - to codziennie wspina się po schodach po powrocie ze spaceru. I robi to jak "dorosły", czyli jedna noga na jeden stopień. Komicznie to wygląda, bo jest malutki, więc musi zrobić ogroooooomny krok, żeby mu się to udało.
Wciąż uwielbia sprzątać, ba, potrafi po jedzeniu sam umyć swój stolik, czy też dzielnie pomaga Tatusiowi w myciu podłogi. Ale, ale, a propos stolika do jedzenia - ostatnio awansował i już nie je na swoim krzesełku ze stolikiem, siedzi z nami przy stole :). Talerzyki EZPZ (easy peasy) są nieziemskie i z całą pewnością opiszę je w hitach drugiego roku ;) (jak skończę z hitami pierwszego...)
Klocki zaczyna wkładać, ale wciąż nie jest to jeszcze ani perfekcja, ani ulubiona zabawa. Włoży jak go poproszę, ale widzę, że go to nudzi. Zdecydowanie bardziej lubił tego typu zabawy jak był młodszy - chociaż wtedy dopasowywanie kształtów mu wychodziło też tak sobie, ale chyba samo próbowanie sprawiało mu więcej radości. A odpakowywanie prezentów z papieru? To umiał już w 11 miesiącu, grudzień świetnie go wyćwiczył w tym kierunku hihi.
Jego ulubionym posiłkiem jest makaron penne w sosie serowym (domowej roboty oczywiście) i gotowane parówki sojowe. Bardzo lubi też cheese strings oraz farfalle w sosie pomidorowym, z ziarnami słonecznika i serkiem. To nasze ulubione posiłki. Ale równie chętnie zje kotlecika sojowego czy też brokuły (bardzo lubi).
Za to ma swoje biurko i swoje krzesełko i uwielbia sobie przy nim siedzieć i rysować albo oglądać książeczki! W ogóle kocha książeczki, bardzo często sam je ogląda oraz przynosi, żeby inni mu czytali bądź pokazywali obrazki. :)
Albumy ze zdjęciami oglądamy razem od kiedy skończył trzy miesiące :), to jedna z naszych spokojnych zabaw. Godzina na historyjki to dla Małego Księcia za dużo, nie potrafi tyle czasu skupić uwagi na jednej czynności, zwłaszcza tak pasywnej. Za to codziennie wieczorem robimy sobie "debriefing", jak to nazywa Francuz - czyli opowiadamy sobie o tym jak nam minął dzień. Opowiadamy sobie o tym co się wydarzyło, gdzie byliśmy, przypominamy sobie w co się bawiliśmy i co jedliśmy. :)
Well, Mały Książę potrafi się skupić na jednej czynności znacznie dłużej niż minutę. Jedna nasza "sesja" zabaw w piasku kinetycznym (dokupiłam kolejne pięć kilo, także w tej chwili już pudełko ma prawie przykryte dno, fajnie jest) to przynajmniej pół godziny. Rysowanie to przynajmniej 10 minut. Książeczki - zależy od ilości jaką przyniesie ;), ale myślę, że spokojnie zajmuje się nimi przez przynajmniej 10-15 minut. Kiedy bawimy się play-doh też zajmuje nam to około 10-15 minut. Więc chyba babyonline.pl przesadziło z tą jedną minutą ;). Co do mowy!
Ach. Pięknie z tą mową - nie mówi co prawda sam z siebie dużej ilości słów, części też jeszcze nie rozumiemy, ale za to powtarza fantastycznie. Ostatnio pokazał na lampę i powiedział "światełko". Na francuskim zaskoczył panią i powiedział "l'eau", kiedy bawiliśmy się wodą. W domu dodał jeszcze poisson naige :) (rybka pływa). Często powtarza (tak jak pisałam o tym w zeszłym miesiącu) losowe słowa i wyrażenia. Rozumie fantastycznie - i ja to absolutnie uwielbiam i w sumie trochę zazdroszczę - nie ma dla niego znaczenia czy mówimy do niego po angielsku, po polsku czy po francusku. Rozumie w każdym z tych trzech języków, od razu wykonuje polecenia czy też spełnia nasze prośby. To jest wspaniałe, ta łatwość rozumienia :). Kiedy "mówi" to nie ma dla niego znaczenia w jakim języku mówi. Kiedy coś podaje mówi "tiens" (po francusku), kiedy coś chce dostać mówi "daj" - po polsku. Kiedy coś dostaje to często (ale nie zawsze) mówi "denkju" - co brzmi jak thank you, po angielsku :). Często mu mówimy, że go kochamy - w ciągu dnia nie reaguje, ale kiedy mówię mu "i love you" kiedy zasypia, to on odpowiada mruczeniem o dokładnie tym samym tonie i akcencie co moje zdanie :). Z zabawnych rzeczy - kiedy rozmawiamy z Francuzem (a rozmawiamy bardzo dużo i często, praktycznie prawie cały czas) przy Małym Księciu i przez trochę on nie jest w centrum uwagi - to zaraz się na to złości, zaczyna biegać dookoła nas, albo machać na nas rękoma i krzyczeć "yap yap yap yap yap yap!!!!"... hihihi :D
Uwielbia zabawy z chowaniem się, zarówno kiedy to on się chowa jak i te, w których chowa się ktoś inny, a on musi tego kogoś znaleźć. Pamięta co i gdzie jest, w której książeczce - na przykład, podczas kąpieli (ma książeczki do kąpieli też) proszę go "Loki, please find me a lion" - a Mały Książę bierze odpowiednią książeczkę i przewraca kartki aż znajdzie lwa i pokazuje mi :). Uwielbia łaskotki i zapasy z Tatusiem. Daje całusy i pięknie się przytula. Jest słodki - kiedy na przykład jesteśmy we trójkę i Francuz prosi Małego Księcia "Loki, please give me buzi" (wiem, mieszamy języki, ale to "buzi" jakoś najbardziej nam wszystkim podpasowało), to Mały Książę daje mu buzi, ale za chwilę wyciąga rączki do mnie, żebym się przysunęła - i też daje mi buzi. :)
Ostatnio byliśmy na kontroli u lekarza, po badaniach krwi - anemia już sobie poszła precz, ferrytyna jeszcze poniżej normy ale bardzo ładnie rośnie. Także jeszcze trochę leków i będzie cacy. W sierpniu odstawiamy i po dwóch tygodniach będzie badanie krwi. I zobaczymy co dalej :).
***
Ok. Przyznaję, znowu pisanie rozłożyło mi się na kilka dni i już nawet sama nie wiem co napisałam a czego nie!! Więc trudno, będzie tak jak jest :).
***
Zapomniałabym - zaczęliśmy z Małym Księciem chodzić do kina :). Co tydzień w różnych kinach w Warszawie są seanse Multibabykino. My wybraliśmy kino na Ursynowie, bo mamy najlepszy dojazd, a na parkingu zawsze są miejsca. Jest fajnie! Mamy oglądają sobie filmy, a dzieci się bawią:). Kiedy poszliśmy pierwszy raz - Mały Książę pół filmu przespał. Za drugim razem już chciał się cały czas bawić ;).
***
No dobrze, teraz mi się jeszcze przypomniało, że nie wspomniałam nic a nic o wyglądzie. Najbardziej niezwykłe w Małym Księciu są jego oczy. Pewnie tego akurat nie będzie widać na zdjęciach - ale nie da się określić jego oczu jednym kolorem. Są niezwykłe i każdy kto go widział na żywo chyba to potwierdzi. Oczy Małego Księcia czasem są szare, czasem są bardzo intensywnie zielone, a czasem zupełnie bursztynowe. Bardzo dużo zależy od światła oraz jego nastroju - ale przede wszystkim, jego oczy mają wszystkie te trzy barwniki! Moja Mama, czyli Babcia Małego Księcia - ma oczy bardzo zielone, w brązowe kropki. Ja, czyli Mama Małego Księcia - mam oczy pół na pół - lewe jest całkiem zielone, a prawego jedna połowa jest zielona, a druga ciemnobrązowa. Mały Książę ma kolory ułożone warstwowo, dookoła źrenicy.
Jego włosy są dalej w tonacji ciemnego blondu, aczkolwiek w słońcu są kompletnie złote, czasami złoto-rudawe. W cieniu wydają się ciemniejsze niż były wcześniej, ale wciąż mają złoty połysk.
Zębów jest wciąż osiem, ale pozostałe rosną dzielnie ;).
2016-06-22, środa
Wiek urodzeniowy: 17 miesięcy!
Wiek korygowany: 15 miesięcy
Waga: 11kg
Wzrost: 78cm
Ubranka: 86cm :)
Tak jak wspomniałam na początku, wcześniej wiedziałam co napisać, a teraz jestem już zakręcona jak radziecki termos i nie wiem ;).
Przede wszystkim Mały Książę chodzi już bardzo dobrze i bez wspomagania. Ba, on biega :). Też bardzo dobrze. Czasem zdarza mu się przewrócić, ale generalnie rzecz ujmując - jest świetnie.
Pozwolę sobie skopiować z babyonline.pl :
Twoje dziecko staje się coraz silniejsze i bardziej ruchliwe. Z łatwością popycha przed sobą swój wózek albo zabawkę do pchania. Samodzielnie wspina się na niskie schody i stara się znaleźć metodę schodzenia z nich. Potrafi wdrapać się na niski tapczan, a po kilku próbach - również z niego zejść. Gdy z małej rączki wypadnie zabawka, umie przyklęknąć, wziąć ją z dywanu i wstać bez podpierania się.
W sumie wszystkie te rzeczy Mały Książę umie już od jakiegoś czasu, bez problemu wdrapuje się na sofę czy łóżko - i od dawna (kilku miesięcy) wie jak z nich schodzić. Z łatwością popycha przed sobą zabawkę od dawien dawna, jeszcze we Francji to robił, jak dostał pchacz :). Ostatnio z zachwytem chodzi z zabawką na drewnianym patyczku, którą prowadzi przed sobą niczym zwierzątko :). Na schody pierwszy raz wszedł 27 lutego, a od kiedy mieszkamy w Warszawie - to codziennie wspina się po schodach po powrocie ze spaceru. I robi to jak "dorosły", czyli jedna noga na jeden stopień. Komicznie to wygląda, bo jest malutki, więc musi zrobić ogroooooomny krok, żeby mu się to udało.
17 miesięczne dziecko zaczyna uczyć się kolejnych sztuczek związanych z przedstawianiem charakterystycznych cech zwierząt lub przedmiotów: w tym wieku może już pokazać jak robi rybka, jak chodzi pies. Umie zrobić koci grzbiet i pokazać jak jeździ samochód.Samochody to istna obsesja Małego Księcia. Uwielbia je pasjami. Kocha. Swoją drogą to niesamowite, bo od samego początku starałam się nie narzucić mu niczego, żadnego konkretnego sposobu zabawy czy też wyboru zabawek - zawsze miał wszystko, lalki, misie, pluszowe warzywa i owoce, klocki, zabawkowy telefon, czy też zabawkowego laptopa, piłki... Starałam się nie ograniczać go zabawkami, które są stereotypowo dla chłopców czy dziewczynek. A jednak, mimo wszystko, Mały Książę wybrał samochody na swoje ukochane zabawki. Zaczęło się jeszcze w maju, pisałam o tym przy okazji poprzedniego miesiąca :).
Wciąż uwielbia sprzątać, ba, potrafi po jedzeniu sam umyć swój stolik, czy też dzielnie pomaga Tatusiowi w myciu podłogi. Ale, ale, a propos stolika do jedzenia - ostatnio awansował i już nie je na swoim krzesełku ze stolikiem, siedzi z nami przy stole :). Talerzyki EZPZ (easy peasy) są nieziemskie i z całą pewnością opiszę je w hitach drugiego roku ;) (jak skończę z hitami pierwszego...)
Rozwój dużej motoryki idzie w parze w doskonaleniem umiejętności związanych z rączkami. 17 miesięczne dziecko próbuje włożyć klocki o różnych kształtach do odpowiednich otworków w pudełku i – co do tej pory było niemożliwe - klocki mieszczą się w nich z łatwością. Maluch potrafi też rozwinąć z papieru prezent.
Klocki zaczyna wkładać, ale wciąż nie jest to jeszcze ani perfekcja, ani ulubiona zabawa. Włoży jak go poproszę, ale widzę, że go to nudzi. Zdecydowanie bardziej lubił tego typu zabawy jak był młodszy - chociaż wtedy dopasowywanie kształtów mu wychodziło też tak sobie, ale chyba samo próbowanie sprawiało mu więcej radości. A odpakowywanie prezentów z papieru? To umiał już w 11 miesiącu, grudzień świetnie go wyćwiczył w tym kierunku hihi.
Dzięki precyzyjnemu działaniu rączek krajobraz wokół stoliczka i krzesełka, przy którym je 17 miesięczne dziecko przestaje przypominać pobojowisko (co jednak nie oznacza, że malec będzie jadał jak brytyjska królowa), a samodzielne jedzenie staje się prawdziwym przyjmowaniem pokarmu, a nie ćwiczeniem w rzucaniu na odległość. Dobrze posługuje się łyżką, potrafi też samodzielnie pić z kubeczka.Dalej dużo rzeczy spada, ale coraz mniej zrzuca specjalnie. Teraz już się nauczył, że jeśli skończył jeść to mówi: "all done" (czasami mówi, czasami nie, przy mojej Mamie nie chce tego mówić) i podaje łyżeczkę, talerzyk i resztki jedzenia - mi albo Francuzowi. Traci jednak cierpliwość jeśli nie weźmiemy czegoś wystarczająco szybko i zdarza się, że coś po prostu wypuszcza z ręki na podłogę ;). Picie z kubeczka i z butelki z wodą ma prawie perfekcyjnie opanowane :). Po napiciu się, jeśli było dobre, robi "aaaaaaach" i oddaje kubeczek/butelkę. W domu ma cały czas dostęp do swojej buteleczki z wodą, z rurką. Ładnie je łyżeczką i widelcem, chociaż zdarza mu się też wspomagać rękoma podczas jedzenia.
Jego ulubionym posiłkiem jest makaron penne w sosie serowym (domowej roboty oczywiście) i gotowane parówki sojowe. Bardzo lubi też cheese strings oraz farfalle w sosie pomidorowym, z ziarnami słonecznika i serkiem. To nasze ulubione posiłki. Ale równie chętnie zje kotlecika sojowego czy też brokuły (bardzo lubi).
Na swoje imię Mały Książę reaguje już od daaaawna. Do zdjęć pozował jeszcze zanim skończył rok, wtedy reagował na "smile!", a teraz zazwyczaj robi do aparatu różne minki :). Na razie nie ma ulubionej zabawki ani kocyka, czasami mam wrażenie, że po prostu mnie traktuje jak swoją ulubioną zabawkę. Uwielbia się przytulać do mojego biustu jak zasypia, ssie, równocześnie obejmując pierś obiema łapkami. Jak już prawie prawie prawie zaśnie to wtedy przewraca się na drugi bok i przytula do Tatusia, często trzymając ręce na jego głowie lub plecach :). Nie ssie kciuka, nigdy chyba tego nie robił, smoczka nie zna, a łóżeczka swojego nie ma, bo dalej śpi z nami ;).Maluch ma coraz lepszą świadomość siebie jako odrębnej, samodzielnej istoty. Dobrze zna własne imię. Zawołany odwraca głowę i podchodzi do wołającego. Zaczyna także świadomie pozować do zdjęć, a oglądanie własnych fotografii stanie się teraz jego największą pasją.
Samodzielność i niezależność, jaką odczuwa dziecko, może nieść ze sobą lęk przed nieznanymi sytuacjami i ludźmi – dziecko może praktykować nawyki samouspokajające: ssanie kciuka lub smoczka, huśtanie się w łóżeczku, przytulanie się do ulubionej zabawki lub kocyka.
Za to ma swoje biurko i swoje krzesełko i uwielbia sobie przy nim siedzieć i rysować albo oglądać książeczki! W ogóle kocha książeczki, bardzo często sam je ogląda oraz przynosi, żeby inni mu czytali bądź pokazywali obrazki. :)
Rady dla rodziców:
- Podkreślaj jak ważna jest rodzina. Oglądajcie razem rodzinne albumy ze zdjęciami. Opowiadaj maluszkowi o rodzinie, zarówno najbliższej: tacie, babci, rodzeństwie, jak i tej dalszej: ciociach, kuzynach. Pokaż dziecku album ze zdjęciami.
- Staraj się wygospodarować przynajmniej godzinę dziennie – najlepiej wieczorem - na spokojną zabawę lub opowiadanie historyjek. Niech takie rodzinne godziny staną się waszym nowym rytuałem.
Albumy ze zdjęciami oglądamy razem od kiedy skończył trzy miesiące :), to jedna z naszych spokojnych zabaw. Godzina na historyjki to dla Małego Księcia za dużo, nie potrafi tyle czasu skupić uwagi na jednej czynności, zwłaszcza tak pasywnej. Za to codziennie wieczorem robimy sobie "debriefing", jak to nazywa Francuz - czyli opowiadamy sobie o tym jak nam minął dzień. Opowiadamy sobie o tym co się wydarzyło, gdzie byliśmy, przypominamy sobie w co się bawiliśmy i co jedliśmy. :)
17 miesięczne dziecko nadal nie potrafi skupić się na jednej czynności dłużej niż minutę. Wbrew pozorom to bardzo dużo, sprawdźcie z zegarkiem w ręku!
Rozwija się także mowa malucha. 17 miesięczne dziecko używa kilkunastu słów dźwiękonaśladowczych na przykład „tik-tak”, „pi-pi”. Mówi ze zrozumieniem kilka słów dwusylabowych.
Well, Mały Książę potrafi się skupić na jednej czynności znacznie dłużej niż minutę. Jedna nasza "sesja" zabaw w piasku kinetycznym (dokupiłam kolejne pięć kilo, także w tej chwili już pudełko ma prawie przykryte dno, fajnie jest) to przynajmniej pół godziny. Rysowanie to przynajmniej 10 minut. Książeczki - zależy od ilości jaką przyniesie ;), ale myślę, że spokojnie zajmuje się nimi przez przynajmniej 10-15 minut. Kiedy bawimy się play-doh też zajmuje nam to około 10-15 minut. Więc chyba babyonline.pl przesadziło z tą jedną minutą ;). Co do mowy!
Ach. Pięknie z tą mową - nie mówi co prawda sam z siebie dużej ilości słów, części też jeszcze nie rozumiemy, ale za to powtarza fantastycznie. Ostatnio pokazał na lampę i powiedział "światełko". Na francuskim zaskoczył panią i powiedział "l'eau", kiedy bawiliśmy się wodą. W domu dodał jeszcze poisson naige :) (rybka pływa). Często powtarza (tak jak pisałam o tym w zeszłym miesiącu) losowe słowa i wyrażenia. Rozumie fantastycznie - i ja to absolutnie uwielbiam i w sumie trochę zazdroszczę - nie ma dla niego znaczenia czy mówimy do niego po angielsku, po polsku czy po francusku. Rozumie w każdym z tych trzech języków, od razu wykonuje polecenia czy też spełnia nasze prośby. To jest wspaniałe, ta łatwość rozumienia :). Kiedy "mówi" to nie ma dla niego znaczenia w jakim języku mówi. Kiedy coś podaje mówi "tiens" (po francusku), kiedy coś chce dostać mówi "daj" - po polsku. Kiedy coś dostaje to często (ale nie zawsze) mówi "denkju" - co brzmi jak thank you, po angielsku :). Często mu mówimy, że go kochamy - w ciągu dnia nie reaguje, ale kiedy mówię mu "i love you" kiedy zasypia, to on odpowiada mruczeniem o dokładnie tym samym tonie i akcencie co moje zdanie :). Z zabawnych rzeczy - kiedy rozmawiamy z Francuzem (a rozmawiamy bardzo dużo i często, praktycznie prawie cały czas) przy Małym Księciu i przez trochę on nie jest w centrum uwagi - to zaraz się na to złości, zaczyna biegać dookoła nas, albo machać na nas rękoma i krzyczeć "yap yap yap yap yap yap!!!!"... hihihi :D
Wraz z rozwojem mowy rozwija się też świadomość własnego ciała i potrzeb. Dziecko zaczyna sygnalizować swoje potrzeby fizjologiczne, choć, niestety, najczęściej robi to po fakcie.Faktycznie, często po fakcie puka się w pieluchę ;). Co do obserwacji - to Mały Książę od zawsze zbierał pochwały za obserwowanie i analizę. Często się przygląda różnym rzeczom czy też wykonywanym czynnościom i widać niemalże jak trybiki mu się kręcą i próbuje rozłożyć to co widzi na czynniki pierwsze "a jak to działa?". Na placu zabaw chwilę się pobuja czy też kilka razy zjedzie ze zjeżdżalni, ale chwilę potem to już mu się nudzi, a największą atrakcją jest sprawdzanie jak dana atrakcja działa. Gdzie są śrubki. Czemu to się buja. A co się stanie jak nacisnę to czy tamto. Na playgrupach analizuje zachowanie Jacoba czy pani Agnieszki i powtarza. Zwłaszcza jeśli chodzi o zabawy w wodzie czy w piasku. Na przejeżdżające obok auto zwraca uwagę, pokazuje palcem i woła "vroooom vroooooom". Na przelatujący samolot mówi "wwwwwww" i wskazuje go na niebie, a jeśli go nie widzi, tylko słyszy, to biegnie do swojej maty i wskazuje na niej samolot. A propos pokazywania to mnie osobiście zachwyciło to, że rozumie doskonale zależności pomiędzy przedmiotami, nawet jeśli wyglądają inaczej - na przykład. Moja Mama ma na ręku mały zegarek ze wskazówkami, który robi cyk cyk cyk cyk. Mały Książę mówi o nim per "cyk cyk". Ale też wskazuje na zegarek cyfrowy mój czy Tatusia (Pebble) i też mówi cyk cyk. A ostatnio pokazał mi też wielki zegar na ścianie, zupełnie inny niż te, które zna i też powiedział, cyk cyk.
W 17 miesiącu życia dziecko doskonali swoją zdolność obserwacji. Zwraca uwagę np. na auto przejeżdżające obok, z czym może wiązać się strach przed pojazdami.
Uwielbia zabawy z chowaniem się, zarówno kiedy to on się chowa jak i te, w których chowa się ktoś inny, a on musi tego kogoś znaleźć. Pamięta co i gdzie jest, w której książeczce - na przykład, podczas kąpieli (ma książeczki do kąpieli też) proszę go "Loki, please find me a lion" - a Mały Książę bierze odpowiednią książeczkę i przewraca kartki aż znajdzie lwa i pokazuje mi :). Uwielbia łaskotki i zapasy z Tatusiem. Daje całusy i pięknie się przytula. Jest słodki - kiedy na przykład jesteśmy we trójkę i Francuz prosi Małego Księcia "Loki, please give me buzi" (wiem, mieszamy języki, ale to "buzi" jakoś najbardziej nam wszystkim podpasowało), to Mały Książę daje mu buzi, ale za chwilę wyciąga rączki do mnie, żebym się przysunęła - i też daje mi buzi. :)
Ostatnio byliśmy na kontroli u lekarza, po badaniach krwi - anemia już sobie poszła precz, ferrytyna jeszcze poniżej normy ale bardzo ładnie rośnie. Także jeszcze trochę leków i będzie cacy. W sierpniu odstawiamy i po dwóch tygodniach będzie badanie krwi. I zobaczymy co dalej :).
***
Ok. Przyznaję, znowu pisanie rozłożyło mi się na kilka dni i już nawet sama nie wiem co napisałam a czego nie!! Więc trudno, będzie tak jak jest :).
***
Zapomniałabym - zaczęliśmy z Małym Księciem chodzić do kina :). Co tydzień w różnych kinach w Warszawie są seanse Multibabykino. My wybraliśmy kino na Ursynowie, bo mamy najlepszy dojazd, a na parkingu zawsze są miejsca. Jest fajnie! Mamy oglądają sobie filmy, a dzieci się bawią:). Kiedy poszliśmy pierwszy raz - Mały Książę pół filmu przespał. Za drugim razem już chciał się cały czas bawić ;).
***
No dobrze, teraz mi się jeszcze przypomniało, że nie wspomniałam nic a nic o wyglądzie. Najbardziej niezwykłe w Małym Księciu są jego oczy. Pewnie tego akurat nie będzie widać na zdjęciach - ale nie da się określić jego oczu jednym kolorem. Są niezwykłe i każdy kto go widział na żywo chyba to potwierdzi. Oczy Małego Księcia czasem są szare, czasem są bardzo intensywnie zielone, a czasem zupełnie bursztynowe. Bardzo dużo zależy od światła oraz jego nastroju - ale przede wszystkim, jego oczy mają wszystkie te trzy barwniki! Moja Mama, czyli Babcia Małego Księcia - ma oczy bardzo zielone, w brązowe kropki. Ja, czyli Mama Małego Księcia - mam oczy pół na pół - lewe jest całkiem zielone, a prawego jedna połowa jest zielona, a druga ciemnobrązowa. Mały Książę ma kolory ułożone warstwowo, dookoła źrenicy.
Jego włosy są dalej w tonacji ciemnego blondu, aczkolwiek w słońcu są kompletnie złote, czasami złoto-rudawe. W cieniu wydają się ciemniejsze niż były wcześniej, ale wciąż mają złoty połysk.
Zębów jest wciąż osiem, ale pozostałe rosną dzielnie ;).
Saturday, June 4, 2016
Szesnaście miesięcy Małego Księcia
2016-05-22
Wiek urodzeniowy: 16 miesięcy
Wiek korygowany: 14 miesięcy
Nawet nie wiem od czego zacząć!
Mały Książę ma takie mięśnie, że oboje na niego patrzymy z zazdrością - robienie nożyc przez kilka dobrych minut? Cudowna zabawa! Podnoszenie się do siadania z pozycji leżącej używając tylko mięśni brzucha (aka "brzuszek") - pestka! Wstawanie z podłogi bez podpierania się rękoma - nie ma problemu! Siłę ma taką, że często z Tatusiem wygrywa, kiedy coś sobie wyrywają.
Chodzenie to oczywiście hit tego miesiąca. Wózek to prawie najgorszy wróg, Mały Książę najchętniej wszędzie by chodził. Jest coraz odważniejszy w tym co robi, ba, w domu często nawet biega, zwłaszcza kiedy wie, że może liczyć na pochwały. Myślę, że już niedługo będzie chodził sam bardzo dobrze i wtedy pewnie weźmie się za rozwój mowy :).
Ach, co do mowy! Zaczyna łączyć słowa! "Banana am", "Baba do domu" - występuje razem z machaniem na "papa", podsłuchane u Tatusia "I don't know", które często powtarza ostatnimi dniami, kiedy go o coś pytam. Poza tym powtarza losowe wyrazy ;), na przykład, ostatnio zmieniałam mu pieluszkę i mówiłam mu, że jest taaaaaki brudny. Na co Mały Książę uśmiechnął się i powtórzył "BRUDNY". Innym razem przyszła moja Mama, miała zimne ręce i dotykając mojego synka mówiła "zimne, zimne!", Mały Książę dotknął jej ręki i powtórzył "zimne". Poza tym bardzo dużo mówi po swojemu. Całe historie nam opowiada, zadaje pytania - ale niestety, jeszcze nie do końca go rozumiemy. Za to komunikacja pozasłowna (nie napiszę 'niewerbalna' bo jest również bardzo werbalna ;) ) rozwija się wspaniale! Mały Książę większość sytuacji potrafi opisać za pomocą gestów i dźwięków. Uwaga, będzie przykład.
Przykład: ( :) )
Mały Książę miał katar i którejś nocy tak gęsty, że musieliśmy użyć aspiratorka. Ponieważ moje maleństwo tego nie znosi strasznie - postanowiliśmy użyć tego podłączanego do odkurzacza, żeby było szybciej i żeby mniej go męczyć. Najpierw wpuściliśmy mu mgiełkę z roztworu fizjologicznego do noska, a potem ciach, ciach i aspiratorek był w użyciu. Ale to dla Małego Księcia było tak strasznie nieprzyjemne, że długo musiałam go uspakajać. Następnego dnia rano, jak tylko przyszła do nas moja Mama - mój synek od razu się do niej rzucił i zaczął jej opowiadać co się działo w nocy. Pokazał Disnemar, pokazał, że dostał go do noska, pokazał nawet, że to było psik-psik, przez kurczenie noska i robienie "psi" noskiem. Pokazał, że potem przyszedł Tatuś z odkurzaczem (mamy ręczny odkurzacz, Dyson, trzyma się go w specyficzny sposób i Lokiś w ten sam sposób pokazał trzymanie odkurzacza i do tego dorzucił dźwięk "brruuu brrrruuu"), potem znowu pokazał na nosek i na koniec zrobił smutną minę. Tak wszystko opowiedział, że moja Mama, której przecież przy sytuacji nocnej nie było - wszystko zrozumiała :).
Kiedy Mały Książę czegoś nie rozumie - np. dlaczego coś zniknęło z miejsca, w którym stało wcześniej, albo co się w danym miejscu stało - rozkłada ręce i mówi coś po swojemu. Nie wiem co - ale to jest zawsze to samo, z tą samą intonacją i tymi samymi dźwiękami.
Rozumie większość naszych prób czy też poleceń - podaje nam różne rzeczy, przychodzi (jak mu się chce ;))) ) kiedy go wołamy. Sam też komunikuje świetnie swoje prośby, kiedy chce, żeby coś mu podać, albo coś otworzyć, albo pokazać jak coś zrobić. Kiedy jest głodny to zależnie od tego czy ma ochotę na moje mleko czy też na jedzenie - pokazuje to inaczej. Jest "Mama am" i w skrajnych przypadkach, kiedy bardzo chce mleka to wtedy rzuca się na osobę, która go trzyma, albo na coś co jest w pobliżu i robi buzią "ba ba ba ba" na kimś, tak jak wtedy kiedy był malutki. I potem czeka na efekt ;). Kiedy chce jedzenie to podchodzi do swojego krzesełka do karmienia, puka w nie i powtarza "am am am am". W książeczkach doskonale rozpoznaje różne rzeczy do jedzenia, aczkolwiek na większość z nich mówi po prostu "am".
Aktualnie wszystkie zwierzątka, które mają cztery nogi to koniki i kiedy je pokazuje to robi taki dźwięk jak na konika. (A jak widzi My Little Pony to woła na nie "Tej!" - zupełnie nie wiem dlaczego, ale powtarza to za każdym razem jak widzi reklamy kucyków, figurki, pluszaki, albo nawet jak wskazuje koniki na poduszce.) Uwielbia psy i koty! Uwielbia też ptaki. Mówi "hej" do wszystkich mijanych po drodze gołębi i piesków :). Ostatnio bardzo dużo czasu spędził przed wystawą sklepu zoologicznego przyglądając się z wielką ciekawością wszystkim zwierzątkom w klatkach - więc postanowiliśmy zabrać go do ZOO i to był wielki hit :). Na razie obejrzeliśmy tylko część zwierzątek, małpki, słonie, kilka różnych ptaków, kozy... Ale najbardziej spodobały mu się gęsi, które na niego gęgały i wyciągały do niego dzioby przez ogrodzenie. Śmiał się w głos.
Wracając do jedzenia - tak jak pisałam miesiąc temu, spróbowałam kilka razy słoiczków, ale Mały Książę bardzo zdecydowanie odmówił ich jedzenia. Na szczęście jakoś tak dość płynnie nam się udało i jemy lunch codziennie w ciągu dnia :). Dzięki temu posiłki Małego Księcia nabrały rozpędu - je sam, nie chce już być karmiony. Je też o wiele lepiej - już nie wpycha sobie do buzi za dużych kawałków, tylko ładnie trzyma w ręku coś co je i odgryza małe kawałeczki.
Na śniadanie zawsze daje mu duży wybór: banan, serek, biszkopty bez cukru, parówka sojowa, kanapka, naleśniki, placuszki - różne rzeczy :). Codziennie ma wybór przynajmniej trzech różnych rzeczy i z reguły próbuje wszystkiego. Czasem wychodzą z tego dziwne kombinacje - ostatnio umoczył parówkę zamiast w sosie, który zrobiłam to w serku waniliowym ;), ale cóż. Skoro mu smakuje - niech je! :) Lunche jada ze mną i moją Mamą, kolację jada ze mną i Francuzem. W ciągu dnia zawsze wypija jeszcze przynajmniej jedną kaszkę do picia oraz je owocki w różnej formie. Czasami jeszcze zjada chrupki kukurydziane lub jakąś "słodycz".
Uwielbia tańczyć :). Uwielbia bawić się piłką. Ale największą miłością są samochodziki oraz samochody (te prawdziwe). Nie ma jeszcze jednej ulubionej przytulanki albo zabawki, na razie chyba taką przytulanką i zabawką jestem dla niego ja :).
Wracając do samochodzików i samochodów - ilość czasu jaką potrafi spędzić na zabawie samochodzikami, albo siedząc za kierownicą samochodu - jest niesamowita. Samochodzikami robi wszędzie vrroooooom vrrooooooom i jeździ nimi po całym pokoju. Kupiliśmy mu taki fajny garaż, ze zjeżdżalnią dla samochodów, windą itd - żeby windę podnieść do góry trzeba kręcić taką małą wajchą na górze - bez problemu sobie z tym radzi. Wkłada samochodziki do windy, podciąga na górę... potem robi vroom vrooom na dół :). A i rodzice się fajnie tym garażem mogą pobawić ;). Jednak zajęcie numer 1, hit, hit, hit - to siedzenie za kierownicą prawdziwego samochodu. Udawanie, że się kręci kierownicą, robienie vrooom vroooom, machanie do innych kierowców, jeśli ktoś siedzi w samochodzie obok na parkingu.. Przełączanie stacji radiowych i zmienianie świateł :). Taka zabawa potrafi trwać nawet i godzinę ;).
Do szesnastego miesiąca często "w tle" miałam włączony telewizor, głównie z programami typu Foodnetwork, tudzież Kuchnia+, TLC, TVN Style - Mały Książę nie zwracał na to większej uwagi. Ale w szesnastym miesiącu coś nagle zaskoczyło i teraz telewizor to ogromna atrakcja! Oczywiście najlepiej jeśli są w telewizji kreskówki ;). Wiem, wiem, dziecko do dwóch lat nie powinno mieć styczności z ekranem itd itp. Wiem. Ale rzeczywistość a wytyczne... No wiem, są rodzice idealni, którzy faktycznie o to dbają, ale najwyraźniej ja taka nie jestem. Mały Książę musi dwa razy dziennie brać żelazo, bo okazało się ostatnio, że ma anemię - ale podanie mu tego żelaza graniczy z cudem! Za to jeśli włączymy mu kreskówkę - problem znika, Mały Książę nie dość, że otwiera grzecznie buzię, żelazo wymieszane z czymś zjada, to jeszcze uprzejmie mówi "am" :))). Tak samo bardzo pomocne są kreskówki podczas dłuższej jazdy samochodem, kiedy on już ma kompletnie dosyć wszystkiego i jest na granicy płaczu. Wówczas włączamy Tygryska Daniela i nagle się okazuje, że jeszcze kolejne 20 minut jazdy da się wytrzymać. :) Ulubione kreskówki Małego Księcia to Daniel The Tiger, Sofia The First, Doc McStuffin i Goldie&Bear. Na pozostałe zerknie, ale to wszystko.
Ach, zapomniałabym! Mały Książę uwielbia sprzątać i generalnie we wszystkim pomagać :). Odkurzanie to ogromna atrakcja, a zmiotka i szufelka to "zabawki", które są bardzo cenione w tym miesiącu :). Z podłogi podniesie każdy okruszek i czym prędzej poda go komuś, kto jest w pobliżu, a każdą zakurzoną powierzchnię od razu przetrze dłonią lub piżamką ;).
Fikcyjne rozmowy telefoniczne, z pilotem w roli telefonu, potrafią trwać 15 minut i więcej. Cudownie się takie rozmowy ogląda, Mały Książę dyskutuje, gestykuluje, czeka na odpowiedzi od fikcyjnego rozmówcy, robiąc pauzy... No po prostu urocze :).
Zmienił się też sposób zabawy z piaskiem kinetycznym - już nie jest to tylko dotykanie go na różne sposoby, teraz jest to baza do zabawy. Dlatego też dokupiłam pięć kilo tego piasku, a jak tylko będę miała czas to dokupię kolejne pięć kilo :). Mały Książę jeździ po piasku swoją ciężarówką, zostawiając ślady, oglądając je i robiąc vrooom vroooom. Szuka też zakopanych skarbów, a także używa różnych przedmiotów, żeby odbijać ich kształty. Piasek kinetyczny to świetna zabawa również dla nas, rodziców :).
Jedenastego maja na angielskiej playgroupie dzieci dostały duże klocki, takie duże drewniane kostki. Mały Książę nie był nimi za specjalnie zainteresowany, bo w tym samym czasie dostał też flamaster, więc był bardzo zaangażowany w rysowanie (uwielbia rysować!)... aż do momentu, w którym podszedł do nas animator, ukucnął przed Lokisiem i zapytał, pokazując na klocki: "can you stack those blocks?". Na co Lokiś odpowiedział "tak" (pierwszy raz) po czym ułożył wieżę z trzech klocków (pierwszy raz!). Drugą wieżę zbudował już w domu, dwa dni później, z mega blocksów - ale generalnie klocki to taka sobie zabawa, póki co.
Plac zabaw to jeszcze nie jest duża atrakcja. To znaczy, przepraszam bardzo, jest - ale wtedy kiedy może podejść do każdej zabawki i przeanalizować jak działa, gdzie ma śrubki, czy ma jakieś przyciski... Huśtawka jest fajna, ale na dwie-trzy minuty. Zjeżdżalnia jest super (teraz ma zjeżdżalnie też u Babci, więc jest tym bardziej super), ale wszystkie inne zabawki to głównie "a jak to działa?". :)
Kiedy jemy na zewnątrz, w restauracji - Mały Książę je to co my. Siedzi sobie grzecznie przy stole, obserwuje innych ludzi (czasami bardzo nachalnie), "rozmawia" z nami, bawi się swoimi zabawkami, pije sobie napoje, jeśli damy mu rurkę. W weekendy często jemy śniadanie w jednym z warszawskich Cafe Vincent, (bowiem tam są pyszne pain au chocolat, których Francuzowi w Polsce brakuje) - tam akurat nie ma krzesełek dla dzieci, więc Mały Książę zazwyczaj siedzi w wózku i to jest zdecydowanie mniej przyjemne, bo siedzi znacznie niżej niż jest stół i niżej niż my. Jeśli zaś w restauracji jest stolik dla dzieci, tak jak na przykład w Aloha#2 na Białołęce - to nawet nie chce siedzieć z nami tylko od razu siada tam i się bawi :).
Wciąż ma problem z puzzlami i kształtami.
Uwielbia bawić się w naśladowanie. To znaczy, najbardziej lubi być liderem takiej zabawy i chce, żeby to jego naśladować ;), ma z tego bardzo dużo frajdy :).
Poza tym bardzo dużo bawimy się razem również "fizycznie" - rolujemy się, łaskoczemy, tańczymy, Tatuś robi Małemu Księciu samolocik, bawimy się w chowanego pod kocykami i akuku zza kojca i innych rzeczy. To bardzo fajne rodzinne momenty :).
Ach, jeszcze kąpiele. Mały Książę uwielbia kąpiele. Uwielbia malowanie w wannie, ale także chlapanie! Chlapanie wodą uwielbia do tego stopnia, że śmieje się w głos nawet jeśli widzi je w telewizji, w wykonaniu kreskówkowych postaci :).
Strasznie chaotyczny ten post, zdaję sobie z tego sprawę - ale piszę go już prawie tydzień, dodając tu i ówdzie zdanie lub dwa, bo akurat mam taki zabiegany czas :).
***
Jeśli chodzi o obserwowanie (let's be honest, GAPIENIE SIĘ) ludzi, to była też jedna zabawna sytuacja. Byliśmy w UFO (mojej ulubionej pizzerii) i tym razem przy stoliku obok siedziały trzy zakonnice. Ubrane standardowo, jak to zakonnice, na czarno-biało. Mały Książę nie odrywał od nich wzroku nawet na chwilę, aż wprawił je w zakłopotanie, nas trochę też :D. Zwłaszcza, iż siedział tyłem do nich, więc aby na nie patrzeć - cały się wykręcał do tyłu. Wszyscy się trochę podśmiewaliśmy, z młodszymi zakonnicami włącznie, aż w końcu najstarsza z nich zwróciła uwagę, że najwyraźniej Młody nie widuje zakonnic wystarczająco. Well, prawdę mówiąc to nigdy wcześniej ich nie widział ;).
***
Ach, jest jeszcze ciemna strona księżyca ;), Mały Książę wchodzi w słynny "bunt dwulatka" (wiem, wcześnie). Już pomijając fakt, że ten bunt to żaden bunt, tylko głównie frustracja, brak możliwości pełnej komunikacji, bezsilność dziecka w pewnych sytuacjach, niezrozumienie tego co się dzieje lub dlaczego, itd itp to przejawia się on głównie krótkotrwałym płaczem, tudzież gwałtownym siadaniem na podłogę (przy próbie podniesienia go, jeśli nie ma na to ochoty) lub agresywnym rozrzucaniem przedmiotów w zasięgu rąk. Jeśli jest taka możliwość staram się mu wytłumaczyć dlaczego czegoś nie może mieć w tej chwili, albo dlaczego robię coś, czego on akurat nie chce w danym momencie. Jeśli jednak jest to moment, w którym wiem, że nawet nie zauważy mojego tłumaczenia (bo, na przykład, dodatkowo jest też bardzo zmęczony) to po prostu staram się przekierować jego uwagę.
***
Z innych rzeczy - w tym miesiącu byliśmy dwa razy u lekarza, a Mały Książę miał też pobieraną krew. Zniósł to niesamowicie dobrze, przy wbijaniu igły nawet nie drgnął, a kiedy krew zaczęła lecieć to tylko patrzył, bardzo zainteresowany, co się dzieje. Pod koniec musiało go zaboleć jednak, bo już się skrzywił - ale nie płakał. A tuż po dostał dwie naklejki dzielnego pacjenta i wyszedł z nimi zadowolony :).
"Kilka" zdjęć!
Wiek urodzeniowy: 16 miesięcy
Wiek korygowany: 14 miesięcy
Nawet nie wiem od czego zacząć!
Mały Książę ma takie mięśnie, że oboje na niego patrzymy z zazdrością - robienie nożyc przez kilka dobrych minut? Cudowna zabawa! Podnoszenie się do siadania z pozycji leżącej używając tylko mięśni brzucha (aka "brzuszek") - pestka! Wstawanie z podłogi bez podpierania się rękoma - nie ma problemu! Siłę ma taką, że często z Tatusiem wygrywa, kiedy coś sobie wyrywają.
Chodzenie to oczywiście hit tego miesiąca. Wózek to prawie najgorszy wróg, Mały Książę najchętniej wszędzie by chodził. Jest coraz odważniejszy w tym co robi, ba, w domu często nawet biega, zwłaszcza kiedy wie, że może liczyć na pochwały. Myślę, że już niedługo będzie chodził sam bardzo dobrze i wtedy pewnie weźmie się za rozwój mowy :).
Ach, co do mowy! Zaczyna łączyć słowa! "Banana am", "Baba do domu" - występuje razem z machaniem na "papa", podsłuchane u Tatusia "I don't know", które często powtarza ostatnimi dniami, kiedy go o coś pytam. Poza tym powtarza losowe wyrazy ;), na przykład, ostatnio zmieniałam mu pieluszkę i mówiłam mu, że jest taaaaaki brudny. Na co Mały Książę uśmiechnął się i powtórzył "BRUDNY". Innym razem przyszła moja Mama, miała zimne ręce i dotykając mojego synka mówiła "zimne, zimne!", Mały Książę dotknął jej ręki i powtórzył "zimne". Poza tym bardzo dużo mówi po swojemu. Całe historie nam opowiada, zadaje pytania - ale niestety, jeszcze nie do końca go rozumiemy. Za to komunikacja pozasłowna (nie napiszę 'niewerbalna' bo jest również bardzo werbalna ;) ) rozwija się wspaniale! Mały Książę większość sytuacji potrafi opisać za pomocą gestów i dźwięków. Uwaga, będzie przykład.
Przykład: ( :) )
Mały Książę miał katar i którejś nocy tak gęsty, że musieliśmy użyć aspiratorka. Ponieważ moje maleństwo tego nie znosi strasznie - postanowiliśmy użyć tego podłączanego do odkurzacza, żeby było szybciej i żeby mniej go męczyć. Najpierw wpuściliśmy mu mgiełkę z roztworu fizjologicznego do noska, a potem ciach, ciach i aspiratorek był w użyciu. Ale to dla Małego Księcia było tak strasznie nieprzyjemne, że długo musiałam go uspakajać. Następnego dnia rano, jak tylko przyszła do nas moja Mama - mój synek od razu się do niej rzucił i zaczął jej opowiadać co się działo w nocy. Pokazał Disnemar, pokazał, że dostał go do noska, pokazał nawet, że to było psik-psik, przez kurczenie noska i robienie "psi" noskiem. Pokazał, że potem przyszedł Tatuś z odkurzaczem (mamy ręczny odkurzacz, Dyson, trzyma się go w specyficzny sposób i Lokiś w ten sam sposób pokazał trzymanie odkurzacza i do tego dorzucił dźwięk "brruuu brrrruuu"), potem znowu pokazał na nosek i na koniec zrobił smutną minę. Tak wszystko opowiedział, że moja Mama, której przecież przy sytuacji nocnej nie było - wszystko zrozumiała :).
Kiedy Mały Książę czegoś nie rozumie - np. dlaczego coś zniknęło z miejsca, w którym stało wcześniej, albo co się w danym miejscu stało - rozkłada ręce i mówi coś po swojemu. Nie wiem co - ale to jest zawsze to samo, z tą samą intonacją i tymi samymi dźwiękami.
Rozumie większość naszych prób czy też poleceń - podaje nam różne rzeczy, przychodzi (jak mu się chce ;))) ) kiedy go wołamy. Sam też komunikuje świetnie swoje prośby, kiedy chce, żeby coś mu podać, albo coś otworzyć, albo pokazać jak coś zrobić. Kiedy jest głodny to zależnie od tego czy ma ochotę na moje mleko czy też na jedzenie - pokazuje to inaczej. Jest "Mama am" i w skrajnych przypadkach, kiedy bardzo chce mleka to wtedy rzuca się na osobę, która go trzyma, albo na coś co jest w pobliżu i robi buzią "ba ba ba ba" na kimś, tak jak wtedy kiedy był malutki. I potem czeka na efekt ;). Kiedy chce jedzenie to podchodzi do swojego krzesełka do karmienia, puka w nie i powtarza "am am am am". W książeczkach doskonale rozpoznaje różne rzeczy do jedzenia, aczkolwiek na większość z nich mówi po prostu "am".
Aktualnie wszystkie zwierzątka, które mają cztery nogi to koniki i kiedy je pokazuje to robi taki dźwięk jak na konika. (A jak widzi My Little Pony to woła na nie "Tej!" - zupełnie nie wiem dlaczego, ale powtarza to za każdym razem jak widzi reklamy kucyków, figurki, pluszaki, albo nawet jak wskazuje koniki na poduszce.) Uwielbia psy i koty! Uwielbia też ptaki. Mówi "hej" do wszystkich mijanych po drodze gołębi i piesków :). Ostatnio bardzo dużo czasu spędził przed wystawą sklepu zoologicznego przyglądając się z wielką ciekawością wszystkim zwierzątkom w klatkach - więc postanowiliśmy zabrać go do ZOO i to był wielki hit :). Na razie obejrzeliśmy tylko część zwierzątek, małpki, słonie, kilka różnych ptaków, kozy... Ale najbardziej spodobały mu się gęsi, które na niego gęgały i wyciągały do niego dzioby przez ogrodzenie. Śmiał się w głos.
Wracając do jedzenia - tak jak pisałam miesiąc temu, spróbowałam kilka razy słoiczków, ale Mały Książę bardzo zdecydowanie odmówił ich jedzenia. Na szczęście jakoś tak dość płynnie nam się udało i jemy lunch codziennie w ciągu dnia :). Dzięki temu posiłki Małego Księcia nabrały rozpędu - je sam, nie chce już być karmiony. Je też o wiele lepiej - już nie wpycha sobie do buzi za dużych kawałków, tylko ładnie trzyma w ręku coś co je i odgryza małe kawałeczki.
Na śniadanie zawsze daje mu duży wybór: banan, serek, biszkopty bez cukru, parówka sojowa, kanapka, naleśniki, placuszki - różne rzeczy :). Codziennie ma wybór przynajmniej trzech różnych rzeczy i z reguły próbuje wszystkiego. Czasem wychodzą z tego dziwne kombinacje - ostatnio umoczył parówkę zamiast w sosie, który zrobiłam to w serku waniliowym ;), ale cóż. Skoro mu smakuje - niech je! :) Lunche jada ze mną i moją Mamą, kolację jada ze mną i Francuzem. W ciągu dnia zawsze wypija jeszcze przynajmniej jedną kaszkę do picia oraz je owocki w różnej formie. Czasami jeszcze zjada chrupki kukurydziane lub jakąś "słodycz".
Uwielbia tańczyć :). Uwielbia bawić się piłką. Ale największą miłością są samochodziki oraz samochody (te prawdziwe). Nie ma jeszcze jednej ulubionej przytulanki albo zabawki, na razie chyba taką przytulanką i zabawką jestem dla niego ja :).
Wracając do samochodzików i samochodów - ilość czasu jaką potrafi spędzić na zabawie samochodzikami, albo siedząc za kierownicą samochodu - jest niesamowita. Samochodzikami robi wszędzie vrroooooom vrrooooooom i jeździ nimi po całym pokoju. Kupiliśmy mu taki fajny garaż, ze zjeżdżalnią dla samochodów, windą itd - żeby windę podnieść do góry trzeba kręcić taką małą wajchą na górze - bez problemu sobie z tym radzi. Wkłada samochodziki do windy, podciąga na górę... potem robi vroom vrooom na dół :). A i rodzice się fajnie tym garażem mogą pobawić ;). Jednak zajęcie numer 1, hit, hit, hit - to siedzenie za kierownicą prawdziwego samochodu. Udawanie, że się kręci kierownicą, robienie vrooom vroooom, machanie do innych kierowców, jeśli ktoś siedzi w samochodzie obok na parkingu.. Przełączanie stacji radiowych i zmienianie świateł :). Taka zabawa potrafi trwać nawet i godzinę ;).
Do szesnastego miesiąca często "w tle" miałam włączony telewizor, głównie z programami typu Foodnetwork, tudzież Kuchnia+, TLC, TVN Style - Mały Książę nie zwracał na to większej uwagi. Ale w szesnastym miesiącu coś nagle zaskoczyło i teraz telewizor to ogromna atrakcja! Oczywiście najlepiej jeśli są w telewizji kreskówki ;). Wiem, wiem, dziecko do dwóch lat nie powinno mieć styczności z ekranem itd itp. Wiem. Ale rzeczywistość a wytyczne... No wiem, są rodzice idealni, którzy faktycznie o to dbają, ale najwyraźniej ja taka nie jestem. Mały Książę musi dwa razy dziennie brać żelazo, bo okazało się ostatnio, że ma anemię - ale podanie mu tego żelaza graniczy z cudem! Za to jeśli włączymy mu kreskówkę - problem znika, Mały Książę nie dość, że otwiera grzecznie buzię, żelazo wymieszane z czymś zjada, to jeszcze uprzejmie mówi "am" :))). Tak samo bardzo pomocne są kreskówki podczas dłuższej jazdy samochodem, kiedy on już ma kompletnie dosyć wszystkiego i jest na granicy płaczu. Wówczas włączamy Tygryska Daniela i nagle się okazuje, że jeszcze kolejne 20 minut jazdy da się wytrzymać. :) Ulubione kreskówki Małego Księcia to Daniel The Tiger, Sofia The First, Doc McStuffin i Goldie&Bear. Na pozostałe zerknie, ale to wszystko.
Ach, zapomniałabym! Mały Książę uwielbia sprzątać i generalnie we wszystkim pomagać :). Odkurzanie to ogromna atrakcja, a zmiotka i szufelka to "zabawki", które są bardzo cenione w tym miesiącu :). Z podłogi podniesie każdy okruszek i czym prędzej poda go komuś, kto jest w pobliżu, a każdą zakurzoną powierzchnię od razu przetrze dłonią lub piżamką ;).
Fikcyjne rozmowy telefoniczne, z pilotem w roli telefonu, potrafią trwać 15 minut i więcej. Cudownie się takie rozmowy ogląda, Mały Książę dyskutuje, gestykuluje, czeka na odpowiedzi od fikcyjnego rozmówcy, robiąc pauzy... No po prostu urocze :).
Zmienił się też sposób zabawy z piaskiem kinetycznym - już nie jest to tylko dotykanie go na różne sposoby, teraz jest to baza do zabawy. Dlatego też dokupiłam pięć kilo tego piasku, a jak tylko będę miała czas to dokupię kolejne pięć kilo :). Mały Książę jeździ po piasku swoją ciężarówką, zostawiając ślady, oglądając je i robiąc vrooom vroooom. Szuka też zakopanych skarbów, a także używa różnych przedmiotów, żeby odbijać ich kształty. Piasek kinetyczny to świetna zabawa również dla nas, rodziców :).
Jedenastego maja na angielskiej playgroupie dzieci dostały duże klocki, takie duże drewniane kostki. Mały Książę nie był nimi za specjalnie zainteresowany, bo w tym samym czasie dostał też flamaster, więc był bardzo zaangażowany w rysowanie (uwielbia rysować!)... aż do momentu, w którym podszedł do nas animator, ukucnął przed Lokisiem i zapytał, pokazując na klocki: "can you stack those blocks?". Na co Lokiś odpowiedział "tak" (pierwszy raz) po czym ułożył wieżę z trzech klocków (pierwszy raz!). Drugą wieżę zbudował już w domu, dwa dni później, z mega blocksów - ale generalnie klocki to taka sobie zabawa, póki co.
Plac zabaw to jeszcze nie jest duża atrakcja. To znaczy, przepraszam bardzo, jest - ale wtedy kiedy może podejść do każdej zabawki i przeanalizować jak działa, gdzie ma śrubki, czy ma jakieś przyciski... Huśtawka jest fajna, ale na dwie-trzy minuty. Zjeżdżalnia jest super (teraz ma zjeżdżalnie też u Babci, więc jest tym bardziej super), ale wszystkie inne zabawki to głównie "a jak to działa?". :)
Kiedy jemy na zewnątrz, w restauracji - Mały Książę je to co my. Siedzi sobie grzecznie przy stole, obserwuje innych ludzi (czasami bardzo nachalnie), "rozmawia" z nami, bawi się swoimi zabawkami, pije sobie napoje, jeśli damy mu rurkę. W weekendy często jemy śniadanie w jednym z warszawskich Cafe Vincent, (bowiem tam są pyszne pain au chocolat, których Francuzowi w Polsce brakuje) - tam akurat nie ma krzesełek dla dzieci, więc Mały Książę zazwyczaj siedzi w wózku i to jest zdecydowanie mniej przyjemne, bo siedzi znacznie niżej niż jest stół i niżej niż my. Jeśli zaś w restauracji jest stolik dla dzieci, tak jak na przykład w Aloha#2 na Białołęce - to nawet nie chce siedzieć z nami tylko od razu siada tam i się bawi :).
Wciąż ma problem z puzzlami i kształtami.
Uwielbia bawić się w naśladowanie. To znaczy, najbardziej lubi być liderem takiej zabawy i chce, żeby to jego naśladować ;), ma z tego bardzo dużo frajdy :).
Poza tym bardzo dużo bawimy się razem również "fizycznie" - rolujemy się, łaskoczemy, tańczymy, Tatuś robi Małemu Księciu samolocik, bawimy się w chowanego pod kocykami i akuku zza kojca i innych rzeczy. To bardzo fajne rodzinne momenty :).
Ach, jeszcze kąpiele. Mały Książę uwielbia kąpiele. Uwielbia malowanie w wannie, ale także chlapanie! Chlapanie wodą uwielbia do tego stopnia, że śmieje się w głos nawet jeśli widzi je w telewizji, w wykonaniu kreskówkowych postaci :).
Strasznie chaotyczny ten post, zdaję sobie z tego sprawę - ale piszę go już prawie tydzień, dodając tu i ówdzie zdanie lub dwa, bo akurat mam taki zabiegany czas :).
***
Jeśli chodzi o obserwowanie (let's be honest, GAPIENIE SIĘ) ludzi, to była też jedna zabawna sytuacja. Byliśmy w UFO (mojej ulubionej pizzerii) i tym razem przy stoliku obok siedziały trzy zakonnice. Ubrane standardowo, jak to zakonnice, na czarno-biało. Mały Książę nie odrywał od nich wzroku nawet na chwilę, aż wprawił je w zakłopotanie, nas trochę też :D. Zwłaszcza, iż siedział tyłem do nich, więc aby na nie patrzeć - cały się wykręcał do tyłu. Wszyscy się trochę podśmiewaliśmy, z młodszymi zakonnicami włącznie, aż w końcu najstarsza z nich zwróciła uwagę, że najwyraźniej Młody nie widuje zakonnic wystarczająco. Well, prawdę mówiąc to nigdy wcześniej ich nie widział ;).
***
Ach, jest jeszcze ciemna strona księżyca ;), Mały Książę wchodzi w słynny "bunt dwulatka" (wiem, wcześnie). Już pomijając fakt, że ten bunt to żaden bunt, tylko głównie frustracja, brak możliwości pełnej komunikacji, bezsilność dziecka w pewnych sytuacjach, niezrozumienie tego co się dzieje lub dlaczego, itd itp to przejawia się on głównie krótkotrwałym płaczem, tudzież gwałtownym siadaniem na podłogę (przy próbie podniesienia go, jeśli nie ma na to ochoty) lub agresywnym rozrzucaniem przedmiotów w zasięgu rąk. Jeśli jest taka możliwość staram się mu wytłumaczyć dlaczego czegoś nie może mieć w tej chwili, albo dlaczego robię coś, czego on akurat nie chce w danym momencie. Jeśli jednak jest to moment, w którym wiem, że nawet nie zauważy mojego tłumaczenia (bo, na przykład, dodatkowo jest też bardzo zmęczony) to po prostu staram się przekierować jego uwagę.
***
Z innych rzeczy - w tym miesiącu byliśmy dwa razy u lekarza, a Mały Książę miał też pobieraną krew. Zniósł to niesamowicie dobrze, przy wbijaniu igły nawet nie drgnął, a kiedy krew zaczęła lecieć to tylko patrzył, bardzo zainteresowany, co się dzieje. Pod koniec musiało go zaboleć jednak, bo już się skrzywił - ale nie płakał. A tuż po dostał dwie naklejki dzielnego pacjenta i wyszedł z nimi zadowolony :).
"Kilka" zdjęć!
Tuesday, May 3, 2016
Piętnaście miesięcy Małego Księcia
2016-04-22
Wiek urodzeniowy: 15 miesięcy
Wiek korygowany: 13 miesięcy
Wzrost i waga: dopiero czwartego maja mamy check up u neonatologa (ach te terminy w PL!, zapisywałam się jeszcze w marcu...), ale jeśli wierzyć naszej domowej miarce to nasz Mały Książę ma już trochę ponad 76cm i waży 10,5kg
Z nowości: mamy PESEL :) (I Francuz Tatuś też dostał PESEL).
W zeszłym miesiącu reagował tylko na angielskie pytanie "how big you are", teraz reaguje też na polską wersję :). Generalnie rzecz biorąc, jeśli chodzi o język, to największy kontakt ma z angielskim i polskim, z francuskim nieco mniejszy. Po angielsku rozmawiamy w domu (ja i Francuz) oraz dwa razy w tygodniu chodzimy na angielską grupę; po polsku mówi do niego cały czas moja Mama i wszyscy inni ;), a z francuskim ma styczność głównie na grupach, bo Tatuś w sumie nie bardzo ma kiedy do niego mówić w tym języku. Czasami sobie śpiewamy francuskie piosenki. :) Zauważyliśmy (głównie ja i moja Mama), że bardzo się ożywa kiedy słyszy język angielski używany przez innych ludzi.
Słowa, które wymawia są mieszane. W tym miesiącu zdecydowanie króluje MAMA. Na Tatę woła czasami "Tata", czasami "Dadi", nie wiem od czego to zależy. Zaraz potem, najczęstsze słowa to... "am am". A głodny jest ostatnio prawie cały czas! Kolejnym dominującym obecnie słowem jest "daj". Zdecydowanie zmniejszyła się intensywność "cat", pojawił się "dog". Kiedy moja Mama narzekała, że jej ręce są zimne - Mały Książę grzecznie po niej powtórzył "zimne". Zaczął robić "vrooom" podczas zabawy samochodzikami oraz woła "hi!" na spacerach do wszystkich ptaszków i piesków :). Ach, i jeszcze zapytany jak robi konik - kląska tak jak konik robi kopytkami. Mam jednak wrażenie, że tak się skoncentrował na chodzeniu, że mówienie na razie poszło trochę w odstawkę.
9 kwietnia Mały Książę zaczął chodzić ;). Ot tak po prostu, wyrwał się z ramion Tatusia i przybiegł do mnie. Uwielbia to i uwielbia być za chodzenie chwalony ;), ale też przeuroczo się złości jeśli upadnie. Także teraz chodzimy często za rączkę - jeszcze nie na duże dystanse, no, ale! :) Nie od razu Rzym zbudowano. A Mały Książę chciałby chodzić cały czas i wózek to aktualnie niemalże wróg numer jeden ;).
Często też staje opierając się na stopach i dłoniach, po czym głowę wkłada między ręce i ogląda sobie świat do góry nogami. Sprawia mu to dużo frajdy :).
Po schodach do góry umie wejść (trzymany za rączki) bezbłędnie, ba, nawet robi kroki jak dorosły, jedna noga na jeden stopień. Schodzenie to zupełnie inna bajka i nie ma pojęcia o co w niej chodzi.
Nie ma najmniejszego problemu z kucaniem albo schylaniem się by dosięgnąć do zabawki, która jest na podłodze.
Zaczyna jeść sam łyżeczką, coraz sprawniej mu wychodzi nabieranie i celowanie do buzi, chociaż często zdarza mu się w trakcie przenoszenia jedzenia łyżeczkę obrócić ;). Zaczął sam jeść kanapki (odważyliśmy się mu dać większy kawałek chlebka z serkiem, a nie jak dotąd, podziubany na malutkie kawałki - i okazało się, że idzie mu całkiem nieźle). Zaczyna też pić sam z normalnego kubeczka. Jeszcze się trochę oblewa - ale jest coraz lepiej. Ćwiczymy :)))
Daje buzi! Kiedy go prosimy i kiedy go nie prosimy czasami też! I jest to cudownie urocze. Rzuca mi się na szyję, żeby się przytulić, a ja się rozpływam z miłości :). Potrafi podejść do mnie albo do Taty i przytulić się czule głaszcząc równocześnie swoją "ofiarę" po obydwu policzkach. Albo po prostu bierze czyjąś twarz w dłonie (najczęściej moją) i wtedy daje buzi. Uwielbiam, rozpływam się :).
Jeśli chodzi o jedzenie - to wciąż nie mam dobrze tego opracowanego. We Francji mieliśmy lepszy plan dnia, Francuz był w domu codziennie między 12 a 14, razem jedliśmy lunch, Mały Książę też. Teraz w tych godzinach Francuz jest w pracy i czas lunchu nam się kompletnie rozmywa.
Wciąż głównym jego pożywieniem jest moje mleko - a ostatnio mamy dni "niemowlęce", mógłby jeść i ssać cały czas, wraca do mnie co pół godziny albo i częściej, podczas zabawy, żeby się na trochę przykleić do sutka :). A poza tym, przykładowo, jemy tak:
Śniadanie: owoce (najczęściej pół banana i trochę truskawek, lub banan i mango) zmiksowane z serkiem Rolmlecz, a potem mała kanapka z czymś - czasami całość zamiennie z kaszką ryżową lub muffinkami.
II śniadanie: deserek czekoladowy, jogurt morelowy albo owocki z tubki
Obiad: no i tu właśnie kulejemy. Jak Babcia ugotuje nam zupkę to jemy zupkę, a jak nie - to trochę jakieś losowe rzeczy. Muszę jeszcze popracować nad tym planem dnia. Moja Mama proponuje mi korzystanie ze słoiczków - no i sama nie wiem, może się w końcu ugnę...
Podwieczorek: kaszka czekoladowa lub herbatnikowa - do picia. Te polskie mają tylko 200ml, francuskie miały 250ml, a jego ulubiona była o smaku pain au chocolat. Zdarza mu się również zjeść batonik dla dzieci, czekoladowy - tylko tu musimy zawsze zwracać uwage na cukier, bo chociaż tego cukru w batoniku nie jest dużo - 10g, to jednak jest. A potem Mały Książę dostaje takiego kopa energetycznego, że szaleje. Dlatego ostatnia godzina, o której może zjeść batonik to 17, jeśli zje później to kiepsko wygląda chodzenie spać o normalnej porze :).
Kolacja: zazwyczaj je to samo co my, tylko oczywiście w mniejszych ilościach. Dzisiaj na przykład jedliśmy na kolację sałatki - feta z oliwkami i pomidorkami cherry oraz mozzarelka z pomidorkami i pesto. Mały Książę dostał głównie mozzarelkę z pomidorkami koktajlowymi (bez pesto). Zdarza się też, że zaśnie wcześniej niż jemy kolację - ale to nie ma dla niego dużego znaczenia, wieczorem jest i tak nastawiony głównie na mleko, więc kolacją bardziej się bawi niż ją je ;).
Także: obiady do poprawki. To kwestia poprawnej organizacji.
Uparcie próbuje założyć sobie sam skarpetki - ale jeszcze mu to nie wychodzi, chociaż próbuje rozciągać skarpetkę to ma problem z wcelowaniem stopą w dziurkę :). Za to zdejmowanie skarpetek - pierwsza klasa ;). Potrafi też sobie zdjąć body, jeśli mu rozepniemy w kroku. Po wysuszeniu sam też zdejmuje z siebie ręcznik-ponczo :). Opanował również zdejmowanie pieluszki do tego stopnia, że przerzuciliśmy się już tylko i wyłącznie na pieluchomajtki - w tej chwili kupujemy Pampers Premium Care w rozmiarze 5 albo Baby Dry w rozmiarze 4+.
Za to świetnie się sam czesze (a także mnie czy też Babcię) oraz używa pilniczka (trochę na niby, ale wie doskonale do czego to służy i próbuje imitować :) ). Zęby myje sam, ale tak to lubi, że płacze jak zabieram mu szczoteczkę - więc zaczęłam sama mu szczotkować, a kiedy mija czas to chowając szczoteczkę rozpraszam go szybko inną zabawką.
Macha "papa" i czasami na cześć. Podaje rączkę na cześć (ale nie każdemu) oraz przybija piątkę. :) Uczymy się robić żółwika. Bardzo lubi granie w łapki "si si my baby" - sam nie gra, ale wystawia rączki i cieszy się jak ja gram o jego rączki.
Jeśli chodzi o zabawy - wciąż klocki nie są jego mocną stroną, zwłaszcza, że Ciocia Amie nauczyła go ostatnio jak fajnie się klocki... rozrzuca ;), zamiast układać :P. Czasami złączy dwa klocki (mega blocks), ale nie bawi go to. Bardzo lubi samochodziki - ma samochodziki Duplo i samochodzik Oball, a w tym tygodniu przyjedzie do nas jeszcze garaż Tut Tut i trzy samochodziki Tut Tut :). Jeździ nimi i robi vrooom vrooom. :). Lubi też przewracać swój skuter, po czym używa koła jako kierownicy.
Naśladuje rozmowy telefoniczne :D. Od kiedy jesteśmy w Polsce to zdecydowanie rzadziej używamy FaceTime, a częściej w użyciu jest telefon. Mały Książę podpatrzył i teraz często używa pilotów jako telefonów, również swojego telefonu, ale też czasami losowych rzeczy - przykłada je do ucha i imituje całą rozmowę, łącznie z czekaniem aż jego fikcyjny rozmówca coś mu odpowie ;).
Potrafi pokazać gdzie są oczka, nosek, buzia, ale na razie to wszystko. Za to reaguje na to pytanie zarówno kiedy pytamy po angielsku jak i po polsku. I potrafi je pokazać nie tylko na sobie, ale też na ludziach oraz na zwierzątkach w książkach.
Ma problem z puzzlami - niezbyt dobrze mu idzie dopasowywanie kształtów.
Wciąż ulubioną aktywnością jest rysowanie, zwłaszcza w wannie (bo wygodniej niż na kartce).
Kiedy się przewróci i uderzy o coś - to natychmiast nam pokazuje gdzie się uderzył i o co.
Przez kilka dni przejawiał dziwne zachowanie - mianowicie udawał, że się uderzył i pokazywał nam coś, co nie miało miejsca, albo też siadał i specjalnie się lekko uderzał, po czym przychodził się poskarżyć, że się uderzył. Czasami też po prostu wskazywał, że boli główka (co doprowadziło mnie trochę do paniki) - ale na szczęście trwało to tylko kilka dni i mu przeszło :).
Zaczął lubić pluszaki - ostatnio w Ikei sam sobie wziął z półki pluszowego pieska i tak go przytulał, że po prostu musieliśmy go wziąć. Teraz go przytula za każdym razem kiedy go zobaczy. Wszystkie pluszaki oraz swoją lalkę również namiętnie karmi różnymi rzeczami, także swoją kaszką ;).
Jeśli chodzi o spanie, to bez zmian. Wstaje rano o 6:00 - 7:00, pierwszą drzemkę ma około 9:00 - 10:00 (więc na grupach jest jak śnięta ryba) - ostatnimi dniami chyba się a drzemka przesunęła trochę bliżej 10:00 - 11:00 (oby). Druga drzemka jest około 13:00 - 14:00. Pomiędzy 18 a 19 kąpiel, a pomiędzy 19 i 20 już śpi. :)
Wyszedł mu kolejny ząbek na dole oraz wciąż wychodzą i nie mogą wyjść górne kiełki...! Ale może już niedługo. Także stan na chwilę obecną: zębów osiem i dwa w "przygotowaniu". Gryziemy wszystko co się da i co się nie da, bo dziąsła swędzą. Biedny.
***
Jestem przekonana, że jeszcze o czymś nie pamiętam ;), no, ale - no nie pamiętam!
A, jeśli chodzi o lustro, to dalej tak samo lubi robić minki i machać do siebie w lustrze, to się nie zmieniło. Bez problemu też patrzy na nas przez lustro, niezależnie od tego czy widzi nas obok siebie czy nie. Ale to w sumie robi od tak dawna, że nawet nie pamiętam od kiedy. Co jest nowością to to, że zaczął też znajdywać inne powierzchnie, które odbijają jego wizerunek - i tak na przykład, ostatnio miał dużo frajdy, kiedy zobaczył swoją (zniekształconą) twarz w pokrywce patelni czy też w zabawkowym lusterku z folii. Śmiał się z tego w głos.
Ok, więcej nie pamiętam, ale jest po pierwszej w nocy , moi chłopcy już śpią, a ja biegnę do nich dołączyć. :)
Wiek urodzeniowy: 15 miesięcy
Wiek korygowany: 13 miesięcy
Wzrost i waga: dopiero czwartego maja mamy check up u neonatologa (ach te terminy w PL!, zapisywałam się jeszcze w marcu...), ale jeśli wierzyć naszej domowej miarce to nasz Mały Książę ma już trochę ponad 76cm i waży 10,5kg
Z nowości: mamy PESEL :) (I Francuz Tatuś też dostał PESEL).
W zeszłym miesiącu reagował tylko na angielskie pytanie "how big you are", teraz reaguje też na polską wersję :). Generalnie rzecz biorąc, jeśli chodzi o język, to największy kontakt ma z angielskim i polskim, z francuskim nieco mniejszy. Po angielsku rozmawiamy w domu (ja i Francuz) oraz dwa razy w tygodniu chodzimy na angielską grupę; po polsku mówi do niego cały czas moja Mama i wszyscy inni ;), a z francuskim ma styczność głównie na grupach, bo Tatuś w sumie nie bardzo ma kiedy do niego mówić w tym języku. Czasami sobie śpiewamy francuskie piosenki. :) Zauważyliśmy (głównie ja i moja Mama), że bardzo się ożywa kiedy słyszy język angielski używany przez innych ludzi.
Słowa, które wymawia są mieszane. W tym miesiącu zdecydowanie króluje MAMA. Na Tatę woła czasami "Tata", czasami "Dadi", nie wiem od czego to zależy. Zaraz potem, najczęstsze słowa to... "am am". A głodny jest ostatnio prawie cały czas! Kolejnym dominującym obecnie słowem jest "daj". Zdecydowanie zmniejszyła się intensywność "cat", pojawił się "dog". Kiedy moja Mama narzekała, że jej ręce są zimne - Mały Książę grzecznie po niej powtórzył "zimne". Zaczął robić "vrooom" podczas zabawy samochodzikami oraz woła "hi!" na spacerach do wszystkich ptaszków i piesków :). Ach, i jeszcze zapytany jak robi konik - kląska tak jak konik robi kopytkami. Mam jednak wrażenie, że tak się skoncentrował na chodzeniu, że mówienie na razie poszło trochę w odstawkę.
9 kwietnia Mały Książę zaczął chodzić ;). Ot tak po prostu, wyrwał się z ramion Tatusia i przybiegł do mnie. Uwielbia to i uwielbia być za chodzenie chwalony ;), ale też przeuroczo się złości jeśli upadnie. Także teraz chodzimy często za rączkę - jeszcze nie na duże dystanse, no, ale! :) Nie od razu Rzym zbudowano. A Mały Książę chciałby chodzić cały czas i wózek to aktualnie niemalże wróg numer jeden ;).
Często też staje opierając się na stopach i dłoniach, po czym głowę wkłada między ręce i ogląda sobie świat do góry nogami. Sprawia mu to dużo frajdy :).
Po schodach do góry umie wejść (trzymany za rączki) bezbłędnie, ba, nawet robi kroki jak dorosły, jedna noga na jeden stopień. Schodzenie to zupełnie inna bajka i nie ma pojęcia o co w niej chodzi.
Nie ma najmniejszego problemu z kucaniem albo schylaniem się by dosięgnąć do zabawki, która jest na podłodze.
Zaczyna jeść sam łyżeczką, coraz sprawniej mu wychodzi nabieranie i celowanie do buzi, chociaż często zdarza mu się w trakcie przenoszenia jedzenia łyżeczkę obrócić ;). Zaczął sam jeść kanapki (odważyliśmy się mu dać większy kawałek chlebka z serkiem, a nie jak dotąd, podziubany na malutkie kawałki - i okazało się, że idzie mu całkiem nieźle). Zaczyna też pić sam z normalnego kubeczka. Jeszcze się trochę oblewa - ale jest coraz lepiej. Ćwiczymy :)))
Daje buzi! Kiedy go prosimy i kiedy go nie prosimy czasami też! I jest to cudownie urocze. Rzuca mi się na szyję, żeby się przytulić, a ja się rozpływam z miłości :). Potrafi podejść do mnie albo do Taty i przytulić się czule głaszcząc równocześnie swoją "ofiarę" po obydwu policzkach. Albo po prostu bierze czyjąś twarz w dłonie (najczęściej moją) i wtedy daje buzi. Uwielbiam, rozpływam się :).
Jeśli chodzi o jedzenie - to wciąż nie mam dobrze tego opracowanego. We Francji mieliśmy lepszy plan dnia, Francuz był w domu codziennie między 12 a 14, razem jedliśmy lunch, Mały Książę też. Teraz w tych godzinach Francuz jest w pracy i czas lunchu nam się kompletnie rozmywa.
Wciąż głównym jego pożywieniem jest moje mleko - a ostatnio mamy dni "niemowlęce", mógłby jeść i ssać cały czas, wraca do mnie co pół godziny albo i częściej, podczas zabawy, żeby się na trochę przykleić do sutka :). A poza tym, przykładowo, jemy tak:
Śniadanie: owoce (najczęściej pół banana i trochę truskawek, lub banan i mango) zmiksowane z serkiem Rolmlecz, a potem mała kanapka z czymś - czasami całość zamiennie z kaszką ryżową lub muffinkami.
II śniadanie: deserek czekoladowy, jogurt morelowy albo owocki z tubki
Obiad: no i tu właśnie kulejemy. Jak Babcia ugotuje nam zupkę to jemy zupkę, a jak nie - to trochę jakieś losowe rzeczy. Muszę jeszcze popracować nad tym planem dnia. Moja Mama proponuje mi korzystanie ze słoiczków - no i sama nie wiem, może się w końcu ugnę...
Podwieczorek: kaszka czekoladowa lub herbatnikowa - do picia. Te polskie mają tylko 200ml, francuskie miały 250ml, a jego ulubiona była o smaku pain au chocolat. Zdarza mu się również zjeść batonik dla dzieci, czekoladowy - tylko tu musimy zawsze zwracać uwage na cukier, bo chociaż tego cukru w batoniku nie jest dużo - 10g, to jednak jest. A potem Mały Książę dostaje takiego kopa energetycznego, że szaleje. Dlatego ostatnia godzina, o której może zjeść batonik to 17, jeśli zje później to kiepsko wygląda chodzenie spać o normalnej porze :).
Kolacja: zazwyczaj je to samo co my, tylko oczywiście w mniejszych ilościach. Dzisiaj na przykład jedliśmy na kolację sałatki - feta z oliwkami i pomidorkami cherry oraz mozzarelka z pomidorkami i pesto. Mały Książę dostał głównie mozzarelkę z pomidorkami koktajlowymi (bez pesto). Zdarza się też, że zaśnie wcześniej niż jemy kolację - ale to nie ma dla niego dużego znaczenia, wieczorem jest i tak nastawiony głównie na mleko, więc kolacją bardziej się bawi niż ją je ;).
Także: obiady do poprawki. To kwestia poprawnej organizacji.
Uparcie próbuje założyć sobie sam skarpetki - ale jeszcze mu to nie wychodzi, chociaż próbuje rozciągać skarpetkę to ma problem z wcelowaniem stopą w dziurkę :). Za to zdejmowanie skarpetek - pierwsza klasa ;). Potrafi też sobie zdjąć body, jeśli mu rozepniemy w kroku. Po wysuszeniu sam też zdejmuje z siebie ręcznik-ponczo :). Opanował również zdejmowanie pieluszki do tego stopnia, że przerzuciliśmy się już tylko i wyłącznie na pieluchomajtki - w tej chwili kupujemy Pampers Premium Care w rozmiarze 5 albo Baby Dry w rozmiarze 4+.
Za to świetnie się sam czesze (a także mnie czy też Babcię) oraz używa pilniczka (trochę na niby, ale wie doskonale do czego to służy i próbuje imitować :) ). Zęby myje sam, ale tak to lubi, że płacze jak zabieram mu szczoteczkę - więc zaczęłam sama mu szczotkować, a kiedy mija czas to chowając szczoteczkę rozpraszam go szybko inną zabawką.
Macha "papa" i czasami na cześć. Podaje rączkę na cześć (ale nie każdemu) oraz przybija piątkę. :) Uczymy się robić żółwika. Bardzo lubi granie w łapki "si si my baby" - sam nie gra, ale wystawia rączki i cieszy się jak ja gram o jego rączki.
Jeśli chodzi o zabawy - wciąż klocki nie są jego mocną stroną, zwłaszcza, że Ciocia Amie nauczyła go ostatnio jak fajnie się klocki... rozrzuca ;), zamiast układać :P. Czasami złączy dwa klocki (mega blocks), ale nie bawi go to. Bardzo lubi samochodziki - ma samochodziki Duplo i samochodzik Oball, a w tym tygodniu przyjedzie do nas jeszcze garaż Tut Tut i trzy samochodziki Tut Tut :). Jeździ nimi i robi vrooom vrooom. :). Lubi też przewracać swój skuter, po czym używa koła jako kierownicy.
Naśladuje rozmowy telefoniczne :D. Od kiedy jesteśmy w Polsce to zdecydowanie rzadziej używamy FaceTime, a częściej w użyciu jest telefon. Mały Książę podpatrzył i teraz często używa pilotów jako telefonów, również swojego telefonu, ale też czasami losowych rzeczy - przykłada je do ucha i imituje całą rozmowę, łącznie z czekaniem aż jego fikcyjny rozmówca coś mu odpowie ;).
Potrafi pokazać gdzie są oczka, nosek, buzia, ale na razie to wszystko. Za to reaguje na to pytanie zarówno kiedy pytamy po angielsku jak i po polsku. I potrafi je pokazać nie tylko na sobie, ale też na ludziach oraz na zwierzątkach w książkach.
Ma problem z puzzlami - niezbyt dobrze mu idzie dopasowywanie kształtów.
Wciąż ulubioną aktywnością jest rysowanie, zwłaszcza w wannie (bo wygodniej niż na kartce).
Kiedy się przewróci i uderzy o coś - to natychmiast nam pokazuje gdzie się uderzył i o co.
Przez kilka dni przejawiał dziwne zachowanie - mianowicie udawał, że się uderzył i pokazywał nam coś, co nie miało miejsca, albo też siadał i specjalnie się lekko uderzał, po czym przychodził się poskarżyć, że się uderzył. Czasami też po prostu wskazywał, że boli główka (co doprowadziło mnie trochę do paniki) - ale na szczęście trwało to tylko kilka dni i mu przeszło :).
Zaczął lubić pluszaki - ostatnio w Ikei sam sobie wziął z półki pluszowego pieska i tak go przytulał, że po prostu musieliśmy go wziąć. Teraz go przytula za każdym razem kiedy go zobaczy. Wszystkie pluszaki oraz swoją lalkę również namiętnie karmi różnymi rzeczami, także swoją kaszką ;).
Jeśli chodzi o spanie, to bez zmian. Wstaje rano o 6:00 - 7:00, pierwszą drzemkę ma około 9:00 - 10:00 (więc na grupach jest jak śnięta ryba) - ostatnimi dniami chyba się a drzemka przesunęła trochę bliżej 10:00 - 11:00 (oby). Druga drzemka jest około 13:00 - 14:00. Pomiędzy 18 a 19 kąpiel, a pomiędzy 19 i 20 już śpi. :)
Wyszedł mu kolejny ząbek na dole oraz wciąż wychodzą i nie mogą wyjść górne kiełki...! Ale może już niedługo. Także stan na chwilę obecną: zębów osiem i dwa w "przygotowaniu". Gryziemy wszystko co się da i co się nie da, bo dziąsła swędzą. Biedny.
***
Jestem przekonana, że jeszcze o czymś nie pamiętam ;), no, ale - no nie pamiętam!
A, jeśli chodzi o lustro, to dalej tak samo lubi robić minki i machać do siebie w lustrze, to się nie zmieniło. Bez problemu też patrzy na nas przez lustro, niezależnie od tego czy widzi nas obok siebie czy nie. Ale to w sumie robi od tak dawna, że nawet nie pamiętam od kiedy. Co jest nowością to to, że zaczął też znajdywać inne powierzchnie, które odbijają jego wizerunek - i tak na przykład, ostatnio miał dużo frajdy, kiedy zobaczył swoją (zniekształconą) twarz w pokrywce patelni czy też w zabawkowym lusterku z folii. Śmiał się z tego w głos.
Ok, więcej nie pamiętam, ale jest po pierwszej w nocy , moi chłopcy już śpią, a ja biegnę do nich dołączyć. :)
Subscribe to:
Posts (Atom)




















