Friday, January 1, 2016

Le roi 2015 est mort, vive le roi 2016 ! (obrazkowe podsumowanie)

...czyli "krótkie", personalne podsumowanie roku :).

Co roku, na Facebooku, albo w swoim pamiętniku, robiłam podsumowanie kulturalne. Ile przeczytałam książek (wychodziło mi około 100), ile zobaczyłam ciekawych filmów, ile razy byłam w teatrze itd itp.
W tym roku... No cóż. Nie wiem zupełnie ile przeczytałam książek, ale do setki raczej się tym razem nie zbliżyłam. Obstawiam około sześćdziesięciu, jeśli kiedyś będę miała wystarczająco dużo czasu - policzę ;). W kinie ani w teatrze nie byłam nawet raz, za to Netflix został jednym z moich najlepszych przyjaciół ;).

STYCZEŃ
Rok 2015 rozpoczęłam w szpitalu. Przerażona, z wenflonem wbitym w rączkę, naszpikowana lekami uspokajającymi. W samym początku siódmego miesiąca ciąży. O północy staliśmy z Francuzem w małym, szpitalnym pokoju i obejmując się, oglądaliśmy przez okno sztuczne ognie. Cały styczeń był dla mnie jak sen, czy też raczej jak koszmar, nieustanne czekanie, liczyła się każda godzina, którą mój Mały Książę spędził w moim brzuszku. Po raz pierwszy leciałam helikopterem! Kiedy to transportowano mnie ze szpitala w Cannes do szpitala z oddziałem reanimacyjnym dla noworodków, w Nicei. Styczeń to również niekończący się miesiąc pełen igieł, pobrań krwi, niezliczonych leków, godzin pod KTG i VTC... I pełen strachu i depresji. W połowie miesiąca zaczęłam mocno puchnąć, preklampsja była już bardzo potężna. 20 stycznia praktycznie przestały mi działać nerki, wysiadała wątroba - podjęto decyzję o wywołaniu porodu... 22 stycznia, przez cesarskie cięcie ratujące życie (odklejanie się łożyska, krwotok), na świat przyszedł mój Mały Książę, mój tyci tyci ukochany Książę. Ze szpitala wyszłam 28 stycznia, a moje ukochane Książątko przewieziono do szpitala w Cannes 30 stycznia.



LUTY
Luty to miesiąc wizyt w szpitalu. To wielogodzinne kangurowanie, odciąganie mleka, tulenie mojego maleństwa, próby karmienia piersią. To moje płakanie wieczorami, jedzenie tony ptasiego mleczka od mojej Mamy, to zastrzyki codziennie i wreszcie zakrzepica, od której zastrzyki mnie nie uchroniły. To tęsknota ogromna za moim Małym Księciem, to codziennie o północy i codziennie z samego rana - na oddział neonatologiczny, by dowiedzieć się jak minął wieczór, jak minęła noc. Aż wreszcie, pod koniec miesiąca, to również czas nagłych przygotowań, bo przecież nie mieliśmy jeszcze niczego przygotowanego! Łóżeczka, miejsca, czegokolwiek. To pomoc całej rodziny, mojej i Francuza. Nie wiem jak bez nich wszystkich byśmy sobie poradzili. Mały Książę wyszedł do domu 26 lutego, dzień przed urodzinami Francuza :)






MARZEC
W marcu przyzwyczajaliśmy się do siebie, uczyliśmy się siebie nawzajem. Chodziliśmy na piękne spacery i patrzyliśmy z góry na panoramę Mougins-Grasse, na góry w oddali. To długie karmienia piersią, dłuuuuuugie, cudowne godziny przytulania się, to jedzenie czekolady, oglądanie Netflixa i powolne zakochiwanie się w sobie nawzajem. To również pierwsze szczepienia i trzy dni spędzone z tej okazji w szpitalu.







KWIECIEŃ
Pierwsza wspólna Wielkanoc :). Pierwszy uśmiech. Pierwsze zadławienie się Małego Księcia, krótkotrwała (na szczęście) śpiączka, pierwsza wizyta na ER. To wszystko w pierwszym tygodniu :), potem miesiąc już był spokojny. :) Pod koniec miesiąca - drugie szczepienia i 48 godzinne czuwanie nad naszym maluszkiem, ale tym razem już w domu, nie w szpitalu.




MAJ
Pierwsza wizyta z Małym Księciem w Marinelandzie! To miesiąc uśmiechów, spacerów i kolejnego szczepienia :). Miesiąc wspólnych spacerów, bycia razem jako rodzina, pierwszego wspólnego pływania, a także - moja Mama przyjechała :).





CZERWIEC

W czerwcu po raz pierwszy zabraliśmy Małego Księcia do naszej ulubionej kafejki nad brzegiem morza, w Juan les Pins. Po raz pierwszy zabraliśmy nasze maleństwo na piknik w lesie, na nocny spacer w Antibes, zaliczyliśmy też ponownie Marineland! Nasz maluszek pierwszy raz postawił stopy w morskiej wodzie. Polowaliśmy też na rzeźby w Mougins, przechadzaliśmy się po murach obronnych fortu... Czerwiec był piękny. 






LIPIEC

W lipcu wygrałam czerwcowe wyzwanie Szuflady. Zrobiłam też pierwszą torebkę sensoryczną dla Małego Księcia. Ponownie odwiedziliśmy wodne królestwo delfinów i orek - nawet dwa razy, a za drugim razem maleństwo z wielkim zainteresowaniem śledziło delfiny. Wzięliśmy też udział w pokazie sztucznych ogni w Mougins. Zwiedziliśmy też kilka okolicznych miasteczek, stare opactwo, Valbonne... 





SIERPIEŃ

W sierpniu ożywiliśmy naszą ścianę :). Mieliśmy też odwiedziny mojej Mamy i Kuby i robiliśmy razem bardzo dużo rzeczy! Oglądaliśmy przepiękny pokaz sztucznych ogni w Juan les Pins, popłynęliśmy jachtem na wyspę Świętej Małgorzaty, gdzie pływaliśmy w morzu i piknikowaliśmy w lesie. Polowaliśmy na rzeźby w Antibes, pokazywaliśmy rodzicom słynny czerwony dywan w Cannes, zwiedzaliśmy plaże (i nie tylko) w Nicei... Zdarzyło nam się nawet zmienić pieluszkę naszego synka na bagażniku BMW Kuby, stojącym na skraju autostrady ;). W sierpniu też Mały Książę zaczął sam podciągać się do wstawania, a także pierwszy raz miał gorączkę! To był miesiąc pełen przygód :). Z okazji moich urodzin odwiedziliśmy nową restaurację w nowym dla nas miasteczku, a ja wykorzystałam też chwilę wolnego czasu, żeby namalować kilka obrazów. Oczywiście również odwiedziliśmy kilka razy Mougins Village, wieczorami, bo wtedy wygląda najpiękniej :). 






WRZESIEŃ

We wrześniu delfiny zrobiły jeszcze większą furorę. We wrześniu w końcu zrobiliśmy i wysłaliśmy zawiadomienia do (francuskiej) rodziny (z informacją o tym, że urodził się Mały Książę). We wrześniu też zrobiłam dla Przyjaciółki okładkę na LiveScribe'owy notes (na urodziny) oraz parę innych rzeczy - na przykład decoupagowe pudełko. Mały Książę pierwszy raz jadł lody - w naszej ulubionej lodziarni w Juan les Pins zjadł sorbet bananowy. Mój ukochany synek namalował też swój pierwszy obraz, pierwszy raz zjechał ze zjeżdżalni oraz obejrzał z nami swoje pierwsze zaćmienie księżyca :).





PAŹDZIERNIK

Czasu na hobby (modelinę) mam coraz więcej :). Przyjechała też Mama! Mały Książę zachwycony jest zjeżdżalnią. W październiku również zaatakowała nas woda - zaledwie jeden wieczór potężnych burz spowodował ogromne zniszczenia w regionie. Niestety, bardzo ucierpiał również Marineland, który został z tego powodu czasowo zamknięty. Mały Książę wyhodował dwa pierwsze ząbki i jeździł na barana u Taty :). Z pięknych miejsc - odwiedziliśmy między innymi lotusowe jezioro. Zrobiłam drugą butelkę sensoryczną. Zaczęłam współpracę z moją siostrą :). Spędziliśmy Halloween na imprezie organizowanej przez Mougins Village.






LISTOPAD

Bardzo ciepły listopad, Mały Książę chodził po piasku i moczył nóżki w wodzie morza Śródziemnego. Ja lepiłam dużo z modeliny. Zrobiłam okładkę dla Justyny (Secret Santa) oraz całą masę rzeczy dla Przyjaciółki, bowiem stworzyłam dla niej kalendarz adwentowy, który miał na celu przypomnieć jej magię Świąt, chociaż odrobinę :). Mały Książę wyhodował dwa kolejne zęby - tym razem dwa górne. Ponownie odwiedziliśmy restauracje oraz korzystaliśmy z pogody na rodzinnych spacerach :). Zrobiliśmy też sesję zdjęciową (we własnym zakresie) Małego Księcia w stroju Mikołaja - a jedno z tych zdjęć wykorzystaliśmy jako pocztówkę świąteczną. W listopadzie także mój Luby dostał nową pracę, uwaga, w Warszawie ;), w związku z powyższym w lutym opuszczamy Mougins, by zamieszkać na Mokotowie :).





GRUDZIEŃ

Miesiąc prezentów! W tym miesiącu dostałam paczuszkę od mojego Secret Santa, od Sylwii i Filipka z bloga http://malalyzeczka.blogspot.fr . Dostałam prześliczny zimowy kubeczek, bardzo (bardzo bardzo) smaczne, truskawkowe cukierki, przepyszną oliwę oraz cudowną, ręcznie robioną karteczkę (reniferki z odcisków paluszków to wspaniały pomysł!). Dostaliśmy też kilka paczek - najpierw imieninową dla mnie, od mojej Mamy, potem świąteczną dla nas wszystkich, również od mojej Mamy, następnie od Cioci Iwonki i Maćka (z Magdą), trafiła się nawet paczuszka od Mamy mojego Francuza! Miesiąc prezentów. Koniec końców pod choinką mieliśmy ich całe mnóstwo!!! W tym miesiącu odwiedziliśmy kilka Jarmarków Świątecznych w różnych miasteczkach dookoła nas, poszliśmy również na bardzo miły wigilijny spacer w Valbonne, przed kolacją :). Zrobiłam setkę pierogów, setkę uszek, pyszną sałatkę, genialny (słowa Francuza) pasztet z fasoli, brownie-muffinki, maślane ciasteczka, ciasto z kremem korzennym (którego składu za Chiny Ludowe nie powtórzę, bo zrobiłam go tak przypadkowo, że szok - a szkoda, bo krem wyszedł naprawdę pyszny). Po Świętach odwiedziła nas rodzina Francuza i przywiozła kolejne prezenty, w tym mały motor dla Małego Księcia :). Sylwestra spędziliśmy w domu - tym razem nie chciałam oglądać sztucznych ogni w Cannes. I to by chyba było na tyle... :))







2 comments:

  1. Słodziak jakich mało. ważne, że zdrowy! :)

    ReplyDelete
  2. Słodziak jakich mało. ważne, że zdrowy! :)

    ReplyDelete