Thursday, March 17, 2016

Trzynaście miesięcy Małego Księcia - część druga :)

Część druga :). Tutaj: klik była część pierwsza :)

Wspomniałam o szkole. Do szkoły łącznie chodzimy trzy razy w tygodniu, dwa razy na grupę angielską i raz  na grupę francuską. W sumie zapisałam go do grup nie tylko po to by miał również inny kontakt z językami niż tylko te w naszym wykonaniu, ale również po to, żeby miał kontakt z dziećmi :). I tutaj niespodzianka - w grupie angielskiej jest chyba około ośmiorga dzieci, może więcej - ale tylko jedno z nich, najmłodsze, zwraca tak uwagę na inne dzieci jak nasz Mały Książę. Często więc spędzają czas razem, dotykając się nawzajem i uśmiechając się do siebie. To urocze. Mały Książę próbował się uśmiechać do innych dzieci też, ale nie udało mu się uzyskać pozytywnego efektu.

Najstarsza chyba jest dziewczynka, N., myślę, że z całej grupy jest najbliższa 24 miesiącom. Mały Książę i jego kolega są najmłodsi i jedyni jeszcze niechodzący samodzielnie. Jest jeden chłopiec, który mojego synka chyba nie lubi, patrzy na niego zawsze wilkiem i jak ma okazję to go popchnie albo mu coś z ręki zabierze. Pozostałe dzieci kompletnie ignorują się nawzajem!

Zabawy w grupach są fajne - aczkolwiek nie wszystkie przypadają naszemu maleństwu do gustu. W ogóle nie zainteresowało go wielkie pudło wypełnione kolorowym makaronem, ale bardzo podobało mu się jak pan od angielskiego zrobił ścieżkę z mat sensorycznych i pierwszy przeszedł przez całą ścieżkę. Tunel spodobał mu się do tego stopnia, że kupiliśmy jeden do domu :). Piórka i kuchenne utensylia go nie za specjalnie zainteresowały, ale tablica sensoryczna rodem z Leroy Merlin go zafascynowała maksymalnie. Tak się ucieszył na jej widok, że aż miałam wrażenie, że jakiś blask od niego bije ;). Przyciski, suwaczki, kluczyki, rzepy, ach, zapalająca się lampka, dzwonek do drzwi, timer do jajek... bajka ;). W ogóle nie chciał od tego odejść.

W domu co rano bawimy się piaskiem kinetycznym - Mały Książę potrafi spędzić dobre kilkanaście minut, czasami nawet bliżej pół godziny, przesypując piasek między palcami, łapiąc go, przesuwać palcem tworząc różne wzory i patrzeć jak piasek osypuje się tuż za nim... Mamy oboje frajdę, bo ja też lubię się tym bawić :).

Zrobiliśmy sobie też ciastolinę ze skrobi kukurydzianej i odżywki do włosów (pomysł z jakiegoś zagranicznego bloga) - Mały Książę śmiał się w głos bawiąc się nią.

Z dalszych zmian: zaczął bawić się samochodzikami, które dostał na urodziny (Duplo). Chwyta samochodzik i jeździ nim sobie po skrzyni z zabawkami robiąc przy tym "vrroooom vroooom vrooooom". Ma też żółwia do ciągnięcia za sobą - na kółkach, ale żółw ma też ruszające się kółko w brzuszku i jak się przewrócił to Mały Książę dalej go vroooom vroooomował, ale już na brzuszku. Więc jeszcze nie do końca się orientuje jak to ma wyglądać, ale jak ma kółka to najwyraźniej robi vroom ;).

Zaczął też nogami dosięgać do ziemi z motoru, który dostał pod choinkę - i ba, nawet wreszcie zrozumiał jak się na nim poruszać - ale na razie robi to tylko do tyłu ;))).

Coraz częściej staje bez trzymanki. Zaczął tańczyć! Staje sobie przy muzycznych zabawkach, włącza rożne melodyjki i sobie do nich tańczy. Tańczy nawet na siedząco. Ale, a propos siadania, bardzo często siada układając nogi w literkę W, więc chodzę za nim i poprawiam ;).

Pewne rzeczy zmieniły się też na minus - zupełnie nie wiem dlaczego, ale zaczął się bać zabawek, które poruszają się "same". Aktualnie boi się nawet odkurzacza naszego (który porusza się sam) - a przecież zawsze go uwielbiał i było dla niego wielką frajdą obserwowanie go! Ba, nawet swojego żółwia, który pływa w wannie i śpiewa - zaczął się bać i robi podkówkę na jego widok. Nie wiem dlaczego - wszystko zaczęło się kiedy dostał na urodziny pieska, który sam chodzi.

Właśnie, urodziny. Urodziny i oficjalne poznanie rodziny również odbyły się w trzynastym miesiącu - Mały Książę pierwszy raz w życiu widział jednocześnie tyle ludzi na raz (w sensie ludzi nim zainteresowanych, bo oczywiście wcześniej widział przecież chociażby lotniska i samoloty, więc dużą ilość ludzi w jednym miejscu) i... i przeszedł nad tym do porządku dziennego. Do prawie wszystkich lgnął, uśmiechał się, cieszył się, bawił się z nimi. Szczerze mówiąc aż w pewnym momencie zrobiłam się zazdrosna ;), ale na szczęście na każde moje pojawienie się w zasięgu jego wzroku reagował wielkim uśmiechem, więc trochę mnie to uspokoiło. Podczas tych urodzin dorwał się pierwszy raz do schodów i pokazał, że umie się wspinać!

Wspinaczkę teraz trenuje również w domu, wspinając się na kanapę, na pudełka, na swoje zabawki - i generalnie na co się da ;).

Jego ulubioną aktualnie zabawą, oprócz zabawek grających - jest rysowanie, więc kupiliśmy mu również komplet kredek do wody - i teraz super bawimy się nawet podczas kąpieli, rysując po wannie, po kafelkach i generalnie po wszystkim po czy się da i po czym się nie da. (wink wink ;) )

Chyba już nie będę pisała osobno o czternastym miesiącu, bo mam wrażenie, że przez nawał rzeczy trochę mi się zlały w jedno te dwa miesiące :).

Ach, zapomniałabym: byliśmy pierwszy raz w życiu na huśtawkach, a także na takim czymś co się buja w górę i w dół, zapomniałam jak to się nazywa (blush). Była też zjeżdżalnia, ale na zjeżdżalni bawiliśmy się też we Francji, więc to już nie był pierwszy raz. :)

Ok, to chyba już wszystko, więc na koniec kilka zdjęć :). Ach, co mi przypomina, że Mały Książę też pierwszy raz w życiu zobaczył i doświadczył śniegu! :))) A tort na zdjęciach jest wspólny z Tatusiem, to nie 310 ;), tylko 1 i 30 ;)))).





















Saturday, February 27, 2016

Trzynaście miesięcy Małego Księcia - część pierwsza :)

2016-02-22
Bardzo się starałam napisać tę notkę jak najszybciej, żeby mi te wszystkie nowości nie uciekły :). To będzie bardzo długa notka, więc pewnie będę ją pisała na raty,....

Cały trzynasty miesiąc Lokisia był kompletnie inne niż wszystkie do tej pory. Najpierw, zaraz po swoich urodzinach, poznał swoje ciocie, które będąc zaledwie kilka lat starsze od niego - zapewniły mu cudowną rozrywkę. Okazało się, wbrew temu co czytam o dzieciach w tym wieku - że Mały Książę nie tylko zauważa inne dzieci, ale także wręcz szuka ich towarzystwa, zaczepia pierwszy, uśmiecha się, dotyka, próbuje się z nimi bawić.

Nie zdążył jeszcze mój Królewicz ochłonąć po tym spotkaniu, a już zaczęliśmy się pakować, nasze meble zaczęły znikać, mieszkanie zaczęło się wypełniać pudłami... Wszystko zaczęło być inne... Trochę to wpłynęło na jego nastrój, był mniej przebojowy, bardziej się przytulający i generalnie rzecz biorąc odrobinę tym wszystkim wystraszony. ALE - ponieważ w sypialni zaczęliśmy gromadzić pudła, to przestawiliśmy łóżko do naszego dziennego pokoju i nagle się okazało, że Mały Książę super sobie radzi z chodzeniem przy meblach. Przestawił się od razu z raczkowania na chodzenie ze wspomaganiem ;). Wciąż nie chodzi jeszcze sam, ale coraz częściej, jak się "zapomni" to stoi sobie sam, bez trzymanki i bawi się czymś, albo klaszcze :). Myślę, że samodzielne chodzenie jest naprawdę tuż tuż! O mały włos a zrobiłby pierwsze kroki kiedy poznał moją Przyjaciółkę, która dała mu chrupkę na tyle daleko, że nie mógł jej łatwo złapać - ale w ostatniej chwili zrezygnował.

Ten trzynasty miesiąc to miesiąc pierwszych razów. Pierwszy raz Mały Książę spał w hotelu - oczywiście najpierw zresetował hotelowe telewizory i jakimś cudem przestawił je na język hiszpański ;). Łóżko hotelowe było ogromne, miało ponad dwa metry szerokości - ale Mały Książę, przyzwyczajony do naszego (dla nas najwygodniejszego pod słońcem) twardego materaca - nie spał dobrze w miękkich pieleszach rodem z bajki.

Zaraz po spędzeniu kilku dni w luksusowym hotelu - pierwszy raz jechał samochodem z Tatusiem obok, a nie za kierownicą (nasz samochód pojechał z firmą przeprowadzkową, więc posiłkowaliśmy się samochodem hotelowym, który miał w komplecie kierowcę ;). Mały Książę był obecnością Tatusia tak zachwycony, iż nie mógł oderwać od niego wzroku przez całą drogę!

Pierwszy lot samolotem Mały Książę przespał. Usnął na mnie przy starcie i obudził się przy lądowaniu :). Na lotnisku w Paryżu trochę zaczął dokazywać, miał dosyć siedzenia w jednym miejscu, więc chciał się ruszać i wszystko zwiedzać... Drugi lot był zdecydowanie (dla mnie) bardziej męczący, bo chociaż moje maleństwo nie narzekało, to cały czas się chciało bawić, próbować dotykać wszystkiego w zasięgu łapek, z innymi pasażerami włącznie - itd, itp. Zasnął dopiero przy lądowaniu. A w Polsce zaskoczyło nas zimno ;), z dwudziestu stopni przylecieliśmy do zaledwie dwóch :O.















W Polsce niespodzianka - Babcia! I Dziadek! Ta Babcia, z którą codziennie Mały Książę "rozmawiał" przez FaceTime :). A na dokładkę..... KOT. Prawdziwy! Z ogonem! Z futerkiem! Z oczkami!

I nagle zupełnie się okazało, że kiedy Mały Książę został wrzucony na głęboką wodę i zmuszony do komunikacji z innymi, mniej domyślnymi dorosłymi (bo rodzice prawie każde chrząknięcie potrafią zrozumieć, więc po się wysilać ;) ) - zaczął mówić. Ot tak po prostu. Na razie kilka słów, tych niezbędnych oczywiście, jak CAT! oraz KOTEK! (CAT zdecydowanie przoduje, Mały Książę zaczął spędzać swój czas u Babci wskazując na zdębiałego kota i wykrzykując kilka razy na minutę cat! cat! cat! cat! cat! ). Kolejne słowa, które się pojawiły, to, zaskakująco po polsku - DAJ oraz DAĆ, a także pytające "chcesz?". (ewidentny wpływ Babci ;)))) ). Angielskie THAT i THIS, kiedy wskazuje pytająco i urocza mieszanka: "ke that?", "ke this?". Po zajęciach w grupie francuskiej (ale o tym za chwilę) doszła jeszcze śmiesznie wypowiadana krowa (lawaś). I jeszcze "up" (na rączki). "Tak", ale jeszcze nie jestem do końca pewna czy oznacza to co ma oznaczać, bo czasami używa tego "tak" w dziwnym kontekście. Czasami słychać "yes" oraz "yeah". Mówi "eye" wskazując na oczko. Generalnie rzecz biorąc mamy po kilka słów w każdym z języków ;). Czekamy na kolejne! :))).

Osiągnięcia. Ach, och i jeszcze raz ach i och. Nawet nie wiem od czego zacząć :). Po pierwsze gra w Peek-a-boo chowając oczy za rączkami i nagle je zdejmując. Kopiuje zachowanie mojej Mamy - i jest to dla niego bardzo zabawne - bierze chusteczkę lub kawałek materiału - i udaje, że kaszle. Albo, że robi "fuuu". I się śmieje ;). Zaczął bawić się sorterami bardziej na poważnie. Zaczął RYSOWAĆ! W książeczkach pokazuje (niektóre) zwierzątka (na przykład motylka, ale tylko jeśli poprosimy go po angielsku).

15 lutego zaczęliśmy zajęcia w pewnej bardzo przyjemnej mokotowskiej szkole dla maluchów - i tak w poniedziałki i czwartki bawimy się po angielsku, a we wtorki po francusku. Angielska grupa i prowadząca - są bardzo fajne, Mały Książę co prawda spędza sporo czasu obserwując innych i analizując, ale też włącza się do zabaw, rozumie polecenia,... Widać po nim, że nasza mała rodzinka praktycznie żyje "po angielsku". :)). Zajęcia z francuskiego są troszkę gorsze - bardziej skupiają się na zabawie sensorycznej i zwierzątkach - ale myślę, że wszystko jeszcze się rozwinie, bo to dopiero początki. Ale, ku mojemu zaskoczeniu, też rozumie co się do niego mówi po francusku i ładnie wykonuje polecenia. To znaczy - jeśli jest odpowiednio zajęciami zainteresowany.... ;) Jeśli chodzi o zainteresowanie - jest bardzo zainteresowany ludźmi. Prowadzącymi, dziećmi, innymi mamami...

Ach, no właśnie, poznał też kilka nowych osób, naszego przyjaciela F (to jeszcze we Francji) i moją Przyjaciółkę A, moich dziadków.. W F Mały Książę się po prostu zakochał, niemalże rzucał mu się na szyję, uśmiechał się do niego bez żadnej rozgrzewki - no prostu polubił go niesamowicie od pierwszego spojrzenia. Również dość szybko przekonał się do A, śliczny lisek chyba w tym pomógł ;). F pokazał mu rzeczywistość wirtualną, ale dla naszego maleństwa to było jeszcze ciut za wcześnie i nie do końca zrozumiał co się dzieje. :)

Ciąg dalszy nastąpi, bo już padam na pyszczek, jest po drugiej nad ranem, a ja za kilka zaledwie godzin muszę wstać by przygotować smakołyki na nasze przyjęcie urodzinowe :)))). Do napisania i przeczytania później! :)))

Sunday, February 21, 2016

Dwanaście miesięcy Małego Księcia

2016-01-22,


A taką drogę przez te dwanaście miesięcy przeszliśmy:



















***
Jeśli chodzi o wagę i wzrost to byliśmy u lekarza, na szczepieniach, dwa tygodnie przed urodzinami. Jeszcze czekają nas szczepienia MMR i meningokoki, ale najpierw musimy zapisać się do pediatry.

Wiek urodzeniowy: 12 miesięcy
Wiek korygowany: 10 miesięcy
Wzrost: 72cm
Waga: 9010g

Ubranka: 74, niektóre 80

Wygląd: w sumie wygląd mu się dużo nie zmienił, odrobinę ściemniały mu włoski i brwi, ale wciąż jest raczej ciemnym blondynem z rudym połyskiem. Oczy wciąż ma niesamowite, zmieniające się w zależności od światła. Zielone, ale z bursztynowymi promieniami. Dodatkowo ma jaśniejsze szare promyczki, które wyglądają jakby jego oczy rozświetlały się od środka. Piękne! Ale może po prostu przemawia przeze mnie moje w nim zakochanie i wieczny zachwyt :).


Komunikacja: wciąż pyta "ke?" i pokazuje wszystko. Jest bardzo, ale to bardzo ciekawski, pyta o wszystko! Wyraźnie woła "dada", "mama". Aczkolwiek (ach, już nie mogę się doczekać, żeby o tym napisać, ale o tym w następnej notce, teraz tylko zapowiedź) pojawiło się w jego słowniku słowo "cat" oraz "kotek" :D (ale to dopiero w trzynastym miesiącu). Jeśli się uderzy i zaczyna płakać - natychmiast dokładnie mu tłumaczymy co się stało. Francuz nawet próbuje zrobić to samo co zrobił Mały Książę, żeby mu pokazać. Kiedy Mały Książę rozumie co się stało i dlaczego go boli - uspakaja się i unika kolejnego uderzenia o ten sam przedmiot. :)

Ruch:
Podczas ostatniej wizyty w CAMSPie psychomotriciennka zdziwiła się, iż Mały Książę jeszcze sam nie chodzi. I to nie dlatego, że powinien lub nie - ale dlatego, że ma, jak to powiedziała, bardzo dobrą postawę, balans, pięknie sam się potrafi utrzymać - ale, sam kroka nie chce zrobić. Ba, dopiero ostatnio zaczął chodzić za jedną rączkę, bo wcześniej chodził tylko za dwie. Do chodzenia bardzo się rwie - ale za rączki właśnie. Sam nie ma odwagi. No cóż - poczekamy, aż będzie gotowy :).

Umiejętności - zaczął machać "papa", (11.01.2016). Próbuje łączyć dwie lub więcej zabawek i patrzy co mu z tego wychodzi. Próbuje wkładać kable do telefonu i do innych rzeczy. Świetnie daje sobie radę z pilotami - to jego ulubione zabawki. Wciska wszystko i sprawdza co kontroluje. Próbuje zakładać sobie skarpetki, co jednak mu zupełnie nie wychodzi - ale jest urocze :). W styczniu dostał jedną zabawkę na kółkach - biedronkę samochodzik i próbował ją przesuwać tak, jakby przesuwał samochodzik. Zaczął przytulać swoje pluszaki i dawać im buzi. Bardzo nas wszystkim karmi. Lubi pomagać - rano leci do okularów Tatusia, żeby mu je podać :). Bardzo zapamiętuje wszystko co mu zostanie pokazane nawet raz. Otwiera i zapina suwaki. Próbuje zapinać napy. Ślicznie wkłada rączki w rękawy. Sam myje ząbki. Zapytany (w trzech językach) pokazuje gdzie jest nosek, oczka, buzia. Uwielbia oglądać książeczki, w których są obrazki zwierzątek.

Schemat spania wciąż taki sam. W nocy śpi pomiędzy 9 a 11 godzin, przed południem ma jedną drzemkę trwającą około godziny, popołudniu śpi około 2 godzin. Trochę się to wszystko rozjechało godzinowo przez przeprowadzkę - ale wciąż zachowane są drzemki 1godzina - 2 godziny.

Ma sześć ząbków :).

Na razie tyle pamiętam! Spróbuję chociaż raz na BIEŻĄCO napisać notkę miesięczną - czyli, w następnych dniach powinnam wrzucić post o trzynastu miesiącach. A TYLE SIĘ DZIEJE!!!! Ach. :)))

Thursday, January 21, 2016

Jedenaście miesięcy Małego Księcia

Mały Książę skończył 11 miesięcy  22 grudnia, we wtorek, więc mój post jest bardzo spóźniony. Nie będzie on bardzo dokładny, bo ten jedenasty miesiąc minął mi jak z bicza strzelił, a teraz dodatkowo jestem już myślami w dwunastym miesiącu, bo jutro mój wcześniaczek, moje maleństwo, mój Mały Książę - kończy rok.

2015-12-22, wtorek

Wiek urodzeniowy: 11 miesięcy (47 tygodni 5 dni)
Wiek korygowany: 9 miesięcy (39 tygodni 5 dni)
Wzrost: 70,5cm
Waga: około 9kg, ale ciężko powiedzieć dokładnie

Ubranka: dalej pomiędzy 71 a 74 :)

Wygląd: oczy ma odrobinę ciemniejsze niż poprzednio, ale na razie wciąż zielono-szaro-bursztynowe. W tym miesiącu wyrabialiśmy mu paszport i do tego dokumentu wpisano mu oczy zielono-szare.

Komunikacja: mówi duuuuużo, kiedy mnie woła jest to bardzo czyste i wyraźne "mama" i wyciąganie rąk w moim kierunku. Kiedy Francuz wraca z pracy - Mały Książę rzuca wszystko co ma w rękach i albo nimi wymachuje, albo raczkuje błyskawicznie do drzwi, wołając "dadi dadi dadi dadi". Generalnie nie ma nowych słów, albo są i my ich nie rozumiemy ;). Jest dużo nowych dźwięków, dużo dż dź rz sz, itd. Zaczął też mówić "babu", ale nie wiem co to ma znaczyć ;). Reaguje na polecenia i na opisywanie sytuacji: kiedy mówimy "up" - podnosi rączki do góry i czeka, żeby go podnieść. Reaguje na prośby podania zabawki, poczęstowania itd. Och, właśnie! Ten miesiąc to miesiąc dzielenia się! Wszystkim nas częstuje, zwłaszcza jedzeniem - i bardzo się cieszy, kiedy jemy mu z rąk hihi. Ale dzieli się też zabawkami - piłeczkami, pluszakami. Jeszcze a propos komunikacji - kiedy jest bardzo głodny pokazuje nam znak migowy "jeść" i "mleko" (tak jak my to robiliśmy przed każdym jego karmieniem od kiedy przyszedł do domu). Kiedy jest zmęczony i chce spać - uderza się w prawe ucho. Często pokazuje różne rzeczy i pyta "ke?".

Ruch:
Raczkuje już zupełnie normalnie, pełzanie odeszło w zapomnienie. A najchętniej wędruje przy meblach, czasami trzymając się tylko jedną ręką. Wstaje z każdej pozycji i pomimo tego, że zdarza mu się stać bez trzymania (jak się zapomni) to nie zrobił jeszcze pierwszych, samodzielnych kroków.

Umiejętności - nie wiem czy były jakieś nowe umiejętności w tym miesiącu, nie pamiętam! Wiem, że zaczął machać "papa", ale to w dwunastym miesiącu (11.01.2016). Zaczął też lubić pluszaki,.. ale też w dwunastym miesiącu. No nie pamiętam tego jedenastego! Trudno.

Schemat spania wciąż taki sam. W nocy śpi pomiędzy 9 a 11 godzin, przed południem ma jedną drzemkę trwającą około godziny, popołudniu śpi około 2 godzin. Warunek - muszę być blisko niego, a najlepiej cały czas go przytulać, inaczej się od razu budzi i wyrusza na poszukiwanie mnie - przy czym jest niewyspany i rozmarudzony. Wykorzystuję więc te dwie godziny jego drzemki na czytanie książek lub oglądanie filmów/seriali na Netflixie.

Uwielbia interakcje z nami, łaskotki itd, ale też potrafi zająć się sobą sam i spędzić nawet prawie godzinę przy swoim stoliku Vtech. Chodzi sobie dookoła, naciska wszystko, bawi się. Oczywiście cały czas w zasięgu mojej ręki :). Bardzo lubi "rozmawiać" z moją Mamą przez FaceTime - pokazują sobie nawzajem język, robią prrrrrrr i baloniki ze śliny, bawią się w peek-a-boo (a kuku).

Bardzo wyraźnie pokazuje swoją frustrację lub złość, ale pokazuje też wyraźnie czego chce - więc łatwo się z nim "dogadać" i zwalczyć jego frustrację oferując mu to, czego chce, lub, jeśli to nie jest możliwe, oferując mu interesującą alternatywę.

Zmiana pieluchy jest coraz trudniejsza i każda zmieniona pielucha powinna być uwieńczona nagrodą dla Mamy (mnie ;) )

Jeśli chodzi o jedzenie, to je wszystko to co my, za wyjątkiem orzechów - jeszcze nie mieliśmy odwagi mu dać. Kanapeczki kroję mu na malutkie kanapeczki, a Francuz mu daje gryzy bezpośrednio z dużej kanapki, z ręki. Omlety, naleśniki mu kroję na kawałeczki. Makaron - zależy od sosu i od wielkości, ale np kokardki w pomidorach kroję mu na mniejsze kawałki. Pije z kubeczka z rurką, tak lubi najbardziej. Kubeczek z piciem przez cały dzień stoi sobie gdzieś na jego macie i jak ma ochotę to sobie go bierze i pije. :) W dalszym ciągu jest karmiony piersią i je co dwie/trzy (czasami co cztery/pięć, jeśli w międzyczasie zjadł większy posiłek) godziny.

Ma sześć zębów :). Ale zaraz! Te dwa ostatnie to chyba też był dwunasty miesiąc już. Sprawdzę później ;).

To by było na tyle! Jeszcze godzina i 19 minut do urodzin mojego Maleństwa. Ach!



Monday, January 4, 2016

Pierwszy rok: moje hity (akcesoria i zabawki): BANDAMKI

Pierwszą rzeczą jaką opiszę w nowej kategorii: HITY PIERWSZEGO ROKU - będą bandamki.

Pierwszą bandamkę, bawełniano-polarową, dostałam razem z jakąś gazetką dziecinną, jak jeszcze Mały Książę był w szpitalu. Długo nie wiedziałam co właściwie z tym się robi - czy to ma być szaliczek? Ozdoba? Taki wyrafinowany śliniaczek? Na początku odłożyłam ją w kąt, Mały Książę był malutki, nie nosił śliniaczków, nie widziałam potrzeby zakładania "tego czegoś".

Dopiero kiedy moje maleństwo weszło w fazę ząbkowania i ślinienia się na potęgę.... wtedy odkryłam zalety bandamek :). Śliniaczki zakładamy tylko do jedzenia, za to bandamki stały się naszym najlepszym przyjacielem, zakładamy je rano, zdejmujemy wieczorem, warstwa polarowa doskonale zatrzymuje ślinę i sprawia, że Mały Książę ma suchą klatkę piersiową (pierwsze dni ząbkowania i mega ślinienia się były przyczyną wysypki na szyjce i piersiach naszego chłopaka), a przy okazji stylowo wygląda!

W tej chwili mamy 14 bandamek i chętnie kupię ich jeszcze więcej. Taki wybór wzorów i kolorów! Są cudowne. Warto polować na promocje :) - my kupujemy je tutaj: http://funkygiraffe.fr/

A tak Mały Książę prezentuje się w niektórych wzorach, które posiadamy :)










W polskich sklepach, o dziwo, znalazłam tylko droższe niż w Funky Giraffe, także planuję zaraz udać się na tę stronę i zakupić wzory świąteczne, żeby mieć na przyszły rok :). A jak zainwestuję w maszynę do szycia...! Ach, och :)

Polecam w 100%. :)